• Home
  • NBA
  • New York Knicks – siła wraca na Manhattan

New York Knicks – siła wraca na Manhattan

Share on facebook
Share on twitter

Nowy Jork na wielki zespół czeka od lat i pewnie jeszcze poczeka, ale obecnych Knicks da się oglądać. Mają Kristapsa Porzingisa, wygrywają, wreszcie idą do play-off.

(fot. Wikimedia)
(fot. Wikimedia)

Buty gwiazd NBA – zobacz >>

Po transferach Derricka Rose’a, Joakima Noaha, Courtneya Lee i Brandona Jenningsa wiadomo było, że Knicks nie będą pośmiewiskiem ligi, że awans do play-off jest w ich zasięgu, ale wcale nie było to takie pewne. To w końcu New York Knicks, jedna z najbardziej bałaganiarskich organizacji w NBA ostatnich lat.

I prawdę mówiąc wciąż nie jest pewne, że ten play-off – po trzech chudych latach z ujemnym bilansem – się ziści, do końca sezonu daleko. Ale na razie, w tym momencie, Knicks wygrywają.

We wtorek pokonali na wyjeździe Miami Heat 114:103, w sumie zwyciężyli w czterech meczach z rzędu, wygrali też 9 z ostatnich 12 i z bilansem 12-9 awansowali na piąte miejsce na wschodzie.

Nic wielkiego? To pierwszy przypadek od sezonu 2012/13, gdy Knicks są trzy mecze na plusie, więc to jednak wydarzenie.

Oczywiście rzut oka na pokonanych ostatnio rywali budzi wątpliwości – Dallas, Detroit, Atlanta, Portland, Charlotte, dwukrotnie Sacramento, Minnesota i Miami, to zespoły w większości słabe, nie łapiące się do ósemek w swoich konferencjach.

Ale znów – Knicks, co wcale nie było takie powszechne w poprzednich sezonach, umieją wygrywać mecze. W skali ligi nie są wybitni ani w obronie, ani w ataku, ale kilka rzeczy układa im się nieźle.

Po pierwsze: udało się dobrze podzielić role. Carmelo Anthony, choć wciąż zdobywa najwięcej punktów (22,5 na mecz) i oddaje najwięcej rzutów (średnio 19,0), nie kradnie już gry innym, jak to kiedyś bywało. Świetnie rozwija się Kristaps Porzingis (20,7 punktu, 39 proc. za trzy), rolę tego trzeciego przyjął Derrick Rose (17,0 punktu, 4,9 asysty), a Carmelo – wygrywa mecze. Ostatnio trafiał zwycięskie rzuty z Hawks i Timberwolves.

W takich butach gra Derrick Rose >>

Po drugie: atutem Knicks stała się Madison Square Garden. Nowojorczycy mają na Manhattanie bilans 9-3 i jest to trzeci najlepszy w tej chwili wynik w całej lidze – lepsze bilanse u siebie mają tylko faworyci Cavaliers i Warriors (po 9-2).

Po trzecie: Knicks dobrze zbierają. Jeśli w czymś są mocni, to właśnie w walce na deskach, szczególnie w ataku. Nie mają oczywiście swojego Hassana Whiteside’a lub choćby Marcina Gortata, ale zestaw Noah, Porzingis, Anthony wspierany przez zmienników i obwodowych notuje sporo zbiórek.

Po czwarte, być może też znaczące: sesje mindfulness dla całej drużyny prowadzi od niedawna sam Phil Jackson.

Co zatem czeka Knicks? No, w najbliższej przyszłości akurat schody – w środę mecz u siebie z Cleveland Cavaliers, a potem seria pięciu wyjazdowych meczów na zachodzie. I to będzie pierwszy duży test dla drużyny Jeffa Hornacka – czy po dobrych trzech tygodniach utrzyma obecny poziom?

https://www.youtube.com/watch?v=Dz4g_xKYizs

ŁC