Piotr Łuszyński: Czas na przełom w naszym kraju

Share on facebook
Share on twitter

– Nie wiedziałem, w którym kierunku podążać. Młody chłopak, mający plany i marzenia, które w jednej chwili legły w gruzach. Musiał minąć rok, zanim zdecydowałem się usiąść na wózku i spróbować swoich sił – mówi Piotr Łuszyński, zawodnik i grający trener reprezentacji Polski koszykarzy na wózkach

Piotr Łuszyński / fot. rehatreff.de

adidas Harden Vol. 2 – w tych butach James Harden zgarnął MVP >>

LUDZIE BASKETU #13- Piotr Łuszyński

Pamela Wrona: Każda historia ma swój początek. Jaka jest Pana?

Piotr Łuszyński: Moja historia zaczęła się w AZS-ie Olsztyn, gdzie rozpocząłem w bardzo młodym wieku grę w koszykówkę. Można powiedzieć, że kontynuowałem tradycje rodzinne – mój Tata i jego bracia uprawiali tę dyscyplinę. Był to bardzo piękny, bogaty w sportowe wydarzenia i drobne sukcesy okres.

Na przykład w 1989 roku dostaliśmy się do finałów Spartakiady Młodzieży, w której tylko kilkoma punktami w końcówce przegraliśmy o wejście do najlepszej czwórki Polski kadetów. Kilkukrotnie też walczyliśmy o wejście do drugiej ligi.

Czy po urazie, którego Pan doznał, zaczął Pan uprawiać koszykówkę na wózkach jako alternatywę?

Przygoda z koszykówką na wózkach rozpoczęła się w wieku 19 lat w dość niewinny sposób, bo od zwykłego urazu kolana. Okazało się jednak, że z czasem się on pogłębiał i nie dawał mi możliwości pełnego powrotu do formy.

Pewnego dnia, kiedy dochodziłem już do pełnej sprawności kolana, kolejny raz doznałem poważnego urazu – był to przełomowy moment, gdzie byłem zmuszony podjąć decyzję o zakończeniu mojej przygody z koszykówką na nogach. Był to bardzo trudny czas dla mnie – młodego człowieka, który z koszykówką wiązał spore plany i poświęcił jej całe swoje dotychczasowe życie.

W tym okresie mieszkałem wraz z moją rodziną w Wiedniu, gdzie mój tata prowadził drużynę koszykarzy na wózkach. To on oraz jego zawodnicy namawiali mnie do spróbowania gry na wózku.

Dotarłem do takiego momentu w swoim życiu, gdy nie wiedziałem, w którym kierunku podążać. Młody chłopak, mający plany i marzenia, które w jednej chwili legły w gruzach. Musiał minąć rok, zanim zdecydowałem się usiąść na wózku i spróbować swoich sił. Przyznam szczerze, że bardzo mi się spodobało. Pracowałem intensywnie i szybko się rozwijałem.

Niestety, życie pisze różne scenariusze. Wskutek nieszczęśliwego wypadku, straciłem część lewej stopy i doznałem urazu kręgosłupa. Następstwem tego była operacja i włożenie implantu między kręgi.

W tej koszykówce gracze są specjalnie sklasyfikowani. Jak jest Pan?

Tak, w koszykówce na wózkach mamy specjalną klasyfikację punktową (medyczną) dla każdego zawodnika określającą stopień jego niepełnosprawności.

Jest to punktacja od 1 pkt. do 4,5 pkt. i tak na przykład osoby z uszkodzonym rdzeniem kręgosłupa mają punktację 1. Osoby z podwójną amputacją kończyn dolnych 3 pkt. i tak dalej.

W moim przypadku jest to klasyfikacja md, czyli minimum niepełnosprawności z punktacją 4,5.

Dodam, że suma pięciu zawodników na boisku nie może łącznie przekraczać 14 punktów.




Co zmieniło się w Pana życiu? Czy ta sytuacja ukształtowała Pana w inny sposób?

Tak naprawdę niewiele się zmieniło, ponieważ od małego uczony byłem ciężkiej i rzetelnej pracy na treningach. Urazy, których doznałem uświadomiły mi, że nie będę mógł dalej grać w koszykówkę bieganą, wobec tego nie mogę oglądać się wstecz, ale powinienem szukać innej alternatywy do rozwijania i kontynuowania swojej pasji.

Czym jest dla Pana koszykówka na wózkach?

To moja pasja, moje życie, mój zawód. Styl życia, w którym bardzo intensywnie zaangażowana jest również moja rodzina. Wiele działań i nasze codzienne funkcjonowanie podporządkowane jest koszykówce na wózkach.

Obecnie jest Pan grającym trenerem. Jak to się zaczęło?

Wiele lat temu grałem jako zawodnik w drużynie niemieckiej i podczas sezonu trener naszego zespołu został zwolniony. Wówczas byłem jednym z najbardziej doświadczonych zawodników. Dostałem propozycje przejęcia zespołu i tak zaczęła się ta historia.

Po dwóch latach pracy z tą drużyną zdobyliśmy mistrzostwo ligi niemieckiej, puchar Niemiec i wicemistrzostwo Europy. W tym okresie był organizowany również konkurs na trenera reprezentacji Polski. Miałem ogromne obawy, aby wziąć na siebie taką odpowiedzialność w tym czasie, ale lubię nowe wyzwania.

Po nacisku ze strony środowiska postanowiłem wziąć udział w konkursie. Po przedstawieniu planów i pomysłów na kadrę zostałem wybrany jako szkoleniowiec reprezentacji Polski. Ponadto, zostałem uznany najlepszym trenerem w sportach niepełnosprawnych w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” w 2009 roku.

W późniejszym czasie pierwszy raz w historii tej dyscypliny w Polsce zakwalifikowaliśmy się do mistrzostw świata i igrzysk paraolimpijskich w Londynie.

Czy ciężko jest prowadzić taką drużynę?

Patrząc z perspektywy czasu i bazując na doświadczeniu, muszę przyznać, że jest to bardzo ciężka praca. W koszykówce na wózkach nie tylko szkolimy zawodników pod względem umiejętności fizycznych, motorycznych czy technicznych, ale przede wszystkim musimy szkolić te umiejętności według ich stopnia niepełnosprawności, czyli klasyfikacji punktowej (medycznej, o której mowa była wcześniej).

Wiąże się to z tym, że zawodnik z punktacją 1.0 pkt., 1.5 pkt. oraz 2,0 pkt. nie mają możliwości wykonania pewnych manewrów na boisku, które z kolei zawodnik z punktacją 3.0, 3.5, 4.0 i 4.5 może wykonywać. I to jest kluczową różnicą.

Co więcej, również w założeniach taktycznych jesteśmy ograniczeni do pewnych rozwiązań, na które duży wpływ ma właśnie klasyfikacja punktowa zawodników. Nie każdego gracza możemy wprowadzić w każdym momencie na boisko, tym samym nie za dowolnego kolegę. Musi być to zawodnik z podobną punktacją, dlatego założenia taktyczne w koszykówce na wózkach muszą być dobrze i szczegółowo dopracowane.

Czy jest tak, że oprócz bycia trenerem, musi być Pan jednocześnie psychologiem dla swoich zawodników, zwłaszcza na początku ich przygody w tej odmianie koszykówki?

Oczywiście. Jest to bardzo istotny aspekt bycia trenerem. Myślę, że nie powiem tu nic nowego, ale trener często musi rozmawiać z zawodnikami, motywować ich, pobudzać, niekiedy uspokajać, zdejmować obciążenie psychologiczne z zawodników lub z drugiej strony, u niektórych je wywoływać.

Mimo, że jestem bardzo wymagającym trenerem i uznaję zasadę odpowiedzialności zbiorowej na treningach i meczach, bo przecież to sport drużynowy, to jednak muszę rozpoznawać z którym zawodnikiem, na ile mogę sobie pozwolić, tak aby to miało dobry efekt dla niego i zespołu.

Jeżeli mam do czynienia z zawodnikami mniej doświadczonymi, nowymi lub młodymi, staram się pewnych rzeczy nie pokazywać, czy kolokwialnie mówiąc ich przytulać i głaskać po głowie. Staram się uczyć ich od początku ciężkiej pracy i dyscypliny, jednocześnie nie dając im odczuwać – co w moim mniemaniu jest bardzo istotne- że są osobami niepełnosprawnymi i mają jakieś ograniczenia. Takie rzeczy zostawiamy w domu.

Po raz pierwszy w historii Mistrzostwa Europy w koszykówce na wózkach zostaną zorganizowane w Europie Środkowo-Wschodniej. W roku 2019 ich gospodarzem będzie Polska. Czy to jest przełom, jeżeli chodzi o tę dyscyplinę sportową w naszym kraju?

Z pewnością jest to przełom w tej części Europy, jeśli chodzi o organizacje zawodów takiej rangi, w szczególności, że nie są to tylko ME, ale również kwalifikacje paraolimpijskie roku 2020, które odbędą się w Tokio.

Przede wszystkim mamy świetną okazję zaprezentować się i zapoznać dużą część społeczeństwa z naszą dyscypliną. Choć „koszykówka jest tylko jedna”, to mamy nadzieję, że będzie to wspaniała promocja koszykówki oraz koszykówki na wózkach w naszym kraju, pokazująca, że sport łączy, a nie dzieli.

Jak one będą wyglądać?

Na pewno będzie to bardzo profesjonalnie przygotowana impreza. Po pierwsze ze względu na ogromne zaangażowanie się wielu organizacji, takich jak PZKosz, władz miasta Wałbrzycha z Panem Prezydentem na czele, czy władz Aqua Zdroju, gdzie spotkaliśmy się z dużą aprobatą dla tego przedsięwzięcia. W Wałbrzychu i Świebodzicach mamy świetne obiekty sportowe, które proponują sportowcom warunki na najwyższym poziomie.

Górnik Trans.eu Wałbrzych jest jedynym klubem w Polsce, w którym zostanie utworzona sekcja seniorska koszykówki na wózkach Górnik Toyota Wałbrzych. Można powiedzieć, że jest to duży krok w popularyzacji i rozwoju koszykówki na wózkach w naszym kraju?

To prawda, jest to precedens w skali kraju, a jeżeli się nie mylę, nawet w skali europejskiej. Jest to świetna wiadomość dla naszego koszykarskiego środowiska, że klub z polskiej ligi przejmuje pod swoje skrzydła koszykarzy na wózkach. Jestem przekonany, że z czasem pójdzie za tym dobra organizacja, a rozpoznawalna już marka klubu, przyciągnie z czasem sponsorów i kibiców, dzięki czemu koszykarze na wózkach będą mieli profesjonalne możliwości treningowe.

Znając osobiście członka zarządu Górnika Wałbrzych, pana Arkadiusza Chlebdę, który równocześnie współpracuje ze mną w kadrze Polski, wierzę, że zrobi wiele, aby tę dyscyplinę rozpowszechnić i rozwinąć.

Uważa Pan, że taki ruch powinny wykonać inne kluby w naszym kraju?

Mam ogromną nadzieję i cicho marzę o tym, że inne kluby koszykarskie w Polsce pójdą w ślady Górnika.

Pamela Wrona, @PulsBasketu

Ludzie Basketu #4 – O koszykówce na wózkach opowiada Marcin Balcerowski – wywiad TUTAJ >>

adidas Harden Vol. 2 – w tych butach James Harden zgarnął MVP >>




POLECANE