Prezes kontra Waczyński. A gdzie jest drużyna roku?

Prezes kontra Waczyński. A gdzie jest drużyna roku?

Share on facebook
Share on twitter
Chciałbym wydać oświadczenie. Jako wieloletni kibic i obserwator polskiej koszykówki oświadczam…, że nie wierzę w to, co przeczytałem w pierwszy wtorek lutego. Nie rozumiem także wszystkich zdarzeń, które do tego doprowadziły oraz tego, co stało się potem - pisze Michał Świderski.
Trener Mike Taylor i reprezentanci Polski / fot. A. Romański, plk.pl

Nowa oferta powitalna PZBUK – darmowy zakład 50 zł.! >>

„Zapewne wielu z Was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów”- Lord Farquaad, Shrek

1. A zaczęło się – o czym może nie wszyscy pamiętają – nie od oświadczenia Adama Waczyńskiego. Ono było tylko reakcją na trochę nieprzemyślane wyrażenie: „Adam Waczyński postanowił odpocząć” z komunikatu Biura Prasowego PZKosz. Te kilka słów wypowiedzianych przez trenera Mike’a Taylora miało wyprostować niekomfortową sytuację – zamiast tego wywołały jednak lawinę, która zmiotła całą dobrą atmosferę, jaka zdołała się wokół polskiej koszykówki wytworzyć. 

O ile nieobecność zawodnika Unicaja Malaga trzeba było jakoś wytłumaczyć, to zrobiono to w sposób mało wyrafinowany, praktycznie oskarżając go o brak gotowości do reprezentowania barw narodowych. Ktoś jednak treść tego komunikatu zatwierdził, myśląc zapewne, że nikt nie zwróci na taki szczegół uwagi, albo że sam zainteresowany nie będzie chciał robić zamieszania. Pogratulować wyobraźni.

Nie dziwię się Waczyńskiemu, że postanowił nie ograniczać się do załatwienia sprawy „po cichu”. W końcu musiał bronić swojego dobrego imienia przed kibicami koszykówki.

2. Zanim do całego wybuchu doszło, konflikt rodził się powoli, gdzieś poza świadomością sympatyków koszykówki. Można było wiele razy go zakończyć. Ale gdy ostatecznie szambo wybiło, w atmosferze wzajemnych oskarżeń i dyskusji o tym, kto jest bardziej winny, a kto krystaliczny, pojawiło się dużo, aż za dużo znaków zapytania. Trzeba przyznać, że sprawa jest bardzo pogmatwana – ale jedna sprawa uwiera mnie szczególnie.

Skoro Waczyński występował w lipcu zeszłego roku jako reprezentant wszystkich kadrowiczów, pytając się o sprawy organizacyjne, jak miejsce zgrupowania itd., to dlaczego teraz wszyscy milczą? (poza Łukaszem Koszarkiem, który sam jednak starał się wypaść bardzo dyplomatycznie).

Gdy Marcin Gortat i Maciej Lampe rzucają granatami w kierunku PZKosz, obecni kadrowicze nabrali wody w usta i nie zajęli nawet stanowiska (a może właśnie – poprzez milczenie – to zrobili). A przecież to w ich imieniu występował Waczyński jako kapitan. 

Rozumiem chęć skupienia się przed ważnymi meczami, ale coś tutaj brzydko się nie spina – od Drużyny Roku, która razem przeszła naprawdę wiele, można oczekiwać czegoś więcej niż kilku anonimowych wypowiedzi. A już na pewno nie tego, że na placu boju kapitana zostawią samego.

Jaka była waga omawianych spraw, czy warto było kłócić się o Wałbrzych (to w ogóle absurd, bo Waczyński jest ostatnim kadrowiczem, do którego pasowałoby mi słowo „kłótnia”, jednak prezes PZKosz Radosław Piesiewicz postanowił spróbować) lub kwestie poruszane w liście Związku Zawodowego Koszykarzy – nie mnie to oceniać. 

Pozwolę sobie za to ocenić, że sondowanie przez prezesa związku, czy ktoś z pozostałych kadrowiczów akurat nie miałby ochoty na przejęcie opaski kapitana (co miało być następstwem jego kłótni z Waczyńskim), było zwykłym świństwem.

3. Nie spodziewałem się, że od kapitana kadry odwróci się w tak ordynarny sposób jej trener. Mike Taylor, który dał się wcześniej poznać ze wspaniałego podejścia do swoich podopiecznych, w całym zamieszaniu najchętniej schowałby się do szafki w szatni i poczekał, aż sprawa sama się wyjaśni. Nie postarał się choćby o to, aby złagodzić konflikt, o którym wszyscy w kadrze przecież dobrze wiedzieli.

Nawet jeśli uwierzymy w jego autorytet i założymy, że samodzielnie pominął Waczyńskiego w powołaniach (wyczuwacie absurd tej sytuacji – pominął Waczyńskiego??), to ciężko zrozumieć, że tak łatwo rozstał się z żelaznym członkiem pierwszej piątki. 

Kuriozalne oświadczenie naszpikowane wpadkami, takimi jak  „Graliśmy już mecze bez kluczowych zawodników, a nasza drużyna zawsze sprostała wyzwaniu.” (końcowe zawsze najwidoczniej nie uwzględnia zapomnianej już najwyraźniej porażki w eliminacjach z Węgrami), zmazało całą wielkość, którą zbudował fantastycznymi przemowami na MŚ w Chinach. Shame on you.

4. Tak, przyznaję i oświadczam, że przyjmuję do wiadomości niejasną w całym zamieszaniu rolę Marcina Gortata – człowieka, którego dokonania są niepodważalne, ale który daje też sporo powodów, żeby, delikatnie mówiąc, go nie lubić (sam nie byłem fanem jego niektórych wypowiedzi czy zachowań). 

Ale jakimkolwiek wilkiem w owczej skórze i diabłem wcielonym byłby Marcin Gortat – z pełną świadomością oświadczam również, że nie było to warte wywoływania konfliktu z jednym  niewielu polskich koszykarzy, którzy udowodnili swoją wartość w europejskiej koszykówce, a co za tym idzie – usunięciem go z reprezentacji, która dopiero co dała nam tyle radości.

Być może nie wszystkie działania ZZK i Gortata są właściwe – to kwestia do odrębnej dyskusji. Ale czy za chęć pokazania „koszykarzom” (nawiązanie do ich loginu na Twitterze), kto tu rządzi, warto płacić tak dużą cenę i poświęcać tak klasowego zawodnika, jakim bez wątpienia jest Waczyński? Pytanie należy skierować do prezesa Piesiewicza i jego ego.

Michał Świderski, @miswid

.

POLECANE

tagi

NBA

Czas na podniebne ewolucje! Gościem podcastu Kamila Chanasa jest Piotr „Grabo” Grabowski, profesjonalny dunker, zwycięzca wielu konkursów wsadów do kosza.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Aż ciężko uwierzyć, że w Minnesocie do dziś nie uhonorowano Kevina Garnetta. Swojej koszulki pod dachem hali Orlando Magic wciąż nie może oglądać Shaquille O’Neal. Nikt też nie docenił w ten sposób kariery Gary’ego Paytona.
19 / 02 / 2020 10:27