Nieudane okienko Mike’a Taylora

Share on facebook
Share on twitter

To Litwini wyglądali na boisku jak budowana od kilku lat drużyna, a my jak dobierane w ostatniej chwili pospolite ruszenie. Porażka na wyjeździe mogła się zdarzyć, ale mieliśmy prawo oczekiwać innej jakości gry reprezentacji Polski.

Michał Sokołowski i Mike Taylor (fot. Andrzej Romański, PZKosz)

PLK, NBA – obstawiaj na UNIBET i wygrywaj kasę! >>

Na pierwsze mecze eliminacji w nowej formule mieliśmy dwa zadania – zmobilizować się i pewnie ograć słabiutkich Węgrów oraz powalczyć o wygraną z zastępcami litewskich gwiazd. Nie udało się ani jedno, ani drugie, nawet jeśli w pierwszym spotkaniu udało się rzutem na taśmę zwyciężyć.

Ale akurat mecz z Litwą był doskonałą okazją, aby wykorzystać efekty kilku ostatnich lat pracy – zgranie, stabilizację na ławce trenerskiej, znacznie mniejsze niż u rywala braki w składzie. My przecież nie musieliśmy ćwiczyć nowych zagrywek, w odróżnieniu od rywala, bo większość graczy grała i trenowała już razem przy okazji szeregu poprzednich zgrupowań. Organizacja gry i zgranie w końcu powinny już zacząć być naszą przewagą.

Nikt nie oczekuje od Taylora, że zmieni indywidualne cechy graczy. Sprawi, że przykładowy Przemysław Karnowski stanie się sprinterem i pod koszem będzie grał na obie ręce. Ale już oczekujemy, że trener będzie potrafił dostosować taktykę tak, aby atuty zawodników uwypuklić i wykorzystać.

Tymczasem przy okazji tych dwóch meczów, spora część zawodników – na co dzień w większości grających przecież w pucharach, a wielu w silnych ligach – w kadrze wyglądała po prostu słabiej niż w klubie. Jako przykład weźmy choćby Tomasza Gielo, ostatnio grającego życiowe mecze w Hiszpanii.

„Nie wpadało z dystansu, siła wyższa” – to nie jest w żaden sposób akceptowalne wytłumaczenie wysokiej porażki. Wynik 3-23 to także efekt wielu rzutów w desperacji, ze złych pozycji i pod presją czasu, gdy przez 24 sekundy zespołowi nie udawało się stworzyć dogodniejszej pozycji, ani zaatakować obręczy z bliższej odległości.

Zaskakująco wiele, jak na zgrany i kontrolowany zespół, było zagrań beztroskich i ryzykanckich, jakichś dziwnych haków, rzutów z nietypowych dla danego gracza pozycji. Po prostu chaosu, którego Taylor nie potrafił zatrzymać. Efekt? Zdobyliśmy 22 punkty do przerwy w meczu z Węgrami i 55 w całym spotkaniu z Litwą… Zaangażowania nie brakowało, ale po prostu nasz atak nie funkcjonował.

To nie jest tak, że porażka w kiepskim stylu z Litwą i słaba gra z Węgrami zostały „zawinione” tylko przez trenera. Ale wypada napisać, że wartości dodanej ze strony Amerykanina na boisku po prostu nie było widać.

Po EuroBaskecie napisaliśmy podsumowując pracę Mike’a Taylora:

– Przez 4 lata nie udało się wypracować charakterystycznego stylu gry zespołu, jakiejś konkretnej metody, tożsamości drużyny. Gdyby ktoś spytał „Jak gra reprezentacja Polski, co jest jej siłą?”, to nie mielibyśmy żadnej odpowiedzi.

Nie widać postępów w wynikach. Zespół Taylora nigdy nie sprawia niespodzianek. Czasem za to zalicza bolesne wpadki.”

Nic się nie zmieniło i coraz ciężej uwierzyć, że jeszcze coś się zmieni.

Tomasz Sobiech

PLK, NBA – obstawiaj na UNIBET i wygrywaj kasę! >>




POLECANE

tagi