Po ćwierćfinałach, przed szlagierami – od Hosleya do Taylora

Share on facebook
Share on twitter

Mieliśmy półtorej serii w ćwierćfinale, teraz czekamy na dwie świetne rywalizacje o awans do finału. Dla zabicia czasu w przydługiej przerwie między rundami – 11 naszych spostrzeżeń z ostatnich dni w PLK.

fot. Andrzej Romański, plk.pl

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>

Półtorej serii – fajną i zaciętą rywalizację oraz emocje mieliśmy w meczach Stelmetu z Rosą. Sporo twardej walki – mimo zakończenia 3:0 – w rywalizacji Stali z Kingiem. Oraz przepaść w meczach Anwilu z Turowem i Polskiego Cukru z MKS Dąbrowa. Przy tej różnicy poziomów, tak naprawdę to nie wiadomo, w jakiej formie są drużyny z Włocławka i Torunia przed półfinałami.

Każdemu po trochu – wbrew znanemu powiedzonku, od przybytku (w składzie) głowa czasem może zaboleć. Szeroka rotacja zespołu z Ostrowa pozostała taką także w ćwierćfinale, ale trener Emil Rajković radził sobie z podziałem ról i minut dla swoich 12 zawodników bardzo zręcznie. W międzyczasie świetnie odnajduje się w Stali, doczepiony w ostatniej chwili, Stephen Holt.

Quinton Hosley – tyle było dyskusji o jego gorszej formie rzutowej, a tymczasem doświadczony Amerykanin – dzięki innym swoim atutom – nie tylko był najlepszym graczem Anwilu w meczach z Turowem. W dodatku trafił w nich łącznie 40% rzutów z gry, czyli całkiem przyzwoicie. Dziury w całym trzeba będzie poszukać gdzie indziej.

Anwil wygrał z Turowem na tyle wyraźnie, że na żadne „demony przeszłości” nie było miejsca. Tak naprawdę pojawiały się one jedynie w opowieściach graczy i przedstawicieli Anwilu, którzy wracali do nich z zadziwiającym uporem.




Rosa Radom – przegrała w poprzednim sezonie walkę o półfinał z Polskim Cukrem po 3 bardzo zaciętych meczach. W tym roku – po 4 bardzo zaciętych – uległa Stelmetowi. Wygląda na to, że na dobre utkwiła między czołową czwórką, a resztą (znacznie już oddalonej) ligowej stawki.

Przełom Stelmetu – wciąż jeszcze nie nastąpił. Mistrzowie mieli momenty lepszej obrony niż w poprzednich tygodniach, ale też momenty, gdy gubili się w niej grając przeciwko osłabionej Rosie. Atak też zadziwiająco kulał, gdy brakowało „samograja” Jamesa Florence’a. Na zielonogórzan w wersji playoff nadal czekamy.

MKS Dąbrowa – ktoś jeszcze pamięta np., że Jacek Winnicki był trenerem miesiąca pod rząd w listopadzie i grudniu, a MKS zaliczał wówczas serię 9-0, pokonała m.in. Anwil i miała najlepszy atak w lidze? Niezależnie od kłopotów z kontuzjami środkowych, w Dąbrowie w połowie sezonu na dobre coś pękło i już do samego końca nie wróciło do normy.

King Szczecin – „Wilki” przegrały 0:3 ze Stalą, ale także w ćwierćfinale obroniły swój sezon. „Awansować do playoff, powalczyć z każdym, stworzyć drużynę walczaków” – taki plan udało się Mindaugasowi Budzinauskasowi z powodzeniem zrealizować.

Przerwa między ćwierćfinałem i półfinałami jest oczywiście za długa i PLK powinna w takich przypadkach być w stanie wykazać się jakąś elastycznością.

Oba półfinały zapowiadają się bardzo ciekawie i trudno wskazać w nich faworyta, ale nie ma co ukrywać – poza zainteresowanymi miastami, koszykarska Polska bardziej czeka na rywalizację Anwil – Stelmet. Więcej ciekawych historii, szanse na wielkim przełom, cała galeria osobowości. Będzie gorąco bez względu na wynik.

Polska rotacja Stelmetu od lat uchodziła za zdecydowanie najlepszą w lidze. Klub z Zielonej Góry, jako jeden z niewielu, twardo opowiadał się też za utrzymaniem przepisu o 2 Polakach na boisku. Teraz najwyraźniej los próbuje zagrać z nim w pokera. Po kontuzjach Thomasa Kelatiego i Jarosława Mokrosa, pozostały zestaw (Koszarek, Matczak, Zamojski, Hrycaniuk) jet solidny, ale już nie lepszy od tych, którymi dysponuje konkurencja.

Mike Taylor – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?

TS

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>




POLECANE

tagi