Piotr Renkiel z UrbanCity.pl: Marzę o zawodowej lidze 3×3 w Polsce

Share on facebook
Share on twitter
Piotr Renkiel i UrbanCity.pl (Fot. Facebook.com)
Piotr Renkiel i UrbanCity.pl (Fot. Facebook.com)

– Rok temu, po bardzo dobrym sezonie w 3×3, udało mi się przejść testy w Polpharmie i podpisałem kontrakt w ekstraklasie. Koszykówka 3×3 dodała mi dużo pewności siebie, pozwoliła rozwinąć umiejętności gry jeden na jednego – mówi Piotr Renkiel, założyciel drużyny UrbanCity.pl Gdańsk.

Buty do każdej koszykówki – Urban City >>

Łukasz Cegliński: Awansowaliście właśnie do październikowego, finałowego turnieju World Tour w Abu Zabi. To wynik ponad stan, czy może właśnie tam jest miejsce najlepszej polskiej drużyny 3×3?

Piotr Renkiel: Przede wszystkim jest to nasz największy dotychczasowy sukces. A czy wynik ponad stan? Uważam, że kilka polskich drużyn mogłoby dokonać tego samego, gdyby miały szansę zagrać w challengeach. Cieniasom Kołobrzeg w challengerze w Abu Zabi zabrakło naprawdę niewiele, by dostać się do japońskiego turnieju Masters w Utsonomiya, gdzie  też mogliby powalczyć o awans do finału World Tour.

Hierarchia w koszykówce 3×3 nie jest prosta – eliminacje krajowe, turnieje mistrzowskie, challengery, Masters, World Tour, zaproszenia, zgłoszenia, rankingi… Jak to wszystko funkcjonuje?

– Turnieje organizowane przez FIBA mają swoją rangę, przyporządkowane kolory – najtrudniejsze, czarne, to właśnie cykl World Tour, niżej są czerwone, czyli np. challengery, od nich trochę niżej oceniane są mistrzostwa krajowe. Za każdy udział w turnieju, za każde wywalczone miejsce, otrzymuje się punkty do rankingu. Żeby dostać zaproszenie na challengera, trzeba być odpowiednio wysoko w rankingu – te drużyny, które występowały w zeszłorocznym turnieju Masters lub w finale World Tour, otrzymały zapewnienie od FIBA, że dostaną przynajmniej jedno takie zaproszenie w tym roku.

Ale najczęściej to i tak zależy od organizatora, który widzi daną drużynę u siebie na turnieju, czy nie. My jako UrbanCity.pl spodobaliśmy się np. Chińczykom podczas naszego pierwszego turnieju u nich, więc dostaliśmy zaproszenie na drugi turniej. Żeby wziąć w nim udział musieliśmy zapłacić za przelot, a już na miejscu mieliśmy opłacone i zakwaterowanie, i jedzenie.

Generalnie, żeby coś na świecie znaczyć, trzeba trochę pograć w challengerach. To tam zdobywa się poważne punkty.

Mówisz, że jako UrbanCity.pl spodobaliście się w Chinach. Dlaczego?

– Proste, Michael Hicks. Na Chińczykach wciąż robią wrażenie czarni gracze, a wiadomo, że Mike jest naszym liderem. Jak oni zobaczyli jego seryjne trójki w Chengdu, to stwierdzili, że chcą nas zobaczyć jeszcze raz. Dostaliśmy zresztą więcej zaproszeń do Chin, ale nie były to turnieje, które mogły nam dać jakoś wyjątkowo dużo punktów rankingowych, a napięty kalendarz nie pozwalał na turystyczne wyjazdy.

Rozmawiałem ostatnio z Michaelem Hicksem i on stwierdził, że jest lepszy od tych graczy, którzy są nad nim w rankingu. Czy to rzeczywiście jest tak, że on jest gwiazdą światowego 3×3?

– Znamy dobrze Mike’a, wiemy, że amerykańscy gracze lubią czasem coś podkoloryzować, ale jednak uważam, że tak, że Hicks jest w światowej czołówce – przynajmniej jeśli chodzi o atak. Możliwe nawet, że jest najlepszy. Trzeba jednak pamiętać, że to jest jednak granie 3×3, nikt sam meczu nie wygra. Tym bardziej, jeśli czasem nie broni.

Michael Hicks (Fot. Facebook.com)
Michael Hicks (Fot. Facebook.com)

Jakie są style gry w koszykówce 3×3? Jak gra UrbanCity.pl?

– My opieramy się właśnie na indywidualnych umiejętnościach Mike’a – jeśli on jest podwajany, a my dobrze się pokazujemy, to dostajemy podania, ale głównie nasz atak to Hicks. W obronie musimy jednak ostro, mocno walczyć, bo Mike czasem woli zdobyć dwa punkty w ataku, by zaraz oddać komuś jeden z obronie. A to nie zawsze prowadzi do zwycięstw.

Inne drużyny, np. Słoweńcy czy Serbowie, grają dużo bardziej zespołowo. W ich grze jest dużo obiegnięć, ścięć za plecy, podań. W tych drużynach gracze często występują ze sobą po trzy, cztery sezony, więc bardzo dobrze się rozumieją. My w obecnym składzie gramy od 1,5 roku, więc jeszcze się docieramy. Dopiero zaczynamy grę z takimi zagrywkami.

Jak powstało UrbanCity.pl?

– Drużyna zaczęła grać w 2013 roku, gdy znalazłem pierwszego sponsora, Rydel House Gdańsk. I tak się nazywaliśmy, najpierw w drużynie byłem tylko ja z Łukaszem Muszyńskim. Zaczynaliśmy od trzeciego miejsca w Polsce, w 2014 roku dołączył do nas Paweł Pawłowski i ten wynik powtórzyliśmy. W 2015 roku wzmocnił nas Marcin Chudy, a naszym sponsorem zostało UrbanCity.pl i zdobyliśmy mistrzostwo.

Po drodze było oczywiście trochę zmian, Paweł odszedł, potem wrócił, Mike Hicks początkowo grał z Jarkiem Drewą, dopiero potem dołączył do nas. Zresztą w momencie, gdy ja pojechałem na turniej z Cieniasami i poprosiliśmy Mike’a, by zajął moje miejsce. Wszystko ewoluowało, teraz jesteśmy we czwórkę: ja, Mike, Paweł i Łukasz. Nie ma, niestety, Marcina Chudego, ale w pięciu grać się tutaj nie da.

Jak ważne są w 3×3 pieniądze – żeby wziąć udział w ważnym turnieju?

– Różnie bywa. Często jest tak, że bilety lotnicze kupują nam ludzie czy też firmy, które nie chcą się ujawniać, po prostu nam pomagają. Akurat w tym sezonie udało się tak, że wszystkie podróże nam się zwróciły, bo mieliśmy sponsora w Chinach i zarobiliśmy na turniejach – na wygranych w Chengdu i Berlinie.

Od UrbanCity.pl dostaliśmy sprzęt i ubrania za określoną kwotę, co też nam oczywiście pomogło. Ale generalnie, jeśli chodzi o sponsorów, to ciężko znaleźć takiego, który chciałby za większe pieniądze promować się w dyscyplinie jeszcze nie do końca uznanej. Wszyscy mamy nadzieję, że impulsem będzie fakt, że w 2020 roku koszykówka 3×3 ma być w programie igrzysk w Tokio.

Dlatego staramy się grać jak najlepiej, promować tę dyscyplinę i chyba nieźle nam to idzie. Ale wciąż nie jest tak, że firmy same się nami interesują i są skłonne wyłożyć pieniądze, która zapewnią nam granie w najważniejszych turniejach przez cały sezon.

Ile potrzebowalibyście, by móc grać tam, gdzie warto i skoncentrować się tylko na robieniu jak najlepszych wyników?

– Taki sezon, jak rozegraliśmy teraz, to koszt ok. 35-40 tys. złotych. Każdy kolejny turniej na innym kontynencie, np. do Ameryki Południowej, zwiększa tę kwotę o 10 tys. zł.

A ile można wygrać w zagranicznym challengerze?

– W Chengdu to było 10 tys. dolarów, w Berlinie – 4 tys. dol. Podzieliliśmy te kwoty na czterech graczy, każdy przeznaczył te pieniądze na to, co potrzebował. A w ogóle to sponsorów szukamy też indywidualnie – niektórym, np. Łukaszowi Muszyńskiemu udało się uzyskać pieniądze z Urzędu Marszałkowskiego.

UrbanCity.pl (Fot. Facebook.com)
UrbanCity.pl (Fot. Facebook.com)

W październiku są mistrzostwa świata, w których Polska zagra, jest też finał World Tour w Abu Zabi, gdzie wywalczyliście miejsce jako UrbanCity.pl. Ale kto pojedzie na te turnieje, skoro zaczynają się sezony ligowe? Ty, Michael Hicks, Szymon Rduch, Norbert Kulon, także inni gracze – wszyscy macie obowiązki w klubach.

– Ja osobiście, w momencie podpisywania kontraktu z R8 Basket Kraków, zaznaczyłem, że jest możliwość awansu na turniej do Abu Zabi i uzyskałem od klubu zgodę na wyjazd. Mam nadzieję, że teraz szefowie podtrzymają deklarację. A jeśli chodzi o innych… Ja rok temu w Polpharmie, w podobnej sytuacji, dostałem zgodę na wyjazd, ale wiadomo, że Mike jest bardzo ważną postacią w drużynie, filarem zespołu. Będziemy próbowali to wszystko jakoś pogodzić.

A co z reprezentacją, co z powołaniami? Ostatnio na Facebooku dyskutowaliście w gronie zawodników o wyborze graczy na mistrzostwa Europy – gdybyś ty miał wymienić czwórkę najlepszych Polaków na mistrzostwa świata, to kogo byś wybrał?

– Michaela Hicksa na pewno, ale on, jako gracz niedawno naturalizowany, nie może jeszcze reprezentować naszego kraju. Ale skoro mówimy o najlepszych, to załóżmy, że grać może – do niego dodałbym Szymona Rducha, Pawła Pawłowskiego i Przemka Rducha, który ostatnio bardzo dobrze grał w reprezentacji.

W mistrzostwach Europy Polacy odpadli w ćwierćfinale, w mistrzostwach świata zagramy w grupie z Rumunią, Hiszpanią, Węgrami i Filipinami. Na co mamy szansę?

– Będzie ciężko wyjść z grupy, do ćwierćfinału awansują tylko po dwa najlepsze zespoły. W mistrzostwach Europy grało 12 drużyn, teraz będzie ich 20 – konkurencja jest dużo większa. W naszej grupie wszystkie ekipy są dość mocne.

Jak się trafia do koszykówki 3×3 – to naturalna droga czy w twoim przypadku był jakiś przełom?

– Pochodzę z Gdańska, tam zaczynałem grać w kosza, a w klubach często organizowane były turnieje streetballowe. Grałem w nich z kolegami, potem wyodrębniła się koszykówka 3×3, zaczęły się mistrzostwa Polski, wszystko ewoluowało, a ja postanowiłem stworzyć swoją drużynę, która – jak widać – radzi sobie dobrze. To fajny dodatek do grania w hali, jak sezon się kończy, to od maja do września przestawiamy się na granie 3×3.

Ale to dodatek czy szansa na zaistnienie w nowej dyscyplinie?

– U mnie akurat było tak, że rok temu, po bardzo dobrym sezonie w 3×3, udało mi się przejść testy w Polpharmie i podpisałem kontrakt w ekstraklasie. Koszykówka 3×3 dodała mi dużo pewności siebie, pozwoliła rozwinąć umiejętności gry jeden na jednego.

Bardzo rozwija się to wszystko w Azji – w Japonii jest już zawodowa liga 3×3, grają tam już gracze z Europy, zarabiają dobre pieniądze. W Chinach niebawem będzie podobnie. Moim marzeniem jest, by tak samo stało się w Polsce. Gdyby u nas można było grać zawodowo 3×3, to pomyślałbym nad zmianą ligi.

Rozmawiał Łukasz Cegliński

urban_city_baner