Phil Jackson – klapa zamiast pierścieni w Nowym Jorku

Share on facebook
Share on twitter

Kiepsko zbudowany skład Knicks, niewłaściwy lider i przeciętne perspektywy na przyszłość. Phil Jackson z wielkiego trenera stał się przepłaconym emerytem.

Phil Jackson (fot. wikimedia)
Phil Jackson (fot. wikimedia)

Niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Niezwykłe 11 tytułów mistrza NBA z Bulls i Lakers, 2 mistrzostwa jako zawodnik, a teraz prezydent New York Knicks. Phil Jackson na koniec kariery znalazł dla siebie miejsce w lidze, w którym nie jest w stanie odnieść sukcesu.

18 marca 2014 roku był wielkim dniem dla całego klubu New York Knicks. Po latach z klubem znów wiązał się przedstawiciel największych sukcesów w historii zespołu. Phil Jackson, który swoje największe sukcesy trenerskie święcił pokonując Knicks, wrócił na stare śmieci i miał przywrócić blask drużynie. Drużynie, która do końca XX wieku regularnie grała w playoff, dwa razy doszła do finałów NBA i wielokrotnie toczyła niezapomniane boje.

Wcześniej w Nowym Jorku wszystko popsuło się wraz z odejściem Jeffa van Gundy’ego w 2001 roku. Przez 16 kolejnych sezonów Knicks tylko 4 razy awansowali do play-off i tylko jeden raz udało im się wygrać jedną rundę. Dla klubu z takimi ambicjami to wręcz zapaść. Knicks co roku mają walczyć o mistrzostwo, co roku mają mieć gwiazdorski skład, a kończy się na kolejnych niepowodzeniach i zmianach koncepcji.

Rewolucja kadrowa
Gdy Jackson przejmował zespół w kadrze zespołu byli Amare Stoudemire, Tyson Chandler, Andrea Bargnani, J.R. Smith, Raymond Felton, Metta World Peace czy Kenyon Martin. I Jackson rozpoczął czystkę. Tydzień po zakończeniu sezonu pożegnał się z trenerem Mike’iem Woodsonem. Jego miejsce zajął Derek Fisher, chociaż przed nimi kandydatami byli Luke Walton, a przede wszystkim Steve Kerr. Kerr jednak wolał ofertę Golden State Warriors i pełną wolność w dobieraniu taktyki.

Głównym elementem gry Knicks miały przecież być trójkąty. Taktyka, która przyniosła Jacksonowi 11 tytułów mistrzowskich, ale wydawała się przestarzała na obecne standardy NBA, miała wrócić do łask. Dlatego też Phil zawęził poszukiwania do ludzi, którzy bywali kiedyś w jego sztabie lub też byli jego podopiecznymi.

Do dzisiaj z tamtego pierwszego składu został tylko Carmelo Anthony. Z pozostałych graczy większości nie ma już w NBA, a sukces odnieśli tylko J.R. Smith i Iman Shumpert, którzy zostali mistrzami w barwach Cleveland Cavaliers.

Stoudemire i Bargnani biegają po europejskich parkietach, Pablo Prigioni i Kenyon Martin zakończyli swoje kariery, Smith i Shumpert są graczami Cavaliers, Tyson Chandler gra w Suns, Felton w Clippers, Beno Udrih w Pistons, Tim Hardaway Jr. w Hawks, a Metta World Peace jest zapychaczem w Los Angeles Lakers.

Nowe nie znaczy lepsze
Obecny skład Knicks to chaos. Z jednej strony mamy Kristapsa Porzingisa, zawodnika idealnie wpasowującego się do nowych trendów NBA. Wysokiego, który świetnie rzuca za 3 punkty, umie grać i przodem i tyłem do kosza, dobrze gra pick’n’rolle, a w obronie może grać jako center, bo jest bardzo solidnym defensorem blisko obręczy.

Niestety Jackson nie potrafił zbudować mu dobrego środowiska. Wciąż liderem drużyny jest Carmelo Anthony, który jak przez całą swoją karierę na wysokim poziomie umie tylko zdobywać punkty. Poza tym są zawsze wątpliwości do jego umiejętności w innych aspektach koszykówki.

Jackson postanowił przeprowadzić eksperyment o nazwie Derrick Rose. Tutaj akurat nie ryzykował za wiele. Oddał co prawda Robina Lopeza i obiecującego Jeriana Granta, ale dostał byłego MVP ligi, który miał przed sobą ostatni rok kontraktu. Idealnie zatem pod sprawdzenie czy da się z niego coś jeszcze wyciągnąć, czy po prostu po roku grania można go odstawić na bok i mieć wolne pieniądze w salary cap.

O ile ruch z Rosem da się obronić, tak pieniądze zainwestowane w Joakima Noah już dzisiaj są strzałem w kolano. 72 miliony dolarów za 4 lata, w pełni gwarantowane. Za zawodnika 31-letniego, który rok wcześniej zagrał tylko 29 razy, a od dłuższego czasu zmagał się z problemami zdrowotnymi, przez co nie był już tak dobry jak kilka sezonów wcześniej.

Kończy się na tym, że Knicks płacą kilkanaście milionów dolarów za zawodnika, który gra średnio 22 minuty na mecz i często wygląda na boisku gorzej od takich tuzów jak Kyle O’Quinn i Willy Hernangomez.

Im mniej znani tym lepsi
Jackson ma jednak kilka sukcesów. One są tym większe, im mniej znani kibicowi NBA są to gracze. Jeszcze jako trener przyzwyczaił, że potrafił wyciągać maksimum ze swoich graczy. Niewielu jest zawodników, którzy grając w zespołach nie prowadzonych przez niego odnosiliby większe sukcesy niż u Zen Mastera.

Tak jak w przeszłości potrafił wykrzesać to co najlepsze ze Steve’a Kerra, Luca Longleya czy Lamara Odoma, tak teraz taki potencjał zauważył przy takich graczach jak właśnie Porzingis, jak wyciągnięci z ligi hiszpańskiej Mindaugas Kuzminskas czy Willy Hernangomez, a rok wcześniej Langston Galloway czy Cole Aldrich.

Problem polega jednak na tym, że mistrzostwa NBA nie zdobywa się zawodnikami z drugiego czy trzeciego szeregu. Do mistrzostwa potrzebna jest gwiazda. Taką za kilka lat stanie się Kristaps Porzingis. Na dzisiaj jednak nie postawiłbym dużych pieniędzy na to, że Jackson jako prezydent klubu zbuduje Łotyszowi na tyle dobrą i zrównoważoną drużynę, że ta będzie się biła o najwyższe cele.

Piotr Zarychta, Twitter

NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi