PRAISE THE WEAR

Pewne zwycięstwo Spójni na własnym parkiecie. Arka? Może się utrzyma w lidze, może nie…

Pewne zwycięstwo Spójni na własnym parkiecie. Arka? Może się utrzyma w lidze, może nie…

Katastrofalny mecz w wykonaniu Arki - 7/31 z gry łącznie liderów, 2/30 zza łuku całego zespołu i jedynie 54 rzucone punkty. Bez dwóch zdań o kilka klas lepsza Spójnia, choć nie zagrała wielkiego meczu, rozbiła ekipę Wojciecha Bychawskiego aż 37 “oczkami” (91:54). Udany debiut Alexa Steina - 15 punktów w 18 minut.

fot. Andrzej Romański / plk.pl

Z punktu widzenia tabeli starcie drużyn z dwóch innych poziomów – Spójnia walczy o miejsce w czołowej “ósemce”, zaś Arka walczy o utrzymanie. Stargardzianie wygrali ostatnie dwa domowe spotkania z rzędu, ich rywale – wzmocnieni Sethem LeDay’em i powracającym po kontuzji Andrzejem Plutą – w poprzedniej kolejce wygrali pierwszy mecz od grudnia przeciwko GTK Gliwice. Teoretycznie przyjechali dopisać do swojego dorobku kolejną porażkę, jednak nic, nigdy, w Orlen Basket Lidze nie jest przesądzone, dopóki nie stanie się to faktem.

Ospały początek meczu, masa niecelnych rzutów, choć Spójnia po zbiórkach w ataku miała wiele ponowień. Niemal w pojedynkę, Devon Daniels od pierwszego gwizdka ciągnął swój zespół, zdobywając pierwsze 9 punktów drużyny. Chwilę później dołączyli się Stephen Brown oraz debiutujący Alex Stein, który przywitał się z publicznością celną “trójką” z narożnika – swój debiut zaliczy do udanych, zanotował 15 punktów w 18 minut. Co ciekawe, amerykański tercet obwodowych zdobył wszystkie punkty Spójni w pierwszej kwarcie, z kolei goście nie trafili ani jednego rzutu zza łuku na dziewięć prób w tej części gry.

Gdy koszykarze Arki dalej pudłowali na potęgę, wówczas gospodarze obudzili się, jakby zjedli snickersa! Rozpoczęli drugą kwartę od serii 16:2, na atakowanej desce błyszczał dziś Stein, a zwyżkę formy w ostatnich tygodniach notuje Adam Łapeta. To właśnie do polskiego środkowego należał ten fragment meczu – 7 punktów i 4 zbiórki w 7 minut, finalnie kolejny świetny występ z ławki (11 punktów i 6 zbiórek w 14 minut). Zanim tak naprawdę to spotkanie nabrało odpowiedniego tempa, to ekipa Sebastiana Machowskiego już zbudowała aż 18 “oczek” zaliczki (32:14).

Z każdą minutą przewaga “Biało-bordowych” rosła, a jedyną nadzieją trenera Wojciecha Bychawskiego był Adrian Bogucki, który trafił pierwszą “trójkę” drużyny, po czternastu próbach. Reprezentant Polski w koszykówce 3×3 w pierwszych 20 minutach zdobył niemal połowę punktów zespołu (11 z 24). Schodząc do szatni tercet Pluta & Alford & Kamiński trafił zaledwie 2 z 17 rzutów z gry, w tym 0 z 10 z dystansu. Z tak fatalnymi notowaniami liderów ciężko nawet o nawiązanie walki. Kontynuacji ciąg dalszy obserwowaliśmy także w drugiej połowie.

Straszliwie po stronie gdynian kulała dziś defensywa, tragiczny powrót do obrony, co doszczętnie wykorzystywali zawodnicy ze Stargardu. Nim zdążyli się obejrzeć, przegrali drugą odsłonę meczu aż 12:32, mieli dwa razy mniej punktów niż rywale i morale sięgające dna. Przykry widok, jednak prawdziwy. O klasę lepsi gospodarze po słabszym starcie wrzucili wyższy bieg i mieli pełną kontrolę nad sytuacjami boiskowymi, grając na niewysokiej intensywności.

Zmiana stron, 15 minut przerwy, nic nie pomogły ekipie z Gdyni. Dalej tkwiła w tonie rzutów obok kosza, a gospodarze cały czas napierali w ataku, nie dając cienia nadziei na powrót do równej gry. Od serii 9:2 rozpoczęła Spójnia, w chwilę doprowadzili do 31 “oczek” przewagi na tablicy wyników (57:26). Chciałoby się powiedzieć, że różnica klas to zbyt słabe określenie pomiędzy tymi drużynami. “Projekt” gdyńskiego klubu woła o pomstę do nieba , potrzeba wzmocnień – jakby było to możliwe, to niemal na wszystkich pozycjach. Z taką grą i kolejnym “niefortunnym układzie zdarzeń boiskowych”, gdyńscy kibice mogą mocno drżeć o byt ukochanego klubu w ekstraklasie.

Strata 31 “oczek” jednak zdołała zmobilizować do gonitwy za lepszym końcowym wynikiem – Andrzej Pluta agresywniej atakował obręcz, dzięki czemu zaliczyli serię 11:4. To jedynie kropla w morzu potrzeb w tym spotkaniu, mając na uwadze katastrofalną skuteczność – z gry, a co dopiero z dystansu, która po 30 minutach gry wynosiła… 4 procent (1/24). Ciężko to nazwać skutecznością godną nawet zespołów U13, a co dopiero polskiej ekstraklasy. Z końcową syreną skuteczność za “trzy” poprawiła się do 7 proc. (2/30). Dramat, nie przystoi coś takiego na takim poziomie.

Pomimo zrywu rywali i niezbyt porywającej gry ekipa Sebastiana Machowskiego i tak minimalnie wygrała trzecią część gry (17:13), dzięki czemu przed ostatnimi fragmentami meczu miała 26 “oczek” przewagi oraz, bez żadnych złudzeń, spokojną głowę o trzecią wygraną z rzędu. Bez historii przedłużające się spotkanie, w którym goście jednak nie chcieli tak znacząco przegrać. Ta sztuka też im się nie udała, bez uszczypliwości – kompletnie nic im się nie udało w dzisiejszym starciu z wyżej notowanym zespołem. Arka z kilkudziesięcioma ciosami w trakcie meczu na sam koniec dostała kilka kolejnych, dzięki czemu Spójnia z końcowym wynikiem zaliczyła najwyższe prowadzenie w meczu – 91:54, 37 “oczek” różnicy”.

Oba zespoły zagrały ostatni fragment w otwarte karty, dzięki czemu gdynianom udało się przebić barierę 50 rzuconych punktów. Z kolei po stronie Spójni widać było bardzo duże rozluźnienie, a zarazem pewność, że żadne przeciwności losu nie zabiorą im dziesiątej wygranej w sezonie. Swoją szansę gry otrzymał po raz czwarty w tym sezonie otrzymał Damian Krużyński, który chwilę później trafił premierowy punkt w PLK z linii rzutów wolnych, a w ostatnich sekundach wjazdem pod kosz poprawił swój dorobek do trzech “oczek”. Przez dołączenie Alexa Stein’a do zespołu zabrakło minut dla Sebastiana Kowalczyka, który wybiegł na parkiet dopiero na ponad 5 minut przed końcową syreną – trafił dwa razy zza łuku.

Co ciekawe, gospodarze także nie brylowali w rzutach z dystansu – zaledwie 6/19, jednak ani trochę te rzuty nie były potrzebne. Solidne zawody rozegrał tercet obwodowych Daniels & Brown & Stein, który zanotował łącznie ponad połowę punktów zespołu (48 z 91). Tercet liderów rywali (Pluta & Alford & Kamiński) zdobył tylko 19 punktów, oddając aż 31 rzutów z gry – tylko 7 z nich znalazło drogę do kosza. Słowa uznania należą się jedynie tylko Adrianowi Boguckiemu, zdobywcy 17 punktów (8/12 z gry) i 6 zbiórek.

Autor tekstu: Błażej Pańczyk

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami