Przemysław Karnowski gra świetnie, ale co z szansami na NBA?

Share on facebook
Share on twitter

23-letni środkowy kończy w tym roku grę w NCAA, a finisz jego uczelnianej kariery zapowiada się na bardzo dobry. Jednak szanse „Big Mamby” na wybór w drafcie do NBA nie rosną tak, jak jego forma.

(fot. Andrzej Romański/PZKosz.pl)
Na powrót Karnowskiego czeka także reprezentacja (fot. A. Romański/PZKosz.pl)

PLK, NBA – znasz się na koszu, wygrywaj w zakładach! >> 

W sobotę Przemysław Karnowski rozegrał kolejne bardzo dobre spotkanie – rzucił 19 punktów (8/10 z gry), miał 5 zbiórek i aż 7 asyst z zwycięskim meczu Gonzagi z Pacific Tigers (81:61). Jego średnie z 14 meczów sezonu to 12,7 punktu, 6,3 zbiórki oraz 2,1 asysty.

W przeliczeniu na 40 minut gry „Big Mamba” ma 22,8 punktu, 11,3 zbiórki oraz 3,8 asysty. To najlepsze statystki w jego karierze w NCAA. Po poważnej kontuzji Polak na pewno przypomniał o sobie koszykarskiemu światu.

Tylko czy na tyle, by trafić do NBA?

Przewagi maleją

Karnowski jeszcze przed kontuzją nie był typowany do wyboru w kolejnych draftach i jeśli czasem w przewidywaniach był umieszczany, to pod koniec drugiej rundy, gdzieś na miejscach 50.-60. Teraz w tych zestawieniach się nie pojawia.

Możliwe, że to się zmieni, że pozycję Polaka poprawi np. udana końcówka sezonu i dobre występy Gonzagi w fazie pucharowej. Na razie jednak jego wybór w drafcie trudno sobie wyobrazić.

Przede wszystkim fizyczne atuty Karnowskiego, czyli przewaga wzrostu i masy ciała, na wyższym poziomie nie byłyby już tak widoczne jak w NCAA, gdzie Polak jest w tej chwili jednym z najbardziej doświadczonych graczy, a słabsi i młodsi rywale nie potrafią mu dorównać. W NBA pod koszem grają już głównie wyselekcjonowani i wyżyłowani siłacze, a intensywność gry jest nieporównywalnie wyższa.

W NCAA, z racji tej przewagi fizycznej, Karnowskiemu łatwiej eksponować swoje atuty ofensywne – płynną, techniczną grę, piwoty, zwody lub półhaki oraz, co u niego szczególnie widoczne, zmysł do podań. „Big Mamba” często jest podwajany, przez co może wykorzystywać swój świetny przegląd pola i popisywać się efektownymi asystami. Trudno się jednak spodziewać, że Karnowskiego trzeba byłoby podwajać na poziomie NBA.

TOP 100 polskich koszykarzy – kto na podium?

Gdzie można się rozwinąć?

Generalnie też – niezależnie od wielkiego wysiłku, który koszykarz włożył w rehabilitację po poważnej kontuzji kręgosłupa – pod względem fizycznym reprezentant Polski odstaje od standardów NBA. Mimo większej siły i ewidentnie mniejszej tkanki tłuszczowej niż przed wyjazdem z kraju, Karnowskiemu wciąż jest typem misiowatego środkowego, a nie skocznej i szybkiej bestii.

Polaka można też określić mianem „środkowego starego typu”, który najlepiej czuje się upychając w polu trzech sekund w oczekiwaniu na piłkę i reagowaniu na ruchy obrony po tym, jak ją dostaje. Nowocześni środkowi grają też jednak przodem do kosza, a nawet coraz częściej rzucają za trzy, czego „Big Mamba” praktycznie nie próbuje. W sześciu sezonach w seniorskiej koszykówce, w 178 meczach o punkty, ma 2/19 z dystansu. Inaczej też niż np. Marcin Gortat, nie otwiera się po zasłonach do rzutu z półdystansu, raczej tylko ścina pod kosz.

Na dodatek Karnowski w tym roku skończy już 24 lata i w porównaniu do czasem wyraźnie młodszych kontrkandydatów do draftu, ma mniejszy potencjał do rozwoju. Nie jest młodym stażem świeżakiem w stylu Nikoli Jokicia – to już gracz doświadczony, z nawykami i przyzwyczajeniami.

Wraca też, niestety, kwestia kontuzji. Pomimo tego, że koszykarz jest w 100 proc. zdrowy, a w jego grze nie widać obecnie żadnych dolegliwości, to wiadomo, że szefowie klubów NBA badają kandydatów do draftu pod każdym względem, a poważne kontuzje z przeszłości to jednak argument przeciw niż za.

Są także atuty!

Jednak są też argumenty za Karnowskim. Niezależnie od powyższych wątpliwości – to jest po prostu dobry koszykarz, który rozumie grę, odczytuje reakcje obrony, ma wielkie ciało, które potrafi wykorzystać w obronie, co przecież pokazywał już na poziomie EuroBasketu. W NCAA sprawdza się w roli gracza dominującego nad rywalami słabszymi fizycznie, w reprezentacji był bardzo dobrym zmiennikiem Marcina Gortata w meczach z Francją czy Hiszpanią.

Na dodatek Gonzaga, która w tej chwili ma bilans 14-0, co niewątpliwie kieruje w stronę drużyny i jej najlepszych graczy oczy skautów, w poprzednich sezonach wypuściła do NBA kilku podkoszowych – Roberta Sacre’a, Kelly’ego Olynyka czy Domantasa Sabonisa. To dobra szkoła, która uczy podstaw i rozumienia koszykówki, wyszkolonych przez Marka Few graczy po prostu się ceni.

W drodze do NBA bardzo ważny jest także obrotny agent z darem przekonywania i negocjowania. Karnowski, jako student, jeszcze go nie ma, ale jeśli uda mu się dobrze trafić, to jego szanse na draft mogą wzrosnąć. Na pewno nie na pierwszą rundę draftu, ale dlaczego nie na drugą? Często przecież bywa tak, że w dalszych wyborach kluby NBA pozwalają sobie na ryzyko, wybierają wysokich graczy.

Ale nawet, jeśli się nie uda i Karnowski nie zostanie wybrany w drafcie, to przecież nic straconego. Są ligi letnie, jest wiele możliwości gry w Europie. „Big Mamba” ma przed sobą szansę na wiele lat gry na dobrym poziomie. Oby także w NBA.

Łukasz Cegliński

Gwiazdy NBA grają w takich butach >>

POLECANE

Po ostatniej fali zwolnień, odejść i zawieszeń w składzie BM Slam Stali zostało 5 graczy na poziomie ekstraklasy. Już jutro, w sobotę, ostrowianie zagrają w Dąbrowie Górniczej. Debiut Łukasza Majewskiego w roli trenera zapowiada się więc dość egzotycznie.