Piramida w Poznaniu – jest lepiej niż myślicie

Share on facebook
Share on twitter

Z daleka stolica Wielkopolski może wyglądać na koszykarską pustynię, ale nic bardziej mylnego. – Jesteśmy taką Rosą Radom bez ekstraklasy – śmieją się w Poznaniu.

biofarm_poznan6
(Fot. Maciej Szetela/Basket.poznan.pl)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Rzut oka na pozycję Biofarmu Basket wywołuje najwyżej wzruszenie ramion – 11. miejsce w I lidze, bilans 4-5, co w tym wyjątkowego?

Jednak wpatrując się głębiej widać, że to dobry początek sezonu – przecież średnia wieku zespołu to tylko 21,9 lat, a podwyższają ją dwaj weterani: 32-letni Adam Metelski i 29-letni Tomasz Smorawiński. Reszta koszykarzy nie ma więcej niż 22 lata.

Na dodatek zespół, który w minionym sezonie utrzymał się w I lidze dopiero po zwycięskim play-out ze Ślaskiem Wrocław, grał już z pięcioma z sześciu najlepszych w tej chwili drużyn, a Legię i Noteć pokonał.

Słowem – jest za co poznaniaków chwalić. Momenty fajnej gry mają Piotr Wieloch, Filip Struski, Mateusz Migała czy Mateusz Bręk, których łączy jeszcze jedno – wszyscy urodzili się w 1994 roku.

I to właśnie na tym roczniku skupiła się powołana w 2010 roku fundacja PBG Basket Junior.

Suchy koszykarski Las

Sezon 2010/11 był najlepszym dla poznańskiej koszykówki w ostatnich latach. Co nie znaczy, że dobrym – drużyna z Eddiem Millerem, Damianem Kuligiem, Patrickiem Okaforem czy Łukaszem Wiśniewskim zajęła siódme miejsce, w ćwierćfinale play-off postraszyła Turów.

Ale PBG Basket nie poszło za ciosem – w 2012 roku, drużyna została wycofana z PLK ze względu na problemy finansowe. – Przez cztery lata była spora kasa, ale nie było oszałamiających wyników. Klub nie przetrwał, natomiast przetrwała powołana z inicjatywy PBG i Jerzego Wiśniewskiego fundacja – mówi Bartłomiej Tomaszewski, były wieloletni koszykarz Lecha, obecnie prezes stowarzyszenia Basket Suchy Las.

To właśnie do gminy przyklejonej od północy do Poznania przeniósł się młodzieżowy projekt w 2012 roku. Tam powstało stowarzyszenie, co tylko wzmocniło oddolną inicjatywę.

W tej chwili PBG Basket Junior i Basket Suchy Las tworzą jeden organizm – fundacja, której prezesem jest Eugeniusz Kijewski, odpowiada za drużynę w I lidze i młodzież trenującą w Poznaniu, natomiast stowarzyszenie kierowane przez Tomaszewskiego dba o II ligę i grupy ćwiczące w Suchym Lesie.

W sumie to ponad 400 młodych koszykarzy. – W tym roku po raz pierwszy mamy drużyny we wszystkich kategoriach młodzieżowych, których rozgrywki organizuje PZKosz. Teraz wiele się mówi o Radomiu, więc żeby przedstawić obrazowo – jesteśmy taką Rosą Radom, tylko bez PLK i III ligi – śmieje się Przemysław Szurek, 39-letni trener pierwszoligowego Biofarmu.

Uśmiech trenera

(Fot. Beata Brociek/Basket.poznan.pl)
(Fot. Beata Brociek/Basket.poznan.pl)

Poznań nie jest oczywiście żadnym prekursorem czy twórcą modelu szkolenia – w Wielkopolsce weszli po prostu na drogę, którą od kilku lat idą Wrocław, Radom, Gdynia czy Sopot. Drogą, na której końcu jest piramida szkoleniowa o szerokiej podstawie grup dziecięcych i młodzieżowych, zwieńczona klubem w PLK.

Ta nasza budowla potrzebuje czasu, by okrzepnąć, ale niektóre drużyny, szczególnie te młodsze, potrafią już się wyróżniać w ogólnokrajowych turniejach – mówi Szurek.

Jak w Poznaniu walczyć o dzieci dla koszykówki, skoro jest się tylko maluczkim przy potężnym, piłkarskim Lechu? – Ja to nazywam animowaniem koszykówki, to jedyny sposób. Dzieciaki można przyciągnąć poprzez uśmiechniętego, rozentuzjazmowanego trenera, który kocha to, co robi.

Podam przykład mojego asystenta Daniela Cejby, który wykonuje świetną pracę w szkole podstawowej nr 51 – ona tradycyjnie związana była z Lechem, tymczasem teraz najzdolniejsza sportowo młodzież dzieli się już pół na pół między klasę piłkarską i koszykarską. Mało tego – w zeszłym roku Daniel musiał odmawiać chętnym do klasy koszykarskiej, bo po prostu nie miał już miejsc – mówi Szurek.

Mistrzyni Europy, finalista igrzysk

Animacja i zachęcanie najmłodszych to domena Ilony Mądrej – byłej świetnej koszykarki, mistrzyni Europy z 1999 roku. Tomaszewski i Szurek zgodnie wskazują na nią, jako osobę, która wykonuje świetną pracę w Suchym Lesie.

Ale ja tu nie działam sama, absolutnie! Od początku bardzo pomaga mi Jacek Łukomski, którzy gra w II lidze w Tarnovii i teoretycznie jest rywalem chłopaków z Suchego Lasu, ale my tak na to nie patrzymy. Działamy razem, wychodzimy do ludzi, staramy się łączyć – mówi Mądra.

(Fot. Basket.poznan.pl)
(Fot. Basket.poznan.pl)

Dzieciom proponujemy zabawę, a rodzicom pokazujemy, że nie jesteśmy tylko tu i teraz. Za rok ich dziecko może być młodzikiem, za dwa lata kadetem, a potem juniorem i, jeśli będzie chciało się rozwijać, grać w II lidze, a nawet wyżej. Myślę, że to ważne, że ta kontynuacja jest dla rodziców, a potem dla dzieci, istotna.

W Suchym Lesie trenuje obecnie ponad 100 dzieciaków, funkcjonuje sześć grup od młodzika młodszego w dół. Do dyspozycji są dwie hale – na większej, która mieści kilkaset osób, gra także II liga, na mniejszej, z czego cieszy się Mądra, jest aż osiem koszy opuszczanych na wysokość 2,65 metra.

Ale mistrzyni Europy to nie ostatnie znane nazwisko w Baskecie Poznań. Trenerem od przygotowania fizycznego jest pochodzący z Rawicza Robert Maćkowiak – były świetny sprinter, finalista igrzysk w Sydney w sztafecie.

Szukaliśmy takiego specjalisty, Robert trafił do nas na rozmowę. Porozumieliśmy się, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni, bo Robert ma nie tylko wiedzę teoretyczną, ale też ogromne doświadczenie – wie, jak organizm reaguje w sytuacji stresowej itp. – mówi Szurek.

W sumie w Baskecie, w ramach którego działa także Nickel Basket Akademia dla najmłodszych, pracuje 17 trenerów. – Ja już nie trenuję, ale pojawiam się na zajęciach, staram się pomagać swoim doświadczeniem. Chętnie doradzam naszym trenerom, ale to dobrzy fachowcy, wiedzą, co robią – mówi Kijewski.

Lech to magia, ale budujemy swoje

Poznański projekt ma solidne wsparcie w mieście, które na drużyny ligowe przeznacza 600 tys. złotych, a na grupy młodzieżowe kolejne 110 tys. Spore wsparcie zapewniają także poznański Biofarm, gmina Suchy Las, PBG oraz szereg mniejszych sponsorów.

Czego brakuje?

Lecha.

To Lech jest największą sportową marką Poznania, to pod kolejowym szyldem koszykarze z tego miasta zdobyli 11 tytułów mistrzowskich, to ta marka przyciągnie kibiców i sponsorów.

Basket Poznań zarządzany jest przez ikonę Lecha Eugeniusza Kijewskiego i wieloletniego gracza Bartłomieja Tomaszewskiego, ale to za mało. – Prawa do herbu, nazwy i ich pochodnych, takich jaki Kolejorz, KKS itp., posiadają właściciele piłkarskiego Lecha. Były próby, także z udziałem miasta, by włączyć w to koszykówkę, ale w tej chwili mało prawdopodobne jest, by Lech wrócił między kosze – mówi Tomaszewski.

My też się jakoś wyjątkowo przy tym nie upieramy, nie jest to dla nas warunek istnienia – oczywiście, byłoby nam dużo łatwiej, bo nazwa Lech to w Poznaniu magia. Ale zdajemy sobie z realiów i spróbujemy budować swoją markę.

(Fot. Basket.poznan.pl)
(Fot. Basket.poznan.pl)

Co jest celem fundacji i stowarzyszenia, gdzie chce być Basket Poznań za trzy lata? – Model klubu ekstraklasowego, który ma pieniądze od jednego sponsora, ale nie ma podstaw i w razie wycofania finansowania po prostu się rozpada, już przerabialiśmy – przypomina Tomaszewski.

Teraz chcemy stworzyć struktury i podstawy na tyle silne i stabilne, by przetrwały nawet wtedy, gdy wycofa się jeden ze sponsorów. Wyniki na najwyższym szczeblu będą różne, wiadomo. Ale od nich nie może zależeć funkcjonowanie klubu.

Pewnie, że marzy się ekstraklasa – nam, kibicom, miastu. Ale naszym celem jest zbudowanie gotowego produktu – kompletnej struktury klubu młodzieżowego z drużynami ligowymi, który w momencie, gdy pojawi się sponsor gotowy zainwestować kilka milionów złotych w ekstraklasowy zespół, byłby jego zapleczem.

Trzymamy kciuki. Za stabilny klub młodzieżowy i miliony na ekstraklasę.

Łukasz Cegliński

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi