Nieśmiertelny Manu Ginobili – nie zgadza się na koniec i już

Share on facebook
Share on twitter

To mógł być jego ostatni mecz w karierze! Jednak Manu Ginobili raz jeszcze cofnął się w czasie i sprezentował kibicom niezapomniany występ. Także dzięki niemu Spurs w 21. roku z rzędu wygrali spotkanie fazy play-off i przedłużyli sezon.

Manu Ginobili / fot. wikimedia commons

Wielkie obniżki na wszystkie produkty NBA – tylko do 27 kwietnia! >>

Nie wiadomo, czy Manu Ginobili zakończy po tym sezonie karierę, czy też zdecyduje się nie odwieszać jeszcze butów na kołek. 40-letni zawodnik w niedzielę udowodnił, że w jego baku zostało jeszcze sporo paliwa. San Antonio Spurs stanęli nad przepaścią, przegrywając już 0-3 w serii z Golden State Warriors, lecz znakomita czwarta kwarta w wykonaniu Ginobiliego spowodowała, że Spurs złożą jeszcze co najmniej jedną wizytę w Oakland.

Argentyńczyk w ostatnich sześciu minutach zdobył 10 ze swoich 16 punktów, zadając decydujący cios swoim trzecim trafieniem z dystansu, na 28 sekund przed końcem spotkania. Trójka ustaliła wynik spotkania na 103-90 dla gospodarzy, a przy okazji wysunęła Ginobiliego na trzecie miejsce listy, jeśli chodzi o liczbę trafień za trzy w fazie play-off. Więcej niż Manu (321) mają tylko LeBron James (337) oraz Ray Allen (385). Dodatkowo, dzięki wygranej, Ginobili wraz z Tonym Parkerem stali się najbardziej zwycięskim duetem w historii playoffs ze 132 zwycięstwami na koncie (wyprzedzając… Parkera i Tima Duncana).

Trudno się dziwić, że trener rywali, a kiedyś kolega Ginobiliego z zespołu, Steve Kerr, sądzi że argentyński zawodnik nie powinien jeszcze kończyć kariery. Kerr zdradził dziennikarzom, że uśmiechnął się pod nosem, kiedy Ginobili trafił trójkę z rogu, która ustaliła wynika spotkania, stwierdzając że był to „typowy Manu”.

Trudno się z tym nie zgodzić, bo ile to już razy Argentyńczyk dominował w ten sposób w czwartych kwartach? W niedzielę fani Spurs kilka razy w ciągu ostatnich minut znów skandowali imię swojego ulubieńca.

Ginobili przyznał po spotkaniu, że gra dla Ettore Messiny, który przejął obowiązki głównego trenera ze względu na trudny czas Gregga Popovicha, przywołała wspomnienia z dawnych lat. Messina i Ginobili zdobywali wspólnie mistrzostwo Euroligi w 2001 roku, wtedy jeszcze w barwach Virtusu Bologna, zanim Manu w ogóle rozpoczął swoją wielką karierę w NBA.

Spurs nie mają większych szans w starciu z broniącymi tytułu mistrzów Warriors i okazać się, że oglądamy ostatnie minuty argentyńskiego maestro na parkietach NBA. Ginobili jest jednym z najbardziej utytułowanych zawodników spoza USA w historii NBA. Swoimi występami, niesamowitymi zagraniami i wielkimi rzutami zachwyca od 2002 roku. Wszystkie sezony spędził w barwach Spurs, z którymi wygrał trzy mistrzowskie tytuły. Tylko raz został w tym czasie wybrany do Meczu Gwiazd, ale na uwagę zasługuje fakt, że był to sezon, w którym pełnił rolę rezerwowego na pełen etat.

40-latek pozostaje jednym z najbardziej lubianych koszykarzy na całym świecie. Jak długo będzie jeszcze zachwycał swoją grą? Tego nie wie chyba nawet sam Manu.

Tomek Kordylewski

Wielkie obniżki na wszystkie produkty NBA – tylko do 27 kwietnia! >>




POLECANE

Rozgrywki najlepszej ligi świata znów zapowiadają się rewelacyjnie – wielu faworytów do tytułu, stare i nowe gwiazdy, dziesiątki intrygujących historii. Już pierwszej nocy 74. sezonu NBA zobaczymy derby LA – Lakers zagrają z Clippers.
Znów w roli strażaka przyjdzie Markowi Łukomskiemu poprowadzić zespół w PLK. Według nieoficjalnych doniesień, były szkoleniowiec m.in. Kinga Szczecin i Czarnych Słupsk zastąpi w Starogardzie Gdańskim Marcina Lichtańskiego.