Ojciec skakał głową do obręczy, Nick fruwa nad Europą

Share on facebook
Share on twitter

Z takimi genami nie mogło być inaczej – skoro wujek trafił do Galerii Sław NBA, a ojciec bił rekordy, jeśli chodzi o wyskok, to nic dziwnego, że Nick Johnson ma szansę na dużą karierę.

Nick Johnson (fot. basketball.de)
Nick Johnson (fot. basketball.de)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

24-letni rozgrywający o wzroście 191 cm dwa lata temu rozegrał 28 meczów w Houston Rockets, a jeszcze w październiku grał w sparingach Orlando Magic. Ale do NBA się nie załapał i kilka tygodni temu przyleciał do Europy, podpisał kontrakt z Bayernem Monachium.

I już w nim błyszczy – w czterech meczach Eurocup Nick Johnson rzucał średnio po 15,5 punktu, prezentował dynamiczną, zdecydowaną grę do kosza i niezłą skuteczność z dystansu. W środę, w meczu z Unicają, popełnił w drugiej połowie dwie proste straty, ale w końcówce znów był dżokerem Aleksandara Djordjevicia. Zdobył 20 punktów, to jego akcje zdecydowały o wygranej 72:69.

Możliwe, że Johnson niebawem stanie się gwiazdą europejskiego formatu, ale ma z kogo czerpać wzorce – jego wujkiem był Dennis Johnson, czterokrotny mistrz NBA ze Seattle Supersonics i Boston Celtics, członek Galerii Sław. A jego ojcem jest Joey Johnson. Jumping Joey Johnson. Być może najlepszy skoczek w historii koszykówki.

Po pierwszym mam talent do obrony i nieustępliwej gry, po drugim skoczność i dynamikę – mówi Nick, który grając na Uniwersytecie Arizona rywalizował w wewnętrznych konkursach wsadów z Aaronem Gordonem.

joey_johnson2

Ale z ojcem nie miałby szans. O wyskoku mierzącego 193 cm wzrostu Joeya krążą legendy, na kosz normalnej wysokości wsadzał w wieku 12 lat, później miał ponoć nawet 132 cm dosiężnego. Na wyobraźnię działają szczególnie dwie opowieści.

Pod koniec lat 80., gdy Johnson grał w Southern Idaho, w drodze na mecz zespół przejeżdżał przez miejscowość Moskwa w stanie Idaho, gdzie w barze Corner Club, na belce pod sufitem, na wysokości 3,5 metra wbity był gwóźdź. Upamiętniał wysokość, do której kilka dekad wcześniej doskoczył Gus Johnson, późniejszy świetny gracz NBA, członek Galerii Sław.

Autokar zatrzymał się przed knajpą. – Choć ze mną. Chcę, żebyś coś zrobił – powiedział do Johnsona trener Fred Trenkle. A ten podszedł, zerknął i bez specjalnego naskoku pofrunął w górę i zgiął gwóźdź w dół.

Z kolei w 1990 roku Jumping Joey brał udział w pokazowym konkursie wsadów w Atlantic City. Grał wówczas w Illinois Express w podrzędnej World Basketball League, ale gdy usłyszał o opcji wygrania 50 tys. dolarów w konkursie wsadów, to się nie zastanawiał. Wygrał eliminacje regionalne, trafił do finału.

W nim spotkał się z mierzącym 206 cm wzrostu Antonio Davisem (znanym później z występów m.in. w Indiana Pacers) oraz o pięć centymetrów niższym Kennym Millerem (zrobił karierę w Hiszpanii). Zasady były proste – koszykarze robią wsady na coraz wyższy kosz.

joey_johnsonWysokość 3,5 metra zaliczyli już tylko Johnson i Davis, sędziowie podnieśli obręcz na 3,53 m.

Za pierwszym razem spudłowaliśmy obaj, dostaliśmy po kolejnej próbie. Ja ją zaliczyłem, Antonio minimalnie spudłował. Spojrzałem na niego, wyglądał na zmęczonego – opowiadał dzień później Johnson w rozmowie z „LA Times”.

Kariery na miarę brata Dennisa nie zrobił. Może przeszkodą był właśnie wyskok? Joey wspominał po latach, że trenerzy ustawiali go bliżej kosza między wyższymi rywalami, bo i tak był w stanie zbierać piłkę za piłką. I zamiast grać z piłką, ćwiczyć się na obwodzie, skakał, skakał i skakał.

Ciekawe, jak uda się skok nad Europę w przypadku dużo lepiej wyszkolonego Nicka.

ŁC

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

POLECANE

Po ostatniej fali zwolnień, odejść i zawieszeń w składzie BM Slam Stali zostało 5 graczy na poziomie ekstraklasy. Już jutro, w sobotę, ostrowianie zagrają w Dąbrowie Górniczej. Debiut Łukasza Majewskiego w roli trenera zapowiada się więc dość egzotycznie.