• Home
  • PLK
  • Prezes Anwilu: To był pozytywny powrót do Europy

Prezes Anwilu: To był pozytywny powrót do Europy

Share on facebook
Share on twitter

– Niektóre kluby w Europie mogą się uczyć od polskich klubów. My, Arka, Polski Cukier czy Stelmet Enea to organizacyjny poziom europejski – mówi Arkadiusz Lewandowski, prezes Anwilu, podsumowując udział klubu z Włocławka w tegorocznej Lidze Mistrzów.

Anwil Włocławek / fot. A. Romański, plk.pl

Jordan Why Not Zer0.2 – doskonałe buty do gry w basket! >>

Grzegorz Szybieniecki: Anwil zakończył swój udział w Basketball Champions League z bilansem 4-10. Jak to 7. miejsce w grupie jest odbierane w klubie?

Arkadiusz Lewandowski: Kilka świetnych widowisk z mocnymi ekipami europejskimi, trzy mecze przegrane po walce w dogrywkach. Niestety również porażka z najsłabszym w grupie Ludwigsburgiem, która chyba troszkę jest niewytłumaczalna. Rosjanie i Hiszpanie byli poza naszym zasięgiem.

Zajęliśmy 7. miejsce, ale mogliśmy równie dobrze skończyć rozgrywki na 3. pozycji w tabeli. Więc z jednej strony byliśmy blisko czegoś absolutnie wyjątkowego, a z drugiej strony w ostatecznym rozrachunku czegoś nam zabrakło. Czego? Pewnie wszystkiego po trochu: doświadczenia, budżetu, szczęścia…

Jednocześnie jednak oceniam nasz powrót do Europy pozytywnie i chcę w tym miejscu serdecznie podziękować trenerom, zawodnikom, ale i wszystkim odpowiedzialnym za organizację naszej europejskiej przygody. Jestem dumny, że mam przyjemność pracować w takim gronie świetnych profesjonalistów.

Udział Anwilu w Lidze Mistrzów w tym sezonie to powrót do pucharów po 8 latach. Czy w przyszłym sezonie również planujecie grać w Europie?

Wszystko zależy od sytuacji w tabeli po zakończeniu sezonu i kształtu budżetu klubu. Wróćmy do tematu w czerwcu.

Zawodnicy i trenerzy zebrali cenne doświadczenia, a czego nauczyliście się jako klub o sprawach organizacyjnych i marketingu? Czy w Polsce jest wiele do nadrobienia w tej kwestii?

Nie postawiłbym tak pytania. Proszę mi wierzyć, że to niektóre kluby w Europie mogą się uczyć od polskich klubów. My, Arka, Polski Cukier czy Stelmet Enea to organizacyjny poziom europejski.

Oczywiście, że jak mówi powiedzenie: „podróże kształcą”, więc kontakt ze standardami innych klubów daje cenne doświadczenie, ale też inną optykę. Na przykład, jako jedyny klub w całej Grupie A, zapewniliśmy wszystkim naszym rywalom „team guide’a”, który od momentu przylotu do momentu odlotu pomagał rozwiązywać bieżące problemy. My podczas naszych wyjazdów nie mieliśmy takiego wsparcia, aczkolwiek nie chcę powiedzieć, że czegoś nam gdzieś zabrakło.




Bardzo często pojawia się pytanie – ile trzeba wydać na grę w pucharach. No właśnie, jak to jest, puchary to tylko obciążenie dla budżetu, czy jednak przynoszą jakieś korzyści finansowe?

Na rozgrywkach europejskich nie da się zarobić. FIBA co prawda dofinansowuje udział w rozgrywkach BCL, opłaca pracę sędziów, ale wciąż musimy pamiętać o sporych kosztach logistycznych. Mam na myśli koszty transportu, przelotów, hoteli, itd. W naszych realiach to kilkaset tysięcy złotych, a wsparcie z FIBA czy przychód z biletów to zaledwie część tej kwoty.

Pojawiły się informacje, że nie wyraziliście chęci gry w FIBA Europe Cup, gdybyście zajęli miejsca 5-6 w grupie. Dlaczego taka decyzja?

Założeniem był powrót do rozgrywek FIBA Basketball Champions League. Ewentualny udział w FIBA Europe Cup to kolejne dziesiątki tysięcy złotych kosztów wobec żadnych możliwości zarabiania pieniędzy. FIBA nie finansuje, ani nie dofinansowuje w żadnym wymiarze udziału klubów w tych rozgrywkach.

Ostatecznie jednak zajęliśmy miejsce, które nie premiowało nas do gry w ani w dalszej fazie BCL, ani w żadnym innym pucharze, więc nie ma tematu.

Z pewnością obserwuje Pan grę innych polskich klubów w pucharach europejskich. W którym rozgrywkach najchętniej widziałby Pan Anwil?

Anwil jako Mistrz Polski miał zagwarantowany udział w BCL. To bardzo dobrze zorganizowany, cały czas rozwijający się europejski puchar z mocnymi ekipami z całej Europy i jednocześnie dobre miejsce do budowania marki klubu.

W rozgrywkach Ligi Mistrzów nie obowiązywał przepis o dwóch Polakach na parkiecie. Tak to też powinno wyglądać na parkietach PLK? Pomysł o zmianie na formułę 7+5 lub 6+6 uważa Pan za dobry?

Aktualnie obowiązujący przepis jest zły i podkreślam to już od dawna przy każdej okazji. Trenerzy nie budują zespołu wedle swojej wizji, a wedle „dostępności” na rynku zawodników miejscowych. Podobnie jest z prowadzeniem meczów.

Już niewielka korekta obecnie obowiązującego przepisu na brak obowiązku gry dwoma „miejscowymi” da pożytek wszystkim. W Europie takie reguły należą do rzadkości.

Dokonaliście sporego przemeblowania w trakcie sezonu. Trudno było podjąć decyzję o tak wielu zmianach w składzie?

Każda zmiana, a zwłaszcza zmiana w trakcie rozgrywek, obarczona jest jakimś ryzykiem. Przed sezonem pewne opcje kadrowe były nie do rozwiązania i tu musimy nawiązać do odpowiedzi na poprzednie pytanie. Budując skład w kontekście konkretnych reguł narzuconych odgórnie, musieliśmy dokonywać trudnych wyborów.

Gdy w trakcie sezonu okazało się, że istnieje możliwość przemeblowania ekipy tak, jak przed sezonem zakładał trener Igor Milicić, uznaliśmy, że trzeba podjąć ryzyko. Czy da to dobre efekty? Na to pytanie odpowiadać będziemy sobie przez najbliższe miesiące.

Kibice zbiórką pieniędzy na Ivana Almeidę pomogli podjąć decyzję? Jak Pan się zapatruje na tę inicjatywę?

Decyzja o zawarciu kontraktu z Almeidą zapadła o wiele wcześniej niż podjęto inicjatywę zbiórki. Proszę pamiętać, że od momentu kontaktu z agentem do podpisania umowy mija zazwyczaj kilkanaście dni. Sama finalizacja negocjacji zbiegła się jednak z tą akcją i cóż, jest ona dowodem jak szalonych i zakochanych w koszykówce kibiców ma Anwil. Nie ma chyba wątpliwości, że jeśli gdzieś taka akcja miałaby prawo wypalić, to właśnie we Włocławku.

Ivan Almeida i Aleksander Czyż to gracze po ciężkich kontuzjach. Nie za duże ryzyko?

W klubie sportowym do każdej sytuacji można dopasować kontrargument. Zmieniamy coś w składzie, ktoś powie, że ryzykujemy. Nie zmieniamy to usłyszymy, że to minimalizm (śmiech).

Odpowiadając na pana pytanie… Dostrzegając potrzebę zmian w składzie, uznaliśmy, że bierzemy obu graczy „z dobrodziejstwem inwentarza”. Oczywiście, wiedzieliśmy o ich kontuzjach, rehabilitacjach. Ryzyko kontuzji jest jednak wpisane w sport: każdy z naszych zawodników może jutro doznać urazu, ale nie musi. Z czego wynika fakt, iż Walerij Lichodiej miał w tym sezonie aż pięć różnych urazów? Z przypadku. Z tego, że koszykówka to sport kontaktowy.

Stelmet sięgnął znów po Quintona Hosleya. Nie myśleliście o ponownym jego angażu?

W zasadzie by odpowiedzieć na to pytanie, wystarczy wrócić do mojej odpowiedzi na pytanie o przepis „o Polaku”.

Anwil w obecnym składzie dokończy sezon, czy należy oczekiwać jeszcze jakiś zmian?

Na dziś trenujemy i szykujemy się do meczów o Puchar Polski. I oby tylko zdrowie dopisało. To jest dla nas najważniejsza kwestia. Łącznie ze sparingami rozegraliśmy ponad 40 meczów w tym sezonie. Wie pan, w ilu z nich trener Milicić miał do dyspozycji cały skład? Odpowiem od razu: w żadnym. Poza Josipem Sobinem, Chasem Simonem i Michałem Michalakiem wszyscy pozostali koszykarze zmagali się na różnych etapach rozgrywek z różnymi kontuzjami.

Więc to jest dla nas najważniejsze: aby zdrowie dopisywało, bo wtedy zobaczymy pełny obraz gry zespołu. A co do zmian… Na ten moment mogę jedynie zdementować szaleńczą plotkę, jaka krąży po koszykarskim światku – Anwil nie rozmawia i nie miał w ostatnich tygodniach żadnych pomysłów by zakontraktować centra „skocznego i po szkole”.

Grzegorz Szybieniecki, @gszyb

Jordan Why Not Zer0.2 – doskonałe buty do gry w basket! >>