Opłaca się ufać trenerom

Share on facebook
Share on twitter

Wynik w sporcie to rzecz bardzo wymierna, ale pracę szkoleniowców obiektywnie oceniać jest bardzo ciężko. Może cieszyć, że w przynajmniej kilku klubach PLK już zrozumiano, że warto być cierpliwym.

Anwil Włocławek / fot. A. Romański, plk.pl

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 

Śledząc ruchy klubów PLK na przestrzeni sezonów można zauważyć, jak trudna jest ocena pracy trenerskiej. I w sumie nie tylko dla menedżerów oraz prezesów, ale również kibiców i ekspertów. Pytanie: „czy trener X jest dobrym trenerem?” wraca jak bumerang w przypadku wielu szkoleniowców.

Czy sukces osiągnięty przez trenera w jednej drużynie to szczęśliwy traf, czy faktyczny wynik talentu dowodzącego drużyną? Czy brak sukcesu w jednym, czy w dwóch sezonach sprawia, że możemy nazwać kogoś złym trenerem? Czy może były jakieś zewnętrzne czynniki (kontuzje, brak pensji), które sprawiły, że na dany sezon trzeba patrzeć łagodniejszym okiem?

Czy mimo nieosiągnięcia założonego przed sezonem celu warto znów zaufać temu samemu trenerowi i postawić na kontynuację? Czy może pewien schemat już się wyczerpał?

Wydaje się, że przy ewaluacji dokonań trenerów jest więcej pytań niż odpowiedzi. A narracje definiujące szkoleniowców potrafią zmieniać się na przestrzeni 1-2 sezonów lub nawet kilku miesięcy. Sam proces klasyfikacji szkoleniowców jest zdecydowanie trudniejszy niż w przypadku oceny zawodników. Wyczyny koszykarzy można zmierzyć na wiele sposobów czy to statystykami podstawowymi, zaawansowanymi, tym co dostarcza Synergy, czy w końcu własnym systemem oceniania.




Trenerzy często oceniani są zero-jedynkowo – jako zwycięzcy lub przegrani. Jednego dnia są bohaterami, a drugiego są zwalniani. Często nie uwzględnia się innych rzeczy jak etyka pracy, zaangażowanie czy pomysł na prowadzenie drużyny. Liczą się zwycięstwa, mistrzostwo tu i teraz, chociaż na koniec dnia tylko jedna drużyna podnosi puchar z napisem „Mistrz Polski”. Ale to nawet w PLK powoli się zmienia.

Przykład Igora Milicicia pokazuje jak ważne jest zaufanie i właściwa ocena pracy trenerskiej. Czy ktoś mógłby mieć pretensje, że po katastrofalnym finiszu sezonu 2016/17 klub rozstanie się z Milicicem? Nie, bo tak naprawdę do tego momentu Chorwat wygrał 1 z 5 playoffowych serii i nie zdobył żadnego medalu. Sezony regularne miał bardzo dobre, ale wtedy mogło pojawić się pytanie: czy nie jest trenerem tylko na sezon zasadniczy? Do tego zaliczył ogromną wpadkę i jego drużyna jako pierwsza w historii odpadała w pierwszej rundzie, mimo że sezon regularny skończyła na 1 miejscu.

Jednocześnie każdy, kto miał okazję poznać trenera Milicicia lub z nim pracować ten wie, że jest profesjonalistą zwracającym uwagę na szczegóły, z niebanalnym podejściem do koszykówki. Ambitnymi wymagającym wiele od siebie, graczy oraz współpracowników, a sukces w takich warunkach był tylko kwestią czasu.

Pierwsza runda w 2017 była rzeczą, która zdarza się w profesjonalnym sporcie. Tak samo, jak zdarzają się spudłowane otwarte rzuty na zwycięstwo lub przestrzelone 27 rzutów za 3 z rzędu w meczu numer 7 w NBA. Zdarza się, bo to sport.

I jak sam Milicić mówił, gdyby nie zaufanie prezesa i dwóch sponsorów to pewnie nie byłyby dalej trenerem drużyny z Włocławka. Teraz doskonale wiemy, że dwa mistrzostwa z rzędu to nie przypadek, ale ile osób 2 lata temu postawiłoby pieniądze na to, że Anwil jest w stanie to zrobić? Tym bardziej, gdy pomyślmy o tym, w jakich warunkach doszło do tych dwóch mistrzostw.

Historia Milicicia pokazuje, że warto współpracować z jednym trenerem przez kilka sezonów z rzędu mimo braku medalu czy super wyników. Coraz więcej drużyn idzie tą drogą i stawia na kontynuację myśli trenerskiej. Arka Gdynia i Start Lublin od sezonu 2016/17 nie zmieniły trenerów, Budzinauskas od 2017 prowadzi Kinga Szczecin, Tane Spasev przejął stery w Legii w trakcie sezonu 2017/18 i może w niej zostać aż do 2022 roku, a Paweł Turkiewicz w 2017 podpisał 3-letnią umowę z GTK Gliwice.

To pokazuje, że zmienia się już mentalność osób odpowiedzialnych za wyniki. Menadżerowie są skłonni dać trenerom większy kredyt zaufania i czasem „nie pociągają za spust” już przy pierwszym niepowiedzeniu. Oby tak dalej.

Jacek Mazurek

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>