• Home
  • NBA
  • Oklahoma City SuperSonics – jak 12 lat temu

Oklahoma City SuperSonics – jak 12 lat temu

Share on facebook
Share on twitter

Bez Kevina Duranta i z sześcioma nowymi graczami, w tym dwoma w pierwszej piątce, Oklahoma City Thunder wygrali 6 z 7 pierwszych spotkań, zaliczając najlepszy start od rozgrywek 2004/05.

(Fot. Wikimedia Commons)
(Fot. Wikimedia Commons)

Drużyna nosiła jeszcze nazwę SuperSonics i grała w hali KeyArena w Seattle. W składzie byli wtedy m.in. Ray Allen i Rashard Lewis, którzy na początku kampanii poprowadzili zespół do bilansu 9-1. Trzy lata później z 2. numerem wybrano w drafcie Kevina Duranta, ale z ponownym tak dobrym wejściem w sezon zasadniczy trzeba było czekać… aż ten zmieni klubowe barwy.

Niewykluczone, że 12 lat później po sporych zmianach kadrowych Russell Westbrook osiągnie z Thunder taki sam lub nawet lepszy bilans. Póki co wykręcili 6-1 i zajmują drugie miejsce w konferencji.

To sa buty Russella Westbrooka! >>

Znajdą się oczywiście tacy, którzy zdeprecjonują to osiągnięcie, mówiąc, że Thunder grali przecież z Sixers, Lakers czy Suns, a od Warriors dostali srogie lanie (96:122). W dodatku w Filadelfii szalę zwycięstwa na swoją stronę przechylili dopiero w końcówce, a ze „Słońcami” potrzebowali do tego dogrywki. Warto również zaznaczyć, że sześć zespołów, z którymi wygrali, wspólnie osiągnęły bilans 18-25.

Z drugiej strony koszykarze z Oklahoma City pokonali na wyjeździe rewelacyjnych na początku sezonu Los Angeles Clippers – jedyną drużynę, która wyprzedza ich w tabeli. Nie można również zapominać, że po dodaniu do składu Victora Oladipo, Domantasa Sabonisa, Joffrey’a Lauvergne’a, Alexa Abrinesa, Semaja Christona i ostatnio Jeramiego Granta OKC dopiero uczą się nowej rzeczywistości i w miarę upływu czasu mogą być przecież lepsi.

Pokaz siły dali w poniedziałkowym starciu z Miami Heat. Westbrook spędził w nim na boisku niespełna 27 minut. W czwartej kwarcie, przed którą Thunder prowadzili różnicą 22 punktów, dostał już wolne, a formalności dopełnili koledzy.

– Gdybym mógł robić tak przez cały rok, to byłoby świetne. Odpoczynek to zawsze dobra rzecz – mówił po meczu 28-letni rozgrywający.

Zgodnie z oczekiwaniami Westbrook nowe rozgrywki rozpoczął w trybie triple double. Dwucyfrowy dorobek w trzech kategoriach statystycznych jak na razie zanotował „tylko” dwukrotnie, ale regularnie się o ten wyczyn ociera. Potwierdzają to zresztą średnie na poziomie 30,4 pkt., 8,4 zb. i 9,9 as. Po siedmiu meczach w klasyfikacjach strzelców oraz podających po siedmiu meczach ulokował się na odpowiednio 4. i 3. miejscu.

Jeszcze przed poniedziałkową potyczką z Heat w najnowszym power rankingu przygotowanym przez ESPN „Grzmoty” awansowały z 7. na 5. pozycję. Przy 6. najszybszym tempie w lidze mogą się również pochwalić 4. obroną w lidze. Na każde sto posiadań tracą średnio raptem 94,6 pkt.

W najbliższych dniach czeka ich teraz kilka poważniejszych testów. Zagrają bowiem kolejno z Raptors, Clippers, Magic, Pistons i Rockets, czyli drużynami, których łączny bilans wynosi aktualnie 21-13. Sprawę nieco ułatwić powinien jednak fakt, że 4 z tych 5 pojedynków rozegrają przed własną publicznością.

Też możesz mieć buty, w których wymiata Russell Westbrook >>

MO