Odważne prognozy NBA (1) – Celtics, Magic, Suns

Share on facebook
Share on twitter
Nadchodzące rozgrywki, m.in. ze względu na brak klarownego faworyta, zapowiadają się nad wyraz ciekawie. Podpatrując formułę od Zacha Lowe’a, dziennikarza ESPN, spróbujmy wytypować, co wydarzy się w nadciągającym sezonie, sięgając do przewidywań bardziej ryzykownych.

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Przewidywania na sezon 19/20 (1)

(Przewidywania będą pojawiać się w kilku turach. Nie traktowałbym ich przesadnie zobowiązująco, raczej jako formę zabawy w oczekiwaniu na start rozgrywek).

Phoenix Suns nie skończą jako ostatnia drużyna na Zachodzie

Skład, którym dysponuje Monty Williams pozwala sądzić, że Suns po raz pierwszy od sezonu 2015/16 nie zakończą rozgrywek na ostatnim miejscu w konferencji zachodniej. Odpowiedzialny za konstrukcję zespołu James Jones za cel w trakcie off-season postawił sobie, aby do drużyny z Arizony sprowadzić sprawdzonych zawodników, którzy przyczyniliby się z miejsca do ogólnej poprawy jakości.

Dopasowanie poszczególnych graczy wprawdzie budzi wątpliwości – choćby gdzie w piątce Rubio-Booker-Oubre-Sarić-Ayton kryje się atletyzm – lecz umiejętności przynajmniej siedmiu najlepszych graczy Suns dają nadzieję, że ta drużyna uzbiera powiedzmy – werbel – 27 zwycięstw, co powinno wystarczyć, aby odbić się od dna Zachodu.

Samo ściągnięcie rozgrywającego do Phoenix może zapewnić kilka dodatkowych zwycięstw; w końcu Devin Booker będzie mógł sprawdzić się w większym wymiarze bez piłki, a do nabierającego ogłady Deandre Aytona być może zaczną spływać otwierające podania. Jest to o tyle ważne, że Bahamczyk był jednym z najbardziej efektywnych spod kosza i z pomalowanego centrów w lidze. Zwiększenie liczby kontaktów z piłką Aytona, który w drugim sezonie musi z nią jeszcze częściej szukać drogi do obręczy, mogłoby także korzystnie wpłynąć na ofensywę Suns.

Robert Williams w trakcie sezonu wywalczy miejsce w pierwszej piątce Boston Celtics

Po odejściu Ala Horforda oraz wysłaniu Arona Baynesa do Phoenix pozycja centra w Bostonie jest jedną z najsłabiej obsadzonych w lidze. Brad Stevens ma do dyspozycji trzech podkoszowych, którzy najlepiej sprawdzają się jako rezerwowi (Enes Kanter), nie są wystarczająco utalentowani do większej roli (Daniel Theis) lub znajdują się na początku swojej koszykarskiej drogi (Robert Williams).

Kanter, najbardziej prawdopodobny wybór do pierwszej piątki, niespecjalnie uzupełnia pozostałych starterów – nie jest klasycznym centrem do pick and rolli (których Kemba Walker miał najwięcej w lidze) i mimo udanych momentów w poprzednich play-offach, w dłuższym wymiarze jego obrona na zasłonach będzie stanowić ogromny problem, szczególnie zważywszy, jak dobry w tym elemencie był Horford.

Theis, znacznie lepszy obrońca niż Kanter, byłby neutralnym wyjściem – solidny wyrobnik, który od czasu do czasu może rozciągnąć grę, ściąć do kosza czy nie zgubi się w defensywie. W tym rozwiązaniu brakuje jednak szansy na rzeczywistą wartość dodaną. Tę mógłby dostarczyć Williams. Mając na uwadze konkurencję oraz możliwości atletyczne Williamsa – wpływ na obronę kosza, wyczucie przy blokach i zdolność do wykańczania lobów – ten jest opcją co najmniej wartą sprawdzenia.

Co by nie mówić 21-letni podkoszowy jest również potencjalnie najmniejszym złem, a zarazem największą szansą, która może obrócić się w coś wartościowego – w tym przypadku zawodnika, który mógłby na centrze dostarczyć niezłych 20-25 minut. Dla Celtics byłoby to bardzo dużo.

Harry Giles zostanie wymieniony do Atlanty

Sprowadzenie do Sacramento Dewayne’a Dedmona oraz Richuana Holmesa może wypchnąć z rotacji Harry’ego Gilesa. Rozkładając minuty dla każdego z centrów, obstawiałbym, że te będą wyglądały następująco:

Dedmon – 26 minut;
Holmes – 16 minut.

Taki rozkład pozostawiałby sześć minut do obsadzenia. To niewiele, biorąc przecież pod uwagę, że w tym podziale nie uwzględniona została możliwość gry niską piątką. Trudno stwierdzić, w jakim stopniu Luke Walton będzie decydował się na ustawienia z Marvinem Bagleyem jako niskim centrem. Niemniej im częściej tego typu kombinacje będą się pojawiały, tym mniejsza szansa na grę pojawia się dla Gilesa.

Dla żadnej ze stron nie byłoby to korzystne wyjście i choć w Sacramento podkreśla się, że Giles jest ważną częścią młodego zespołu, to działania Kings świadczyłyby raczej o odwrotnej postawie. Dlatego jeżeli w trakcie rozgrywek przede wszystkim Dedmon pozostanie zdrowy, a Giles przegra rywalizację o minuty z niezawodzącym w roli rezerwowego Holmesem, to dla dobra wszystkich Vlade Divac może być zmuszony do poszukania klubu, w którym minuty dla 21-letniego wysokiego by się znalazły.

Ku temu idealne miejsce stanowiłaby Atlanta – piątka jest najsłabiej obsadzoną pozycją Hawks i w drużynie, która lubi testować niesprawdzonych graczy Giles miałby okazję do regularnych minut. Były zawodnik uczelni Duke ze swoim zmysłem do rozegrania oraz miękkim kozłem dodałby elementy, których wśród podkoszowych Jastrzębi brakuje.

Orlando Magic będą mieli top-4 obronę

Orlando Magic po meczu gwiazd uplasowali się na 5. miejscu w obronie, ogółem kończąc miniony sezon na 8. pozycji pod tym względem. Wynik bardzo dobry, uwzględniając, że choć Nikola Vucević jest obrońcą mądrym, to do czołówki defensorów na swojej pozycji bynajmniej nie należy.

Steve Clifford potrafił ukryć niedociągnięcia Czarnogórca, przesuwając go bliżej kosza, gdzie ten mógł zrobić różnicę, a zachęcając rywali do mniej efektywnych rzutów z półdystansu. To rozwiązanie przyniosło zamierzony skutek – przeciwnicy oddawali z Vuceviciem na parkiecie o 2,5 punktu procentowego mniej prób spod kosza, a o 3,3 p.p. więcej z pomalowanego.

Dodatkowo Magic skupiali się na obronie analitycznie właściwych rzutów. Drużyna z Orlando znalazła się w dziesiątce drużyn, które najrzadziej pozwalały rywalom na rzuty spod kosza i za trzy. Co więcej tylko cztery zespoły wymuszały na swoich rywalach % więcej prób z półdystansu niż defensywa Magic.

Kontynuacja pracy Clifforda na Florydzie wskazywałaby, że te proporcje jeszcze bardziej rozłożą się na korzyść drużyny. Dokładając do tego umiejętności defensywne Jonathana Isaaca i Aarona Gordona oraz osłabienie konkurencji, szanse Magic na zbudowanie naprawdę bardzo dobrej obrony są nad wyraz wysokie.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdzieszTUTAJ >>

POLECANE

tagi