Prezes Piesiewicz: Koszykówka nie tonie!

Share on facebook
Share on twitter

„Nie wierzę”, „słyszę”, „mam informację”… Radosław Piesiewicz, jednoczesny prezes PLK i PZKosz, kwestionuje wyniki badań oglądalności koszykówki w Polsacie i nazywa je niewiarygodnymi, nie podając na czym opiera swoje twierdzenia.

Radosław Piesiewicz, prezes PLK / fot. A. Romański, plk.pl

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>

– Widzę, że serwis fascynuje się liczbami na temat oglądalności i sugeruje, że koszykówka jest w fatalnym położeniu. Chciałbym to całkowicie zdementować. Koszykówka nie tonie, wszystko idzie ku dobremu – mówi prezes Radosław Piesiewicz, w charakterystycznym stylu, który części internautów kojarzy się z rządzącą obecnie partią, a innym z minionymi epokami.

Artykuł z wypowiedziami, kojarzonego z PiS, człowieka, który niedawno przejął pełnię władzy w polskiej koszykówce, ukazał się w serwisie „SportoweFakty”. Dotyczy naszego tekstu, w którym podaliśmy wyniki badań potwierdzające bardzo niskie zainteresowanie widzów transmisjami w Polsacie – zanotowano zaledwie ok. 10 tys. średniej oglądalności meczu świątecznego. Prezes Piesiewicz, nie przedstawiając żadnych argumentów, poza własnym przekonaniem, mówi, że badania są niewiarygodne, a oglądalności jego zdaniem wynoszą więcej.

Tymczasem dopóki nie ma poparcia w czymkolwiek, stwierdzenie „Mam informację, że magazyn ogląda 40 tysięcy” ma taką samą wartość, jak „mam informację, że w maju będzie świeciło słońce„, albo „telewidzów było bez kozery pińćset”.

Panie Prezesie! Pan wie; ja wiem, i w Polsacie też wiedzą, że oglądalność magazynu nie wynosi 40 tysięcy widzów…

Wątku odbiorników w Rzeszowie to już w ogóle nie ma co komentować – Internet pewnie będzie się z tego śmiał porównywalnie długo, jak niegdyś z Juventusu Turyn Marcin Widomskiego.

Wyniki (profesjonalnych!) badań podajemy regularnie, raz na kilka tygodni, od kilku lat. Pokazują one wyraźny trend – w każdym kolejnym sezonie telewizyjna oglądalność PLK spada. I dzieje się tak również, odkąd prezesem PLK rok temu został Radosław Piesiewicz – za jego kadencji wyniki też są coraz niższe i nie widać pomysłów na odwrócenie tej tendencji.

Kwestionując wiarygodność badań oglądalności, prezes Piesiewicz zalicza też efektownego samobója, zapominając najwyraźniej, że jeszcze niedawno PZKosz (tutaj>>) i PLK (nawet akurat też po meczu świątecznym, tutaj >>), czyli organizacje, którymi on sam teraz zarządza, chwaliły się tymi wynikami!

źródło: plk.pl

Czyli wtedy badanie było wiarygodne, bo były dobre dla nas? A teraz są do niczego, bo pokazują prawdę o zainteresowaniu PLK?

Prezes chwali współpracę z Polsatem sądząc najwyraźniej, że kibice nie widzą pogarszania jakości obrazu w wielu transmisjach, częstego obcinania wyjazdów komentatorów na mecze, braku wywiadów, itp. I myśli chyba, że ci kibice nie zauważyli, jak fatalnie wyglądał magazyn PLK, zanim o nim nie napisał głośnego tekstu PolskiKosz.pl

Oczywiście – badania Nielsen Audience Measurement mogą mieć niedokładności przy tak małych liczbach, jakie charakteryzują zainteresowanie ligową koszykówką. Ale niezależnie od dyskusji o metodologii (dyskusji, nie zaprzeczaniu w stylu Jacka Kurskiego…), powinniśmy pamiętać, że są JEDYNE NA RYNKU. To na nich pracują fachowcy – sponsorzy, marketingowcy i media plannerzy.

I to właśnie TE LICZBY otrzyma potencjalny reklamodawca Polsatu, gdy zapyta „a jak tam oglądalność PLK?”. I pozna je bez względu na to, co o wiarygodności Nielsena prywatnie uważa prezes PZKosz oraz bez względu na to, czy my opublikujemy je na łamach PolskiKosz.pl.

Znany z groteskowych wypowiedzi i zachowań, Radosław Piesiewicz, w swojej propagandowej aktywności regularnie w kontekście polskiej koszykówki, opowiada o opakowaniu i produkcie. Zapomina, że nie wystarczy bez końca mówić o opakowaniu, ale trzeba też coś do tego opakowania włożyć. Tymczasem odkąd wreszcie pojawili się przy baskecie jacyś sponsorzy, dostajemy jedynie zalew karykaturalnej propagandy i wrażenie przejadania wpływów. Tymczasem sam zawinięty w papierek materiał nadal nie jest zbyt szlachetny.

Tomasz Sobiech

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>