Po mecz z Włochami – jeden Slaughter, jedna połowa

Share on facebook
Share on twitter

Było ładnie i efektownie do przerwy, ale na koniec zobaczyliśmy mniej więcej taką samą reprezentację, jak przez kilka ostatnich lat. Przegraliśmy z Włochami 82:101, nie radząc sobie z rosnącą presją rywala i nie mając graczy robiących różnicę na większości pozycji.

Kamil Łączyński trafił 3 świetne rzuty z dystansu / fot. FIBA Europe

Oficjalne produkty reprezentacji Polski – tylko w Sklepie Koszykarza >>

Piątkowa porażka z Włochami (relacja TUTAJ>>) nie przekreśla jeszcze szans na awans do Mistrzostw Świata, ale stawia nas już w bardzo trudnej sytuacji. Poniedziałkowy mecz z Chorwacją (także bilans 3-4) może okazać się decydującym o losach tych eliminacji.

Co zobaczyliśmy w Bolonii, w pierwszym meczu wrześniowego okienka?

AJ Slaughter – gdy się już w końcu pojawił, zagrał swój najlepszy mecz w reprezentacji Polski i – bardzo możliwe – uratował drużynę przed pogromem. Może dlatego, że przede wszystkim był sobą, czyli strzelcem z dystansu, który po przekazaniu w obronie potrafi zamrozić wyższego rywala i rzucić po kilku kozłach. Potwierdził, że rzucać na europejskim poziomie potrafi (28 pkt., 6/8 z dystansu), także pod presją i przeciw rywalom z wyższej półki.

„Być sobą” w jego przypadku oznacza też jednak niestety „nie być rozgrywającym” Amerykanin miał 2 asysty w 32 minuty, nie jest graczem wypracowującym dobre pozycje dla kolegów, nie jest typem jedynki rozrzucającej piłkę po penetracjach. Nie jest typem rozgrywającego, jakiego potrzebuje np. Adam Waczyński. No ale to już, od dawna, wiedzą (prawie) wszyscy.

Mateusz Ponitka i Adam Waczyński – nieprzypadkowo razem, bo w obu ich przypadkach także można mówić o pewnym deja vu. Obaj zagrali przyzwoicie. Pokazali pojedyncze, bardzo dobre akcje (wejścia Ponitki, 2 trójki Waczyńskiego), zdarzyło im się też po kilka gorszych zagrań. Ale podobnie jak w wielu poprzednich meczach za kadencji Mike’a Taylora, trudno oprzeć się wrażeniu, że w kadrze, z jakichś powodów, nie pokazują tyle, ile w swoich, bardzo silnych przecież klubach. Pewnie trochę kwestia słabszego otoczenia i trochę braku odpowiedniej taktyki.

Przy okazji – Ponitka, w założeniu lider naszej kadry i wzorowy walczak, bez zbiórki w 31 minut? Przy „Wacy” widać poprawę gry w obronie, są przechwyty i przydatne odbicia, ale też zdarzają się straty i pudła zadziwiające w przypadku kogoś tak doświadczonego.

Kamil Łączyński – już przy okazji sparingów w Rosji pisaliśmy, że widać, jak bardzo wciąż poprawia rzut z dystansu i to samo pokazał we Włoszech, trafiając doskonałe trójki. Dobry mecz zawodnika Anwilu, który należycie wywiązał się z roli zmiennika na jedynce – miał 9 punktów w 12 minut, 2 zbiórki, 2 asysty i jeszcze parę podań, które mogli wykorzystać koledzy.




Aaron Cel – szokująco zły występ skrzydłowego Polskiego Cukru. Schowany, bez pewności siebie w ataku, jedynie pozbywający się piłki, odstający fizycznie od rywali. Tylko 2 oddane rzuty w 21 minut, cień samego siebie.

Krzysztof Sulima – fajna historia trwa nadal. Powołany awaryjnie podkoszowy, w debiucie nie spękał, zaliczył kilka udanych akcji (6 pkt., 3 zbiórki) i może mówić o pozytywnym występie. Był odważny, to miał i w nagrodę trochę szczęścia.

Obaj z – tradycyjnie walecznym – Adamem Hrycaniukiem zostawili serce na parkiecie, obaj jednak nie są oczywiście zawodnikami ofensywnymi, stwarzającymi bliżej obręczy realne zagrożenie dla obrony rywala. W decydujących momentach, przeciwnikom jest więc o wiele łatwiej ograniczyć poczynania naszych obwodowych.

W piątkowym meczu zwróciło też uwagę, że w II połowie przegraliśmy rywalizację o kluczowe zbiórki (w całym meczu 22:33). Przynajmniej kilka włoskich trójek wpadło z ponowień w ataku, których można było uniknąć.

Tomasz Gielo – pokazał kilka ładnych, mocnych akcji do kosza w pierwszej połowie, później trochę zniknął jak reszta drużyny. Jednak mimo trochę słabszej obrony, solidny zmiennik.

Michał Sokołowski i Karol Gruszecki, także podobna sytuacja dwóch graczy, którzy postawieni w (innej niż w klubie) roli dalekich rezerwowych z małymi minutami, z trudem się odnajdują. W tym meczu się nie odnaleźli.

Cała drużyna? Tym razem nie było zbyt wielu głosów z nieznośnym „jest dobrze, bo przecież zagraliśmy wyrównaną pierwszą połowę”. Wiadomo przecież, że taka jest specyfika koszykówki, iż gra się seriami. Powtórzył się niestety scenariusz z bardzo wielu wcześniejszych meczów o punkty – gdy w trakcie meczu przeciwnik intensyfikuje presję, gubimy się i nie potrafimy w odpowiedzi zaproponować czegoś nowego.

W spotkaniu z Włochami, identycznie jak w sparingu z Rosją, dodatkowo można było odnieść wrażenie, że z każdą kwartą opadamy z sił, jako zespół jesteśmy gorzej przygotowani kondycyjnie od rywala. W piątek dość długo naszą reprezentację – efektowną i skuteczną – oglądało się przyjemnie, ale na koniec wyszło tak jak zwykle.

Tomasz Sobiech

Oficjalne produkty reprezentacji Polski – tylko w Sklepie Koszykarza >>