Pożary w Filadeflii – czas na męską rozmowę

Pożary w Filadeflii – czas na męską rozmowę

Share on facebook
Share on twitter
W typowaniach byli wśród faworytów do tytułu, a tymczasem są dopiero na szóstym miejscu w Konferencji Wschodniej. Philadelphia 76ers w ostatnich tygodniach mocno zawodzą. Czy będą w stanie regularnie wygrywać bez dużych zmian personalnych w drużynie?
Ben Simmons i Jole Embiid / fot. wikimedia commons

Nowa oferta powitalna PZBUK – darmowy zakład 50 zł.! >>

Drużyna Bretta Browna jest naszpikowana gwiazdami. Ich pierwsza piątka wygląda wręcz przerażająco dla przeciwników. Jednak papier to jedno, a boisko, gdzie wszystko jest brutalnie weryfikowane, to odrębna sprawa.

Brak team spirit

Pierwszą kwestią, która rzuca mi się w oczy, jest słaba atmosfera w zespole. Od kilku tygodni dochodzą nas słuchy, że zawodnicy są niezadowoleni ze swoich ról i sposobu, w jaki są wykorzystywani przez trenera na boisku.

Joel Embiid ciągle narzeka na brak odpowiedniego spacingu i małą liczbę dogrywanych piłek na low post. Al Horford daje wyraźnie do zrozumienia, że nie po to zgadzał się na kontrakt w Filadelfii, żeby być kompletnie niewykorzystywanym zawodnikiem w ataku. Ben Simmons ma pretensje do kolegów o nieodpowiednie zaangażowanie podczas meczów, a Tobias Harris ma za złe, że oddaje zbyt mało rzutów z otwartych pozycji.

Ciężko jest budować mistrzowską drużynę, kiedy zawodnicy mają wyraźny problem z graniem w swoim towarzystwie. Praktycznie niemożliwe jest zdobycie tytułu, mając tyle problemów w szatni. Jasne, liderzy nie muszą się lubić poza boiskiem. Jednak, kiedy przychodzą mecze, to stają na wyżyny swoich umiejętności i wspólnie grają, by osiągnąć upragniony cel (np. Kobe i Shaq w latach 2000-2002).

Niestety, tutaj możemy zaobserwować mowę ciała, która wskazuje, że ten zespół ludzki ma wyraźny problem z grą dla drużyny. Ciągłe machanie rękami, przewracanie oczami, czy wymowne kręcenie głową po błędach kolegów lub gdy to nie „ja” oddaję rzut, jest toksyczne dla całej ekipy.

Nic się nie dzieje bez przyczyny, skąd, więc tak napięta atmosfera u 76ers?

Fatalny spacing

Słowo, które pojawia się praktycznie przy każdej dyskusji o „Szóstkach” – spacing.

Ten zespół został zbudowany w taki sposób, żeby niszczyć rywali defensywą, a nie kanonadą rzutów za trzy punkty. Fizyczność i sprawność graczy przy ich warunkach fizycznych miały, robić wrażenie na każdym przeciwniku.

Faktycznie bywają mecze, gdzie defensywa stoi na nieprawdopodobnym poziomie i ten pomysł działa. Zazwyczaj ma to miejsce, gdy 76ers mają „dzień konia” w rzutach z dystansu. Gra w ataku wtedy się klei i każdy jest zadowolony, więc przykłada się do obrony w dużo większym stopniu niż zazwyczaj. Z tego wynikało, chociażby imponujące zwycięstwo nad Bucks w Boże Narodzenie.

Takich meczów jest bardzo niewiele. Między innymi wynika to z braku odpowiedniej liczby strzelców w ekipie. Mimo wszystko, nawet w tym zestawie ludzkim, Sixers mogą grać efektywnie, jeśli poprawią kilka elementów, które polepszą spacing nawet bez snajperów dystansowych.

Po pierwsze, mądre ścięcia w odpowiednim momencie i tempie. Wiele jest sytuacji, gdy któryś z zawodników 76ers wygrywa 1 na 1 i ma otwartą drogę do kosza, a jego kolega nagle zbiega w pole trzech sekund. Zamiast zrobić tym ruchem przewagę, tylko niepotrzebnie ściąga za sobą kolejnego obrońcę pod kosz, utrudniając zadanie graczowi z piłką.

Podobnie sytuacja ma się podczas gry na low post. Często gracze bez piłki zbiegają, gdy np. Embiid zaczyna grać w stronę kosza i zamiast ułatwić mu zadanie, tylko zabierają mu pole do manewrów.

Kuriozalne są też akcje, gdy dwóch graczy prosi o piłkę na low post po tej samej stronie boiska. Przyznam szczerze, że jest to dość dziwny widok, niestety w drużynie Sixers pojawiający się praktycznie w każdym meczu!

Ostatnim elementem, który poprawiłby spacing jest agresja w ataku Bena Simmonsa. Jest on nadal zdecydowanie zbyt pasywny. Mając takie parametry, ma fatalną skuteczność we wjazdach pod kosz. Na 49 zawodników, którzy przynajmniej 10 razy na mecz atakują obręcz, zajmuje zaledwie 35. miejsce! Wyprzedzają go tacy gracze jak Ish Smith(!), Colin Sexton czy Tomas Satoransky.

Tu już nawet nie chodzi o jego paniczny strach przed oddawaniem rzutów z dalszej odległości. Samo nastawienie, aby w większym stopniu szukać akcji pod siebie, kończonych pod sama obręczą, bardzo ułatwiłoby grę jego kolegom. Obrona musiałaby reagować, bo inaczej dostawałaby wsad za wsadem.

Wciąż zbyt często popełnia on straty, bo ma w głowie tylko podanie. Obrońcy są na to przygotowani i nie odchodzą od swoich graczy do pomocy, wiedząc, że Simmons i tak nie odda rzutu. Uważam jego przemianę mentalną za klucz do dalszych, ewentualnych, sukcesów Filadelfii.

Zespół do rozbiórki?

Na ten moment zbyt wiele jest nieporozumień i niedomówień w obozie Sixers, aby liczyli się w walce o mistrzostwo. Brett Browna ma ciężkie zadanie, aby uszczęśliwić wszystkich swoich najlepszych graczy.

Uważam, że zawodnicy muszą odbyć męską rozmowę w szatni i wyrzucić z siebie wszystko, co im leży na sercu, a nie komunikować się ze sobą przez media. Od tego, czy uda im się oczyścić atmosferę i grać dla wspólnego dobra, zależy wynik w tym sezonie.

To, jaki mają potencjał, pokazują mecze z czołowymi zespołami NBA, gdzie oprócz wspominanych przeze mnie Bucks, rozprawili się z Nuggets, Raptors, Heat czy trzykrotnie z Celtics.

W tych spotkaniach ich poziom koncentracji był na zupełnie innym poziomie. Nie było takiej ilości głupich ścięć czy dziecinnych błędów w ataku. Intensywność w obronie była bardzo wysoka, przez co mogliśmy oglądać taką Filadelfię, jaką wszyscy spodziewali się podziwiać w każdym spotkaniu.

Także uważam, że ten zespół nawet bez wzmocnień stać na wielkie rzeczy. Muszą się po prostu ze sobą dogadać i nie wchodzić w drogę na boisku. Jeśli będą w stanie grać bez nonszalancji i na maksymalnym skupieniu w każdym spotkaniu, to mają szansę na awans do finałów NBA. Jednak, jeśli dalej będą tarcia wewnątrz zespołu, to sezon zakończy się totalną klapą i w lecie GM drużyny będzie musiał się poważnie zastanowić nad ewentualnym rozbiciem duetu Embiid/ Simmons.

Jakub Koelner

Blog Autora „Rzut kelnerski” znajdziesz TUTAJ >>

POLECANE

Shaquille O’Neal i Kobe Bryant w drodze do swojego pierwszego mistrzostwa z Lakers najwięcej problemów mieli nie w samych finałach NBA, ale rundę wcześniej. Portland Trail Blazers ze stanu 1-3 doprowadzili do meczu numer 7, w którym byli o krok od zaskakującego wyeliminowania ekipy z Los Angeles.

tagi

– Dużo jako zawodnik i człowiek (bo wtedy jeszcze nie myślałem, że będę trenerem) wyniosłem od Saso Filipovskiego – mówi Krzysztof Roszyk, asystent trenera w Treflu Sopot, były zawodnik klubów PLK i reprezentant Polski. Opowiada o swojej karierze i filozofii gry oraz podejściu do pracy trenerskiej.
6 / 04 / 2020 9:03

NBA

Shaquille O’Neal i Kobe Bryant w drodze do swojego pierwszego mistrzostwa z Lakers najwięcej problemów mieli nie w samych finałach NBA, ale rundę wcześniej. Portland Trail Blazers ze stanu 1-3 doprowadzili do meczu numer 7, w którym byli o krok od zaskakującego wyeliminowania ekipy z Los Angeles.
5 / 04 / 2020 12:54
Gośćmi Kamila Chanasa są dwaj reprezentanci Polski – Tomasz Gielo z hiszpańskiego Iberostaru Teneryfa oraz Łukasz Koszarek ze Stelmetu Enei BC Zielona Góra. Opowiadają o swoich sezonach, życiu w trakcie epidemii i dalszych planach koszykarskich.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Shaquille O’Neal i Kobe Bryant w drodze do swojego pierwszego mistrzostwa z Lakers najwięcej problemów mieli nie w samych finałach NBA, ale rundę wcześniej. Portland Trail Blazers ze stanu 1-3 doprowadzili do meczu numer 7, w którym byli o krok od zaskakującego wyeliminowania ekipy z Los Angeles.
5 / 04 / 2020 12:54
Phoenix Suns w sezonie 1992/93 awansowali do Finałów NBA, na ostatnim etapie play-offów na zachodzie pokonując Seattle SuperSonics. I choć do wyłonienia zwycięzcy koniecznych okazało się aż siedem spotkań, to tym kluczowym był niezwykle wyrównany mecz nr 5, w którym Charles Barkley zaliczył imponujące triple-double.
29 / 03 / 2020 10:17
Piotr Niedźwiedzki został wybrany przez trenerów najbardziej wartościowym zawodnikiem (MVP) pierwszej ligi sezonu 2019/2020. Szkoleniowcy docenili też pracę trenera Górnika Trans.eu Wałbrzych Łukasza Grudniewskiego. Największą niespodzianką in plus była postawa Elektrobud-Investment ZB Pruszków.
3 / 04 / 2020 20:04
Także w rosyjskich rozgrywkach postanowiono już nie odwlekać decyzji. Liga VTB zakończyła sezon, a biorący w niej udział Stelmet Enea BC zaliczył w tych rozgrywkach wyraźny postęp – zanotował 8 zwycięstw i 11 porażek i miał sporą szansę na awans do fazy playoff.
Coraz więcej sygnałów mówi o tym, że igrzyska olimpijskie Tokio 2020 zostaną przełożone w związku z panującą epidemią koronawirusa. Nie będzie więc raczej turnieju reprezentacji Polski 5×5 w Kownie oraz eliminacji zespołu 3×3. Realny staje się scenariusz, że najbliższe mecze koszykówki zobaczymy dopiero jesienią.
23 / 03 / 2020 12:34