„Playoff time, baby!” – Sixers od wygranej do wygranej

Share on facebook
Share on twitter

Tak, chodzi o Philadelphia 76ers, którzy przez trzy ostatnie sezony mieli bilans 47-199. Teraz wygrali 4 z 5 ostatnich spotkań i czują się mocni. I nawet jeśli przesadzają, to fajnie oglądać takie końcówki, jak w środę z New York Knicks.

fifififiTo też są buty gwiazd NBA >>

Żeby tę moc Sixers określić lepiej i ostudzić wasz ewentualny entuzjazm – Joel Embiid i spółka wygrywali ostatnio ze słabeuszami lub zespołami niewiele lepszymi od siebie: Denver Nuggets, Minnesota Timberwolves, Brooklyn Nets i New York Knicks.

Ale wygrywali, co w ich przypadku jednak nieczęste. W tej chwili Sixers mają bilans 11-25 i zajmują trzecie od końca miejsce na Wschodzie. Jednak entuzjazm do koszykarskiej Filadelfii wrócił – z zespołem zaczyna trenować Ben Simmons, a takie wygrane, jak środowa z Knicks, zawsze budują atmosferę.

Dwie i pół minuty przed końcem Sixers przegrywali aż 83:93. Ale się nie poddali, sygnał do pogoni dał znów świetny Embiid (21 punktów i 14 zbiórek w 27 minut) i 27 sekund przed końcem było tylko 97:96 dla Knicks.

No i zobaczcie, co było dalej:

https://www.youtube.com/watch?v=Q8EerQ3S9JY

Piękne zakończenie, prawda?

Playoff time, baby! – krzyczał potem zadowolony Embiid, ale spokojnie, do ósemki jeszcze daleko. W tej chwili ostatnim zespołem, który na Wschodzie łapie się do play-off, są z bilansem 19-19 Washington Wizards. Ale jeśli Sixers chcą gonić, niech gonią! Ich ewentualny awans do play-off – co tam awans, sama walka o niego – byłaby piękną historią tego sezonu.

Knicks? Nowojorczycy są w wielkim dołku, przegrali 9 z ostatnich 10 meczów, w Filadelfii nie pomógł im powrót Derricka Rose’a. On rozegrał dobry mecz, trafił 11 z 16 rzutów z gry, zdobył 25 punktów. Carmelo Anthony dodał 28, ale, generalnie, to nie są dobre dni dla tego zespołu.

JOEL EMBIID – Dream Shake po kameruńsku

POLECANE