Okiem sędziego: Arbiter też jest karany

Share on facebook
Share on twitter

Kibice często i głośno powtarzają, że sędziowie mogą popełniać błędy, ponieważ nic im za to nie grozi. To nieprawda, ale za to nieporozumienie odpowiada także… samo środowisko sędziowskie.

Janusz Calik i Rob Lowery / fot. A. Romański, plk.pl

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Brak zrozumienia najczęściej bierze się z niewiedzy. Środowisko sędziowskie jako takie jest w Polsce dość zamknięte i niechętnie otwiera się na obserwacje z zewnątrz, głosy kibiców. Do takich wniosków doszedłem prowadząc dyskusje z wieloma osobami na temat błędów popełnianych przez sędziów i wyciąganych wobec nich konsekwencji.

Rozpoczynając cykl wpisów na temat sędziowania basketu w Polsce, zdawałem sobie sprawę z kilku kwestii. Z tego, że nieprzekonanych i tak nie przekonam. Z tego, że wiele rzeczy będę musiał powtarzać wielokrotnie. Z tego, że do zmiany mentalnej i zmiany sposobu myślenia wśród osób obserwujących koszykówkę jeszcze bardzo daleka droga.

Pod ostatnim wpisie dotyczącym fauli technicznych oczywiście również pojawiło się kilka komentarzy „sędziowie to gnidy„, „bzdura – sam przyznałeś, że wydrukowałeś sytuację”, „sędziowie to zakała tego sportu”, itd. Na szczęście po publikacji materiału odezwało się też do mnie kilku zawodników i trenerów rywalizujących na różnych szczeblach (od poziomu lig okręgowych, do PLK) i przeprowadziliśmy wiele fajnych rozmów na temat współpracy na linii trenerzy/zawodnicy – sędziowie.

Żeby pełna współpraca była możliwa, potrzebne jest otwarcie i większa wiedza na temat pracy sędziego i obciążeń z nią związanych. Poniżej kilka przykładów na to, że jako sędziowie jednak jesteśmy karani za błędy, które popełniamy.

Będąc sędzią okręgowym na początku swojej kariery, masz jedną myśl – jak najszybciej sędziować coraz wyższe kategorie wiekowe i „uciec z młodzików”. Sędziując już regularnie mecze kadetów, juniorów, itd – mogą Ci się zdarzyć mecze słabsze, albo po prostu kiepskie. Co gwizdek, to dajesz do pieca. I co wtedy?

Po pierwsze – wszyscy w okręgu o tym wiedzą i zaczynają wątpić w Twoje umiejętności. Po drugie – „obsadowiec” (osoba odpowiedzialna za nominacje sędziowskie) też o tym wie i reaguje. Jak? Zamiast jeździć na mecze 3 ligi męskiej i rozgrywki U20, jeździsz na zawody młodzików czy kadetów B (rozgrywki nieawansowe). W sytuacjach skrajnych, zostajesz zawieszony na tydzień-dwa, żeby złapać świeżość, itd. Jaki jest tego efekt?

Wielu dyskutantów odwołuje się do tego, że zawodnicy/trenerzy karani są finansowo, a sędziowie nie. Jeśli mamy młodego sędziego, który za mecz 3 ligi męskiej dostaje 100 – 120 zł, za mecz juniorów starszych powiedzmy ok 80 zł – i zaczyna jeździć po niższych ligach i otrzymuje za mecz młodzików 35 zł, to można tu chyba dostrzec konsekwencje finansowe prawda?




Pójdźmy krok wyżej – wśród sędziów lig PZKosz reguła jest taka sama, aczkolwiek konsekwencje bardziej dotkliwe. Ponieważ na szali kar ląduje coś „extra”, a mianowicie spadek z ligi. Mało kto wie, że tak jak nowi sędziowie awansują na tzw. szczebel centralny, tak też z niego spadają do lig okręgowych. I tak jest po każdym sezonie. Z ligi spadają sędziowie, którzy poziomem odbiegają od reszty, popełniają błędy, itd.

Podam prosty przykład: po sezonie 2017/2018 z ligi spadł jeden z sędziów, który nie dojechał na jedno ze swoich spotkań. Nie chcę się wdawać w szczegóły, ponieważ nie o tym teraz mowa, ale faktycznie wina była po jego stronie. Gdy dodać do tego nieco słabszy poziom sędziowania, niż pozostałych sędziów – tego sędziego wśród sędziów PZKosz już nie ma.

Kolejny przykład: bardzo świeży temat powtórzonego niedawno meczu 2 ligi męskiej pomiędzy drużyną z Pleszewa i rezerwami Śląska Wrocław. W wyniku całego zajścia, sędzia główny tych zawodów został zawieszony na 5 spotkań. Średnie uposażenie sędziego za mecz 2 ligi męskiej (nie licząc zwrotu kosztów dojazdu, które raz są, raz ich nie ma) wynosi 300 zł. Czyli 5 spotkań to minus 1500 zł.

Skoro byliśmy na poziomie lig PZKosz – czas na ekstraklasę. Ale zanim o lidze zawodowej, to kolejny przykład sprzed lat na to, ile może kosztować sędziowski błąd. Kilka lat temu na szczeblu centralnym sędziował pewien bardzo młody i zdolny sędzia. Wszyscy wiedzieli, że za chwilę awansuje do Ekstraklasy. W jednym ze spotkań pomiędzy Śląskiem Wrocław, a Stalą Ostrów w Playoff 1 ligi, zaliczył punkty których nie było. Piłka po walce podkoszowej przetoczyła się po podstawce kosza, ale do nie nie wpadła.

Charyzmatyczny Radosław Hyży tak skutecznie wywarł presję na sędziego i był tak przekonujący, że ten punkty zaliczył i dzięki temu Hyży zaliczył akcję 2+1. Efekt? Ów sędzia po tamtym sezonie do ekstraklasy nie awansował. Tylko cały kolejny sezon pracował dalej na swój awans. Ostatecznie dopiął swego.

No dobra, to spójrzmy już na tą naszą PLK. Tutaj już mamy do czynienia z inną wagą popełnianych błędów, ich konsekwencjami dla zawodników i drużyn, z obecnością mediów, itd. Natomiast nie trzeba daleko szukać wyciągania konsekwencji wobec sędziów za popełniane przez nich błędy. Pamiętacie sytuację z meczu Stal Ostrów – Polski Cukier Toruń w Playoff sezonu 2017/2018, kiedy to sędziowie nie odgwizdali oczywistego faulu przy rzucie za 3 punkty?

Wspominałem już o tym na swoim Twitterze -> ten mecz był ostatnim meczem dla całej trójki sędziowskiej w tamtym sezonie. A każdy z nich był przewidziany do prowadzenia meczów do końca rozgrywek. Tym samym, oni również zostali ukarani. Inną, nieco bardziej „subtelną” formą kary za popełniane błędy, jest zsyłka z ligi męskiej do żeńskiej. I tu bardzo Was przepraszam drogie Panie, ale tak ten mechanizm działa – liga męska jako szybsza, bardziej fizyczna, z większą presją ze strony kibiców i jako bardziej medialna, jest po porostu postrzegana jako trudniejsza. Więc jeśli któryś z sędziów zalicza spadek formy i popełnia błędy, to będzie odbudowywał się w Waszych rozgrywkach. Oczywiście tutaj również mamy do czynienia z mechanizmem spadków z ligi – jeśli odstajesz, popełniasz błędy to opuszczasz grono sędziów lig zawodowych.

Reasumując – naprawdę skończmy powtarzaną mantrą, że sędziowie są bezkarni, robią co chcą i nikt ich z tego nie rozlicza. Bo tak po prostu nie jest, a powtarzanie takich twierdzeń nikomu nie służy. Jednocześnie nie mam do nikogo pretensji o to, że takie głosy się pojawiają. O karach, zawieszeniach, spadkach po prostu nikt nie jest informowany.

Być może byłoby inaczej, gdyby arkusze ocen sędziów były jawne, gdyby listy awansów/spadków były ogólnodostępne, gdyby środowisko sędziowskie było bardziej otwarte na rozmowy, wyjaśnianie pewnych aspektów swojej pracy, czy też gdyby zaangażowało się bardziej w kwestie edukacyjny.

Jan Delmanowski

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>