Niewymuszone błędy Celtics – złe nawyki powracają

Share on facebook
Share on twitter

Seria Milwaukee z Bostonem, wygrana przez Bucks 4:1, potwierdziła, że w sezonie regularnym nie dzieją się rzeczy przypadkowe. I że mają one także potem odzwierciedlenie w playoff.

Kyrie Irving / fot. wikimedia commons

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Wyraźna wygrana Bucks z Celtics w jakimś stopniu pokazała znaczenie sezonu regularnego. 82 mecze pozwalają wypracować powiedzmy kulturę gry, pewne nawyki, które przy odpowiedniej powtarzalności powinny również przełożyć się na najważniejsze momenty rozgrywek. Bo jeżeli coś dobrze funkcjonuje w sezonie regularnym, to dlaczego miałoby przestać tak funkcjonować także później.

Działa to jednak w dwie strony, czego przykładem są właśnie Celtics – podopieczni Brada Stevensa po wejściu do play-offów byli mniej więcej cały czas tą samą humorzastą drużyną, którą mogliśmy obserwować od października do kwietnia. Miewali pojedyncze zrywy, niekiedy grając na miarę swojego potencjału, ale w dłuższym stopniu nie byli w stanie ich utrzymać.

I te same złe rzeczy, które pojawiały się w pozornie niewiele znaczących meczach w styczniu, zdarzały się również w najważniejszych starciach w maju – zwyczajnie negatywne przyzwyczajenia stały się w którymś momencie za bardzo powtarzalne.

W pigułce można zaobserwować to na poniższym przykładzie – Marcus Morris oddaje rzut wolny, zatem powrót do obrony i odpowiednie przypisanie krycia nie powinno stanowić kłopotu.

Z jakichś przyczyn okazuje się zgoła inaczej, gdyż Kyrie Irving rozpoczyna posiadanie w obronie od krycia Giannisa Antetokounmpo.

Tak więc najsłabsze ogniwo w defensywie Celtics odpowiadało za największe zagrożenie przeciwnika i nawet nie dlatego, że Bucks udało się wypracować korzystną dla siebie zmianę krycia – czego wraz z biegiem serii szukali bardziej ochoczo – tylko Irving sam ją podarował.

I efekt końcowy nie ma w tym wypadku większego znaczenia, chodzi o sam zamysł: jaki jest cel natychmiastowego oddawania rywalowi przewagi, którą przecież docelowo chce sobie stworzyć?

Ta sytuacja nie przytrafiła się też po żywej kontrze, a w statycznym powrocie, przez co trudno szukać w tym przypadku jakiekolwiek usprawiedliwienia dla Irvinga, który powinien podążać za Patem Connaughtonem. I pozornie to są detale. Niemniej jeżeli liczba tych złych nagle zaczyna przewyższać te dobre, to trudno liczyć na powodzenie przeciwko zespołowi, który sezon regularny wykorzystał w pełni – właśnie po to, aby podobne wypadki przytrafiały się jak najrzadziej.

(Z drugiej strony nieco niedoceniania się samych Bucks, którzy w dużym stopniu złożyli się na problemy Celtics. Właśnie ze względu na siłę Kozłów typowałem przez startem serii, że ta zakończy się dokładnie tak, jak się zakończyła – 4:1).

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE