PRAISE THE WEAR

Pierwszy świąteczny mecz dla Anwilu Włocławek! Zdecydowała dopiero czwarta kwarta

Pierwszy świąteczny mecz dla Anwilu Włocławek! Zdecydowała dopiero czwarta kwarta

Brudny i wyrównany przez 30 minut mecz we Włocławku. Anwil w czwartej kwarcie zdominował słupszczan, finalnie wygrał różnicą 15 punktów (75:60). Żiga Dimec mistrzem "pomalowanego"!

fot. Andrzej Romański/plk.pl

Pierwsze spotkanie świąteczne, do Włocławka przyjechała ekipa Mantasa Cesnauskisa, która w marcu jeszcze nie wygrała. Starcia pomiędzy tymi zespołami zawsze wzbudzają więcej emocji wśród kibiców, dlatego każdy tym bardziej liczył na zwycięstwo swojej drużyny. Anwil po słabszym okresie wrócił na ścieżkę zwycięstw, wygrał dwa ostatnie mecze i z pewnością zmierza po pierwsze miejsce po sezonie zasadniczym – dlatego nie mogą zaliczyć wpadki ze słabo dysponowanymi Czarnymi, którzy wciąż marzą o grze w play-offach. 

Ofensywny początek meczu, niemal każdy rzut znajdował drogę do kosza. Gospodarze trzykrotnie trafili zza łuku, z kolei słupszczanie opierali swoją grę na akcjach dwójkowych Caffey’a z Griciunasem i strzelcach, którzy mieli dobrze uregulowane celowniki. Dopiero po kilku minutach obie drużyny zorientowały się, że warto też przyłożyć większą uwagę do obrony. Akcje stawały się dłuższe, gra stawała się jeszcze bardziej fizyczna. To koszykówka, którą zdecydowanie preferuje trener Mantas Cesnauskis, jednak koszykarze Anwilu bardzo dobrze stawiali czoła. 

Sporo strat w drugiej odsłonie, Czarni dzięki temu mieli szansę w końcu wyrwać się ze schematów i przyspieszyć swój atak. Te straty pozwoliły im się napędzić, wówczas Szymon Wójcik nadleciał dwukrotnie nad koszem, a Paweł Leończyk wejściem na boisku samą obecnością uspokoił grę – przy pierwszej zmianie zaliczył najwyższy współczynnik +/- w drużynie: +8. Trzeba przyznać, że weteran staje się prawdziwym X-factorem drużyny ze Słupska, który niejako zmienia oblicze zespołu. Doświadczenie w tym przypadku góruje!

Goście byli dziś bardzo zmotywowani, widać było w nich chęć przełamania. Przez znaczną część kwarty nie dopuszczali rywali pod kosz, a ci pudłowali na potęgę z dystansu. Wtenczas zanotowali serię 13:2 i zyskali 9 punktów zaliczki (36:27). Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy ekipa Przemysława Frasunkiewicza wzięła się w garść, przebiła żelazną defensywę rywali, odrobiła znaczną część strat i poprawiła swoją pozycję przed kolejnymi 20 minutami (35:38). 

Twarda gra, punkt za punkt, ciężko było o wyszukanie zespołu z większym potencjałem w kontekście wygrania meczu. Nieocenioną rolę pełnił dziś Żiga Dimec, który swoją fizycznością gnębił podkoszowych rywali – najpierw przy zbiórce wymusił trzeci faul Benasa Griciunasa, chwilę później w minutę trzy przewinienia popełnił Szymon Tomczak w grze bez piłki w strefie podkoszowej. Czarni wciąż pozostawali na minimalnym prowadzeniu, zaliczki nie oddawali, ale też nie odskakiwali na większą przewagę niż 5 “oczek”. 

Znów lider tabeli w końcówce kwarty gonił za wynikiem, choć forma strzelecka obu zespołów pozostawiała wiele do życzenia. Amir Bell rzucił ostatnie 5 punktów Anwilu w trzeciej części spotkania, tym samym przed decydującą odsłoną tracili już tylko jedno “oczko” do słupszczan (52:53). Z każdą minutą przechodziliśmy do coraz to brudniejszej gry, wielu fauli i rzutów wolnych, za to coraz mniej celnych rzutów z gry, a za tym piękna koszykówki. 

Luke Petrasek rozpoczął ostatnie 10 minut meczu dwoma celnymi wolnymi, na chwilę jego drużyna dopadła Czarnych i przez moment prowadziła. Poza tym, że obie drużyny grały dość brudno i zawodnicy bardzo szybko kumulowali przewinienia, tak w tym wszystkim było sporo walki, którą kibice też doceniają. Żadna z tych składowych nie przełożyła się na piękne, albo choć ofensywne starcie, na dobre jedni i drudzy ugrzęźli w niskiej zdobyczy punktowej. 

Ostatnie minuty to istne koszykarskie szachy, każdy jedynie już wyczekiwał na jakąkolwiek pomyłkę rywala. Tych więcej zaczynali popełniać koszykarze ze Słupska, bardzo szybko przekroczyli limit fauli, z którego gospodarze bezwzględnie korzystali. Anwil odskoczył na 6 punktów (63:57), to był najwyższy czas na przerwę na żądanie w szeregach słupskiego zespołu. Ona na nic się zdała, w ataku bili głową w mur, zaś w defensywie nie mogli się uporać ze “słoweńską pandą”, która powoli gasiła nadzieję wśród przyjezdnych. 

“Trójkę” trafił jeszcze MaCio Teague, ale gospodarze dobitnie potwierdzili swoją wyższość – najpierw wjazdem pod kosz punkty zdobył Petrasek, potem przy złym wybiciu z autu przez Griciunasa po przechwycie wsadem skończył Garbacz. Reprezentant Polski zgasił światło słupszczanom, w kolejnej akcji w ataku nie trafili z dystansu. Ewidentnie zabrakło zimnej krwi, znów Czarni w końcówce popełnili masę strat i stracili szansę na odniesienie wygranej w Hali Mistrzów. Finalnie drużyna z Włocławka wygrała czwartą kwartę aż 23:7, ostatnie niemal cztery minuty 10:0, a cały mecz różnicą 15 “oczek” (75:60) – w końcówce przewyższyła wszystko klasa zespołu, który w tym roku jest kandydatem do mistrzostwa Polski. 

Twarzą dwudziestej pierwszej wygranej Anwilu jest niewątpliwie Żiga Dimec. Słoweniec bliski double-double (16 punktów i 8 zbiórek) zdominował strefę podkoszową, dodatkowo w całym meczu wymusił aż… 11 przewinień! 13 “oczek” dorzucił Luke Petrasek, po dwa mniej zdobyli Mateusz Kostrzewski i Tomas Kyzlink. Lider zespołu, Victor Sanders, zatrzymany na 7 punktach (3/12 z gry), ale i tak Anwil wygrał. To właśnie świadczy o sile zespołu. Wśród Czarnych tylko dwóch zawodników zaliczyło dwucyfrową zdobycz, po 10 punktów rzucili MaCio Teague oraz Szymon Wójcik.

George Clooney

Błażej Pańczyk

obserwuj na twitterze

Autor wpisu:

George Clooney

Błażej Pańczyk

obserwuj na twitterze

POLECANE

tagi

Aktualności

Los Angeles Lakers pokonali na wyjeździe New Orleans Pelicans 110:106. Tym sposobem “Jeziorowcy” zapewnili sobie awans do play-offów, a w pierwszej rundzie zmierzą się z Denver Nuggets. Z kolei Pelicans zagrają o ósme miejsce na zachodzie z Sacramento Kings, którzy rozbili Golden State Warriors aż 118:94. Dla “Wojowników” porażka oznacza koniec sezonu.
17 / 04 / 2024 6:38
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami