Piotr Pamuła: Navarro i Gasola nikt mi nie zabierze

Piotr Pamuła: Navarro i Gasola nikt mi nie zabierze

Share on facebook
Share on twitter
Były reprezentant Polski i gracz PGE Spójni Stargard, Piotr Pamuła, będzie teraz grał w I lidze w barwach Dzików Warszawa. O okolicznościach i powodach decyzji rozmawiał Piotr Wesołowicz.
Piotr Pamuła / grafika AOM Customs

PZBUK – kursy i transmisje meczów NBA! >>

Piotr Wesołowicz: Przeprowadziłeś się już do Warszawy? 

Piotr Pamuła: Tak. Znalazłem mieszkanie na Żoliborzu, niedaleko miejsca, w którym mieszkaliśmy w czasach gry w Polonii 2011. Nawet na tę rozmowę przyjechałem tym samym tramwajem, którym jeździliśmy do liceum przy Andersa. 

Minęło 11 lat od kiedy ostatni raz grałeś w Warszawie…

– Pamiętam, że klub wynajął dla graczy dom przy Broniewskiego. Na dole mieszkał trener Miłoszewski, miał nas pilnować. Nas było ośmiu. Mieszkaliśmy z Mateuszem Bartoszem, Tomkiem Śniegiem, Krzyśkiem Sulimą, Marcinem Kolowcą, Jarkiem Mokrosem… 

Do szkoły jeździliśmy 35-tką. Dopiero kiedy „Mokry” kupił pierwsze auto, forda mondeo, zaczęliśmy się wozić jego furą. Pod budynek podjeżdżaliśmy na zimnym łokciu (śmiech). 

Mieszkasz sam?

– Tak, narzeczona mieszka w Opolu, gra tam w siatkówkę w I lidze.

Nie było możliwości, by przeprowadziła się z Tobą? Rozmawiałem kiedyś z Bartkiem Kurkiem. On ze swoją narzeczoną – także siatkarką – mieszkają raz tam, gdzie gra Bartek, a raz tam, gdzie propozycję dostaje Ania. 

– Jeśli ktoś ma takich wachlarz propozycji to czemu nie (śmiech). Siatkarzom jest łatwiej, bo są tak cenieni, że mają do wyboru gry w połowie państw europejskich. W naszym przypadku tak dobrze już nie jest. 

A co do wachlarzu propozycji… Miałeś oferty z elity?

– Oj, nie… Po tym sezonie dla mnie nieszczęśliwym, miałem praktycznie jedną ofertę, ale nie doszliśmy nawet do żadnych konkretów. A potem bardzo szybko skontaktował się ze mną prezes Dzików. I na dobrą sprawę tylko tę ofertę brałem pod uwagę. 

Dlaczego?

– Bo zaoferowano mi nie tylko możliwość gry i treningu, ale też opiekę medyczną na wysokim poziomie. To miało dla mnie bardzo duże znaczenie. 

Czyli nie trzymałeś się rękoma i nogami Energa Basket Ligi?

– Przez chwilę, owszem! Ale czekałem i czekałem, tyle że niewiele się działo. W pewnym momencie dostałem ofertę z I ligi. I wiesz co? Jak podpisałem umowę, to zeszła ze mnie presja. Czuję się świetnie. To decyzja zgodna z tym, co czułem.

Co to znaczy?

– Wcześniej miałem myśli, co się stanie jak zejdę poziom niżej? Może już nie wrócę na najwyższy poziom? Trochę się tego bałem. A z drugiej strony chciałem pograć trochę przy mniejszym ciśnieniu, fizycznym i psychicznym, zadbać o zdrowie. 

I liga wyjdzie mi na dobre. A co będzie po tym sezonie? Zobaczymy. Czasem człowiek planuje dwa-trzy lata do przodu, a w ciągu dwóch miesięcy wszystko zmienia się w pył i trzeba zaczynać od nowa. 

Oczywiście mówiąc o mniejszym ciśnieniu nie chodzi mi o to, że przyjechałem tu „pykać” w koszykówkę, jakbył grał na Agrykoli. Stawiamy sobie w drużynie wysokie cele. A ja chcę się odbudować, cieszyć grą, nacieszyć życiem w Warszawie. Po prostu odżyć. 

Fachowcy twierdzą, że ten sezon, poprzedzony długą przerwą, może być naznaczony kontuzjami. 

– W Dzikach od pierwszego dnia czuję, że będą dbać o koszykarzy. Zostałem sprawdzony od stóp do głowy, miejsca, które mnie bolały czy które przeszły uraz, są poważnie sprawdzane. Wbrew pozorom, to dość niespotykane w polskiej koszykówce. 

Kiedy rozmawiałem z Cezarym Trybańskim w czasie jego gry w I-ligowej Legii, mówił, że wcale nie ma lżej niż w ekstraklasie. Wręcz przeciwnie – rywale „wieszają się” na nim, a sędziowie nie pomagają…

– W I lidze może jest może mniej taktyki, skomplikowanych rozwiązań, ale fizyczność, chęć walki, dynamika, skakanie i bieganie jest na takim samym poziomie, jak w elicie. Ok, nie ma tutaj silnych, atletycznych czarnoskórych graczy, ale też są zawodnicy, którzy potrafią skakać, biegać, trafiać. Nie można pozwolić sobie na to, by bronić na prostych nogach. 

Kilka osób już mnie uczuliło na to, by nie wygłupiać się, bo to taka liga, w której zaraz ktoś odpłaci się łokciem pod żebra… Do sezonu szykuję się tak samo, jakbym grał w ekstraklasie.

Wielu graczy schodzi do I ligi, bo chce łączyć koszykówkę z pracą zawodową. Ty także?

– Nie, na razie nie podejmuję pracy zawodowej, ale myślę już nad tym, co będę robił po zakończeniu kariery. Kończę studia z marketingu i zarządzania sportem. Chciałbym iść w tym kierunku. Może teraz będę miał na to więcej czasu? Na pewno w Warszawie czeka mnie więcej możliwości niż, np. w Stargardzie czy Dąbrowie… W zasadzie niż w każdym innym mieście w Polsce. 

Mówiłeś, że ostatni sezon nie należał do Ciebie. Dlaczego?

– Kontuzje. Zaczęło się od ścięgna achillesa. Na początku tylko pobolewał. Trenowałem i grałem, biorąc środki przeciwbólowe. W pewnym momencie bolało na tyle, że zrobiłem USG. Okazało się, że jest naderwany. 

Musiałem odbudować nogę, rehabilitacja nie jest trudna, ale trzeba ją robić cierpliwie, krok po kroku… A jak już było wszystko dobrze ze ścięgnem i byłem gotów do powrotu, to zaczęła się epidemia koronawirusa. 

Jak cię zastała?

– To był 12 marca, byliśmy w Ostrowie, ale mecz został odwołany. Po meczu dostałem dokumenty od lekarza, że jestem zdolny do gry, ale mogłem je jedynie włożyć do szuflady. 

„Nawet jak będę miał kolejne 23 kontuzje, to nigdy w życiu się nie poddam. Zawsze będę wracał” – powiedział Łukaszowi Ceglińskiemu w jednej z rozmów Kamil Łączyński. Podpiszesz się?

– 23 kontuzje? Chyba „Łączka” trochę przesadził (śmiech). A mówiąc na poważnie, miałem już myśli, by skończyć z koszykówką. Choćby z tym achillesem – ręce mi opadły, jak okazało się, że znów jestem kontuzjowany… 

Trudno jednak zostawić koszykówkę. Lubię to uczucie, kiedy przestaje boleć, a ja mogę iść na trening, poczuć piłkę, trafić kilka dobrych rzutów, pośmiać się z kolegami z szatni. Wtedy przychodzi myśl: „dobra, spróbujmy jeszcze raz”. 

A wracając do twojego pytania – tak, podpiszę się. „Łączka” miał swoje przejścia, myślę, że gdybyśmy porównali czasowo, ile obaj musieliśmy pauzować z powodu kontuzji, wypadłoby to podobnie. Na szczęście Kamil wrócił na dobre. Mam nadzieję, że ja też. 

„Profesjonalista pełną gębą. Gdyby nie urazy, byłby etatowym reprezentantem Polski” – to z kolei opinia jednej osób ze środowiska, z którą rozmawiałem przed naszym wywiadem. 

– Tak to miało wyglądać… Po mistrzostwach Europy na Litwie jeszcze chwilę byłem w kadrze, grałem w Eurolidze w barwach Asseco Gdynia. Do tego momentu wszystko układało się po mojej myśli.

Potem przyszły kontuzje.

Przyznam ci, że zastanawiałem się nad tym wiele razy, rozkładałem to na czynniki pierwsze. 

Wydaje mi się, że między 21., a 24. rokiem życia lekarze postawili mi kilka złych diagnoz. To na pewno miało spory wpływ na moją karierę. A oprócz tego, nie miałem takiej świadomości jak dbać o zdrowie, jaką mam dzisiaj. 

Choćby z siłownią. W środowisku koszykarskim mówiło się, że ciężary zabijają rzut. Dziś wiem, że to mit, trenerzy się z tego śmieją. A ja w tamtym czasie powinienem bardziej wzmacniać swoje ciało. 

Nie myślisz już „co by było gdyby”…?

– Odpuściłem sobie. Jak wracam do domu, do Stalowej Woli, spoglądam na pamiątki, wycinki, zdjęcia – rodzice zbierają i moje, i mojej siostry, bo ona też grała m.in. w kadrze. Ale nic sobie nie wyrzucam, nie wzdycham. Raczej uśmiecham się do wspomnień.

Mam swoje ulubione zdjęcie z czasów reprezentacji. To był mecz z Hiszpanią. Fotograf uchwycił kadr, na którym ja kryję Juana Carlosa Navarro, a Marc Gasol robi zasłonę. To zostanie ze mną do końca życia, nikt mi tego nie zabierze. 

Gdybym się zamartwiał, czemu już tam mnie nie ma, chyba już odpuściłbym koszykówkę. Jeździłem na mecze wyjazdowe do Tel Awiwu, a teraz będę do Łańcuta. W porządku, wciąż robię to, co kocham. 

Fajnie, że będę to robił w Warszawie. Wysłałem dziś nawet Tomkowi Śniegowi zdjęcie z Żoliborza i dopisałem, że życia zatoczyło niezłe kółko, znów jestem w tym samym miejscu. Odpisał: „A pamiętasz, jak na śniadanie schodziliśmy na dół do sklepu po bułki i pomidory?”. To tak à propos dbania o dietę i zdrowie (śmiech). 

PZBUK – kursy i transmisje meczów NBA! >>

W wieku 30 lat stawiasz sobie w koszykówce cele?

– Oczywiście. Chciałbym wrócić do ekstraklasy. A pozostałe? Wiesz co, nie zapisuję ich na lodówce czy nad łóżkiem. Zresztą nie nazywałbym ich „celami”, raczej myślę kategoriami: „fajnie byłoby jeszcze coś zrobić”. 

Nie ma co przesadzać, że życie mnie jakoś strasznie przekopało. Trochę brakowało mi momentami zdrowia, ale generalnie? Jest ok!

 W trakcie epidemii koronawirusa ludzie tracili firmy, dach nad głową, zdrowie. To są tragedie. A ja? Popatrz, siedzimy, pijemy kawę, świeci słońce, zaraz pójdę spacerem na trening… Na co mógłbym narzekać? 

Rozmawiał Piotr Wesołowicz

Autor jest dziennikarzem Gazety Wyborczej

Michał Szolc, prezes Dzików: Piotrek to gracz z poziomu reprezentacji Polski, ale zejście do I ligi nie jest przypadkowe. Chcemy, by u nas się odbudował, rozegrał sezon bez kontuzji, w przyjaznym środowisku, bez ogromnej presji. To wyjdzie na dobre i nam, i jemu. 

Od dłuższego czasu czytam opracowania dotyczące sportu. Specjaliści twierdzą, że najbliższy sezon będzie trudny pod względem kontuzji. Dlatego stawiamy na przygotowanie fizyczne. Wzmocniliśmy sztab, zapewniamy graczom specjalistyczną opiekę medyczną. 

Kiedy słucham koszykarzy z ekstraklasy, którzy opowiadają o praktykach leczenia w elicie, nie dziwię się, że tak wielu utalentowanych graczy ma problem ze zdrowiem. Dziwi mnie, że kluby wydają wielkie sumy na kontrakty, a później nie dbają o zdrowie zawodników. Przecież potem, w cudzysłowie, te pieniądze siedzą na ławce albo na trybunach. Jestem pewien, że zdrowy Piotr Pamuła będzie gwiazdą I ligi. 

PW

.

POLECANE

tagi

NBA

Mieli dopiero w kolejnych latach grać o najwyższe cele, polować na największe gwiazdy i dopiero wtedy zaatakować mistrzostwo NBA. Miami Heat jednak już teraz mocno zaskoczyli i dzięki zwycięstwu 125:113 w szóstym meczu Finałów Konferencji Wschodniej z Boston Celtics awansowali do Finałów NBA.
28 / 09 / 2020 9:29
Drugi odcinek #StrefaChanasa na rozpoczęcie koszykarskiego sezonu 2020/21! Gośćmi Kamila są: trener Mihailo Uvalin oraz Radosław Hyży, był znany zawodnik, a obecnie także trener. Czego spodziewają się po zespołach ekstraklasy?

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Mieli dopiero w kolejnych latach grać o najwyższe cele, polować na największe gwiazdy i dopiero wtedy zaatakować mistrzostwo NBA. Miami Heat jednak już teraz mocno zaskoczyli i dzięki zwycięstwu 125:113 w szóstym meczu Finałów Konferencji Wschodniej z Boston Celtics awansowali do Finałów NBA.
28 / 09 / 2020 9:29
Trwa tworzeniu planu na stworzenie ligi 3×3 już w czerwcu – w porannym programie w Polsat Sport zdradził prezes PZKosz, Radosław Piesiewicz. Przy braku sportu na żywo taka inicjatywa wydaje się być racjonalna i może przynieść wiele korzyści.
1 / 05 / 2020 11:53