W Oklahomie pewnie coś zagrzmi – jakie transfery na Zachodzie?

Share on facebook
Share on twitter

Ciemność w Sacramento, w Nowym Orleanie światełka w tunelu też nie widać, a w Oklahoma City Sam Presti na pewno coś wykombinuje. Za dwa tygodnie koniec transferów w NBA.

(fot. YouTube)

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Zamknięcie okna transferowego pozwalającego na wymiany jest coraz bliżej. W czwartek 23 lutego o godz. 19 polskiego czasu dowiemy się, kto zmienił klub i gdzie w najbliższych tygodniach będziemy witali częściej oglądając mecze.

Z tej okazji przygotowaliśmy zestawienie drużyn, które powinny być w najbliższym czasie najbardziej aktywne na rynku transferowym. Drużyny dzielimy na trzy kategorie – te, które koniecznie potrzebują wymiany, mogą ich potrzebować lub w ogóle transferów nie potrzebują. Konferencję Wschodnią opisaliśmy w środę, teraz czas na Zachód:

BEZ WYMIAN ANI RUSZ

Dallas Mavericks – oddam Boguta w jakiekolwiek ręce

Miał być stracony sezon, a tymczasem Mavericks powoli się odbudowują i w sytuacji gdy walka o ósme miejsce na zachodzie przypomina wyścig samochodów z PRL-u, oni, wydaje się, sprowadzili jakiś samochód z NRD. Mimo wszystko wciąż powinni jednak szukać zmian w składzie, głównie ze względu na kontuzje swoich graczy. Chociażby teraz nie grają J.J. Barea, Andrew Bogut i Deron Williams. Rick Carlisle odkrywa nowe gwiazdy jak Yogi Ferrell (http://polskikosz.pl/yogi-ferrell-mis-kompletnie-oszalal/), robi z Dirka Nowitzkiego centra, a kolejny raz skórę potrafi mu uratować Salah Mejri. Ale przy tym wszystkim jest tak dobrym trenerem, że zasługuje na lepszy skład od Marka Cuban. I Cuban powinien koniecznie wymienić właśnie Boguta, żeby dostać w zamian wartościowych zawodników do gry. Przede wszystkim zdrowych. Dodatkowo w mediach przewija się temat Derona Williamsa w perspektywie Cleveland Cavaliers, ale na ile to plotka, a na ile potwierdzone zainteresowanie, tego nie wiemy.

Denver Nuggets – pozbyć się dwóch podkoszowych

Kilka lat temu napisałem tekst o tym jak to Kenneth Faried jest przepłaconym zawodnikiem i niczego specjalnego nie potrafi. Spotkałem się z falą krytyki, że taki dobry gracz i tak dużo daje. Minęło 3-4 lata, Faried wciąż jest w tym samym miejscu, a może nawet zrobił krok do tyłu. Nuggets nie mają mu nic więcej do zaoferowania, on im także. Znajdzie się kilka drużyn w NBA, którym przyda się atletyczny silny skrzydłowy. Drugi do odstrzału jest Jusuf Nurkic, który po kilku przebłyskach w sezonie debiutanckim, zupełnie przegrał rywalizację z Nikolą Jokicem o miano podstawowego środkowego i według informacji dziennikarzy z USA Nuggets szukają mu nowego klubu. Wymiany domaga się także Wilson Chandler, który chętnie wróciłby do Nowego Jorku i pograł w Knicks. Na pewno o Nuggets do samego końca okna transferowego będzie głośno.

Minnesota Timberwolves – rezerwowego zatrudnię, jakiegokolwiek

Jak trwoga to do Lance’a Stephensona. Tak może o sobie powiedzieć wiele zespołów w NBA. Tym razem padło na Timberwolves, którzy po stracie Zacha LaVine’a do końca sezonu, zgłosili się po nowojorczyka i podpisali z nim dziesięciodniowy kontrakt. Na tym jednak nie koniec potrzeb Wilków. Skoro już zaczęli pościg za play-off, to warto się dozbroić. Mają kim handlować, bo Brandon Rush i Shabazz Muhammad są na kończących się tego lata kontraktach, a umowa Jordana Hilla trwa do końca sezonu 2017/18, ale przyszły sezon nie jest gwarantowany i można z niego zrezygnować do końca czerwca tego roku. Z takiego zestawu można złożyć ciekawy pakiet i poszukać realnego wzmocnienia na ławkę rezerwowych. Zawsze też można opychać kontrakt niegrającego Nikoli Pekovicia, warty 12,1 miliona dolarów w tym sezonie i 11,6 miliona w kolejnym.

New Orleans Pelicans – to już naprawdę nie jest śmieszne

Nie ma w tej lidze drugiego generalnego menadżera, który cieszyłby się tak niskim szacunkiem jak Dell Demps. W jego przypadku większość decyzji jest błędna. Zły trener, zawodnicy z długą kartoteką kontuzji (Holiday, Evans, w poprzednich latach Gordon), przepłaceni wysocy, którzy nie nadają się do nowoczesnej koszykówki (Asik, Ajinca), a w tym wszystkim Święty Graal, czyli Anthony Davis. Któremu kolejne sezony lecą na świetnej grze samemu z graczami zbyt słabymi na jakikolwiek sukces. O Pelicans mówi się już sporo w kontekście rozmów z Sixers. Podobno Szóstki chcą mieć z powrotem u siebie Jrue Holidaya i są skłonni zabrać z nim jeszcze Alexisa Ajincę, ale Pelicans się upierają, że wolą oddać Omera Asika. W drugą stronę miałby iść między innymi Jahlil Okafor. Do finalizacji jeszcze nie doszło, ale na pewno byłby to bardzo ciekawy ruch transferowy. Ale czy gwarantowałby cokolwiek Davisowi? Wątpię.

Phoenix Suns – bycie asystentem GM, to nie bycie GM

Ryan McDonough był przez kilka lat asystentem Danny’ego Ainge’a w Boston Celtics i zdobyta tam wiedza miała pozwolić mu odbudować Phoenix Suns. Tymczasem wyników nie ma, nietrafione wybory w drafcie są (Len, Bender), podobnie jak złe wymiany (oddanie Isaiaha Thomasa za Brandona Knighta!!!). I teraz ponownie Suns powinni się zatroszczyć o lepszą dystrybucję swoich pieniędzy. Tyson Chandler ze względu na szacunek do niego jako zawodnika, powinien dostać szansę gry w innym, walczącym o coś zespole. Dodatkowo Suns mają kilka miejsc, w których tłok nie pozwala na dobry rozwój zawodników, jak pozycje skrzydłowych, gdzie starzy Jared Dudley i P.J. Tucker zabierają trochę minut Marquesse’owi Chrissowi i T.J. Warrenowi. Oczywiście weterani są potrzebni, ale lepsi, tymczasem w Suns wszystko nie gra, więc może niech McDonough zagra w ruletkę, zrobi dużą wymianę, może ona coś da. Bo bez rewolucji nie widać szansy na znaczną poprawę.

Sacramento Kings – ciemność widzę

Chyba nie ma w NBA drugiej tak niekonsekwentnej i zmiennej drużyny. Sacramento Kings co roku zmieniają pomysł na budowanie drużyny. Najpierw był Mike Malone i granie wolne, ale lepsze w obronie, potem Tyrone Corbin i granie nijakie. Potem George Karl i gra bardzo szybka, nastawiona na dużo punktów, ale bez obrony. Wreszcie Dave Joerger i jego metodyczne budowanie drużyny. Kings mają ambicje dostania się do play-off i być może to ich jedyna szansa na utrzymanie w drużynie DeMarcusa Cousinsa. Muszą jednak szybko działać. Do oddania jest kontrakt Rudy’ego Gaya, który zerwał ścięgno Achillesa i to jest ruch, który Vlade Divac musi wykonać.

WYMIANY TAK, ALE NIEKONIECZNIE

Los Angeles Clippers – przede wszystkim zdrowie

Teoretycznie LA Clippers powinni się wzmocnić, bo zawsze czegoś im brakuje, żeby wskoczyć na poziom choćby Spurs, ale z drugiej strony ich największym problemem jest zdrowie duetu Blake Griffin – Chris Paul. Jeśli obaj będą zdrowi, to dopiero wtedy będzie można ocenić czy zespół zbudowany w ostatnie lato jest czymś gwarantującym dobre wyniki czy nie. A na teraz nie da się tego jednoznacznie powiedzieć.

Los Angeles Lakers – oszczędności się przydadzą

„Jeziorowcy” mają przed sobą raczej spokojny okres. Nie będą chcieli się wzmacniać, bo warto utrzymać wysoki pick w drafcie i nie oddawać go do Sixers. Nie za bardzo mają się też jak osłabić, bo nieprzyjemnie wysokie kontrakty Luola Denga i Timofieja Mozgowa pod kątem długości trwania są gorsze niż suma wpisywana corocznie przy wypłatach. Jeśli trafi się ktoś z ciekawą ofertę, to mogą skorzystać. Mówiło się przez chwilę o zainteresowaniu Nerlensem Noelem z Sixers za Jordana Clarksona i to w sumie mógłby być dobry ruch. Ale ta plotka pojawiła się zanim światu objawił się Ivica Zubac i wlał nadzieję w serca kibiców Lakers.

Oklahoma City Thunder – Sam Presti zawsze coś wymyśli

Jeśli możemy być czegoś pewni, to że Sam Presti będzie bardzo aktywny w ostatnich dniach okna transferowego. Może nikogo nie wymienić, ale wykona mnóstwo telefonów i wyśle dużo maili, bo zawsze szuka momentu na poprawienie składu drużyny. Tak rok temu wyciągał Joffreya Lauvergne’a, tak na początku sezonu obecnego ściągał Jeramiego Granta. I tak też może być teraz, bo drużynie przyda się dodatkowa opcja w ataku po kretyńskiej kontuzji Enesa Kantera, który zabrał Thunder drugą najlepszą broń w ataku. I nie zdziwię się, jeśli Presti znajdzie przynajmniej częściowe zastępstwo dla Turka.

Portland Trail Blazers – czy trzeba rzeczywiście panikować?

Rok temu było Blazers zanotowali fantastyczną końcówkę sezonu, która pozwoliła im wejść do play-off, a przy nieszczęściu Clippers przejść nawet do drugiej rundy. I wszyscy uwierzyliśmy, że to jest drużyna na najlepszą piątkę zachodu. Tymczasem wyniki są zdecydowanie poniżej oczekiwań, do tego wzmacniający drużynę zawodnicy nie zagrali w ogóle (Festus Ezeli), albo mieli problem z wkomponowaniem się w zespół (Evan Turner), a gdy to zrobili, to doznali urazu. W tej sytuacji Blazers powinni poszukać wymiany choćby za Masona Plumlee, żeby poprawić swój zespół. Z drugiej strony nie jest to konieczność. Obecnie mają bilans 23-30. Rok temu na tym etapie mieli 26-27, czyli różnica nie jest aż tak drastyczna.

23 LUTEGO TELEFON WYŁĄCZAJĄ

Golden State Warriors, Houston Rockets, Memphis Grizzlies, San Antonio Spurs i Utah Jazz to drużyny, które nie powinny być aktywne wcale lub prawie wcale. Niby mówi się o Rockets, że mają rozmawiać z Orlando Magic o pozyskaniu Serge’a Ibaki, ale to równie dobrze może być tylko plotka związana z tak dobrym występem zawodnika przeciwko Rockets kilka dni temu.

Warriors, Spurs i Jazz w pełni zdrowia mają kompletne składy, chociaż jak wszędzie, małe korekty by się przydały. A Grizzlies czekają aż Chandler Parsons będzie grał na 100 proc., żeby dowiedzieć się czy inwestycja w niego była opłacalna.

Piotr Zarychta, Twitter

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

POLECANE