Polska przegrała z Estonią – sama walka to mało

Polska przegrała z Estonią – sama walka to mało

Była walka do końca, ale w meczu generalnie zabrakło jakość. Polska przegrała na wyjeździe z Estonią 71:75 i zaczyna eliminacje do mistrzostw świata od bardzo złego bilansu 0-3.
Marcel Ponitka / fot. FIBA Europe

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

Zaczęliśmy optymistycznie, od serii zagrań pod Aleksandra Balcerowskiego. Nasz młody środkowy potrafił się odnaleźć i zdobył 7 punktów w pierwszej kwarcie. Poza jego grą tyłem do kosza brakowało nam jednak innych atutów w ataku.

Przed spotkaniem wiadomo było, że najmocniejszym atutem rywala jest rzut z dystansu. Nie potrafiliśmy ograniczyć Estończyków, do przerwy trafili bardzo dobre 8/17 (47% prób), wygrywali też rywalizację o zbiórki, oddając zwłaszcza za wiele ofensywnych. Polacy szokująco łatwo gubili się na przekazaniach w obronie, dopuszczają do licznych czystych pozycji rywala, no i tracili punkty z ponowień.

Kilka udanych, indywidualnych akcji w ataku zaliczył Jarosław Zyskowski, ale nasza gra cierpiała na braku graczy stwarzających przewagi. Po kiepskiej grze i 32 punktach straconych w 2. kwarcie, do przerwy przegrywaliśmy dość wyraźnie 36:47.

Po przerwie nie zmieniliśmy jakoś radykalnie taktyki, ale wreszcie trochę drgnęło. Serię trudnych, celnych trójek zaliczył Jakub Garbacz. Nasza obrona wygląda zauważalnie lepiej, gdy pod koszem mieliśmy Dominika Olejniczaka. Udało się odrobić połowę kilkunastopunktowej straty i po 30 minutach Estonia prowadziła tylko 60:54.

W czwartej kwarcie byliśmy naprawdę blisko, dzięki waleczności i zaangażowaniu w obronie. W połowie tej części, po piątej trójce Garbacza i wreszcie zespołowej akcji, wykończonej przez Balcerowskiego, przegrywaliśmy już tylko 61:63 i mecz stał się zupełnie otwarty. Także 2 oczka straty były na ok. minutę przed końcem, trafieniu z dystansu Michała Sokołowskiego.

W kluczowym posiadaniu meczu, ładna akcja po czasie Igora Milicicia dała nam punkty Balcerowskiego, ale Estończycy odpowiedzieli na 6.8 sekund przed końcem. Niestety, dość karkołomna trójka na zwycięstwo Garbacza nie wpadła do kosza. Następnej szansy już nie było.

Niestety, mimo zrywu w końcówce, przegraliśmy także trzeci z meczów eliminacyjnych. W poniedziałek rewanż z Estończykami w Lublinie.

Pełne statystyki z meczu TUTAJ >>

TS

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

NBA

Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
– Mam nadzieję, że Spurs okażą się klubem, który postawi na Jeremy’ego jako na zawodnika ataku. Że trenerzy przygotują dla niego sety, że będą w niego inwestować pod tym względem – mówi ekspert PolskiKosz.pl Radosław Hyży po wyborze reprezentanta Polski w drafcie przez zespół z San Antonio.
24 / 06 / 2022 20:26
Gregg Popovich, cień Tima Duncana, mistrzowskie banery i takież aspiracje – oto obraz San Antonio Spurs wyłaniający się z naszej wyobraźni, która chciałaby, aby Jeremy Sochan miał w NBA jak najlepiej. Niestety, prawda o tym klubie może się okazać nieco mniej kolorowa.
24 / 06 / 2022 15:51
Pięknie jest znów przeżywać wielkie koszykarskie emocje w wypełnionych po brzegi halach. W pojedynku Euroligi Zenit okazał się lepszy od Żalgirisu, ale zwycięzcami okazali się wszyscy uczestnicy imprezy organizowanej przez PolskiKosz.pl. Kowno nie zawodzi!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
Był gwiazdą NBA, zarobił gigantyczne pieniądze, ale nigdy nie zapomniał gdzie zaczął zrzucać zbędne kilogramy. Wczoraj po latach młodszy z braci Gasol ostatecznie spłacił dług wdzięczności. Jego – dosłownie i w przenośni – klub z Girony wrócił do hiszpańskiej ekstraklasy. Miasto długo nie mogło zasnąć.