Ostatni mecz jedynego Dream Teamu – mija 25 lat

Share on facebook
Share on twitter

8 sierpnia 1992 roku gwiazdorski zespół USA ograł Chorwację 117:85 i przeszedł do historii. Takiej drużyny nigdy wcześniej nie było i już nigdy nie będzie.

(fot. Wikimedia Commons)

Buty Stephena Curry’ego w świetnych cenach! >>

Znamy tę historię wszyscy, ale regularnie do niej wracamy. Nawet nieświadomie, gdy mówimy o „Dream Teamach” powstających w NBA – oczywiście zawsze na wyrost, bo Drużyna Marzeń była tylko jedna. Wystarczą trzy nazwiska – Michael Jordan, Magic Johnson i Larry Bird. Ale i pozostałe gwiazdy świeciły nam mocniej niż obecne, bo na początku lat 90. NBA była ligą z innej planety. Teraz, umówmy się, jednak nam spowszedniała, podglądamy ją codziennie z bliska.

A wtedy? Jack McCallum, który w 1991 roku wymyślił określenie „Dream Team”, a potem napisał świetną książkę o tym samym tytule, pisał: „To były takie czasy, że słowa „Dream Team” znajdowały się na ustach wszystkich ludzi, nie tylko ze świata sportu. Działo się tak, odkąd na barcelońskim niebie zaroiło się od helikopterów, które niczym świetliki miały chronić zarabiających miliony dolarów koszykarzy, odkąd snajperzy zasiedli na dachach hoteli w Barcelonie z misją odstrzelenia potencjalnych zamachowców, którzy chcieliby przejść w ten sposób do historii, odkąd fanatyczni kibice otoczyli hotel, marząc o tym, żeby znaleźć się w pobliżu dwunastki Amerykanów kroczących ku złotu i piszących na nowo historię koszykówki„.

Amerykanie po złoto pobiegli i to pomimo nocnych gierek w karty, golfa po treningach, spacerach po Barcelonie. 116:48 z Angolą, 103:70 z Chorwacją, 111:68 z Niemcami, 127:83 z Brazylią, 122:81 z Hiszpanią, 115:77 z Portoryko w ćwierćfinale, 127:76 z Litwą w półfinale i 117:85 z Chorwacją w meczu o złoto. Jordan noc poprzedzającą finał spędził na kartach, a nad ranem wyszedł na spacer po mieście.

Piękne czasy:

POLECANE

Zespół z Gdyni, licząc PLK i EuroCup, przegrał 5 meczów z rzędu, a w ostatnich 4 nie zdobył nawet 70 punktów. Brak drugiego rozgrywającego mocno się teraz odbija na zmęczeniu i grze pozostałych zawodników, jednak – naszym zdaniem – decyzja o zatrudnieniu Armaniego Moore’a ma sens.

tagi