Przemysław Kuźkow – liczy się chłodna głowa

Przemysław Kuźkow – liczy się chłodna głowa

Share on facebook
Share on twitter
O wartości pracy z trenerem Jackiem Gembalem, przejściu na profesjonalny poziom, debiutanckim sezonie w Warszawie, elementach gry do poprawienia – w rozmowie z oficjalną stroną klubu opowiada Przemysław Kuźkow, 21-letni rzucający Legii.
Przemysław Kuźkow / fot. M. Bodziachowski, legiakosz.com

SportsMedic – nowy wymiar prywatnej opieki medycznej we Wrocławiu >>

Obszerny wywiad z utalentowanym strzelcem ukazał się na stronie Legii Warszawa (całość TUTAJ >>). Poniżej prezentujemy jego fragmenty:

Czy podpisując kontrakt z Legią spodziewałeś się, że będziesz pełnoprawnym zawodnikiem pierwszego zespołu, czy myślałeś raczej, że początkowo więcej będziesz występował w drugoligowych rezerwach?
Przemysław Kuźkow: Na pewno miałem nadzieję, że przyjdzie mi grać, trener mi zaufa w pewnym momencie, wiedziałem, że będę musiał bardzo mocno walczyć o to i będzie ciężko o minuty. Jak się okazało, kontuzje kolegów z drużyny w pewien sposób mi pomogły. Można powiedzieć, że to takie szczęście w nieszczęściu. Myślę, że pracowałem wystarczająco ciężko, aby na swoje minuty zapracować.

Z seniorami zacząłeś grać bardzo wcześnie, bo występowałeś w Nadarzynie zarówno na poziomie drugiej, jak i trzeciej ligi. W momencie debiutu miałeś chyba 16 lat?
– Kiedy zaczynałem grać w III lidze, miałem 16-17 lat. Wtedy też poczułem różnicę w warunkach fizycznych, jaka jest pomiędzy rozgrywkami młodzieżowymi a seniorskimi. Starałem się jednak szybkością i cwaniactwem nadrabiać, i dzięki temu również, odnalazłem się w tych rozgrywkach.

Jakim trenerem dla młodzieży z Nadarzyna był Jacek Gembal – niezwykle doświadczony szkoleniowiec.
– Trener Jacek zawsze wierzy w młodzież. Opowiadał nam historie z klubów, które prowadził i zawsze powtarzał nam, że zawsze starał się stawiać na młodzież, bo to ona jest przyszłością narodu i trzeba w nią inwestować. Starał się, abyśmy byli jak najlepiej wyszkoleni technicznie – dużo było na jego treningach techniki, rzutów, kozłowania. Powtarzał nam, że najważniejsze jest, aby każdy z nas indywidualnie był na tyle dobry, aby znaleźć się kiedyś w reprezentacji Polski. Nie chodziło mu tylko o to, abyśmy odnosili sukcesy drużynowe w tamtym momencie. Jak powtarzał, to drugie nie było dla niego najważniejsze, bo on już sukcesy drużynowe osiągał. Dla niego najważniejsze było, aby każdy z nas, każdego dnia, stawał się coraz lepszy.

Konsultowałeś z trenerem Gembalem ofertę, jaką otrzymałeś z Legii?
– Tak, a dokładniej już pierwszą ofertę, którą dostałem w połowie wcześniejszego sezonu (2018/19). Dyskutowałem z trenerem, jakby to było, gdybym odszedł do Legii. Trener Jacek namawiał mnie do tego, mówił, że to odpowiedni czas, abym poszedł wyżej, podkreślał, że jestem na to gotowy. Wiedział, że kiedy trafię do klubu z ekstraklasy, będę szedł do przodu. Zawsze też powtarzał, że będę miał jego wsparcie i w każdej chwili mogę zwrócić się o jakieś porady.

Dlaczego ostatecznie w tamtym momencie nie trafiłeś jeszcze do Legii?
– Zdecydowało przede wszystkim to, że chciałem być w porządku wobec chłopaków, z którymi grałem przez 6-7 lat. Przed drużyną były wtedy Mistrzostwa Polski U-20, a także walka o utrzymanie w drugiej lidze. Chciałem pomóc w tym celu, aby młodzież z Pruszkowa i okolic, miała możliwość grania na tym poziomie. Niestety tego celu nie udało się spełnić, ale swoją decyzję w tamtym momencie uważam za słuszną. W Mistrzostwach Polski U-20 poradziliśmy sobie bardzo dobrze, byliśmy czarnym koniem turnieju finałowego. Doszliśmy bardzo daleko, biorąc pod uwagę nasze możliwości oraz fakt, że graliśmy młodszym rocznikiem.

Jak przyjęła Cię drużyna, w której dominowali jednak zawodnicy nieco starsi od Ciebie?
– Od wszystkich starszych zawodników dostałem mnóstwo rad. Bardzo dobrze zostałem przyjęty. Kiedy popełniałem jakieś błędy na boisku, starali mi się wszystko na spokojnie wytłumaczyć. Wiele rad dawali mi Adam Linowski, Filip Matczak, czy nasz kapitan, Sebastian Kowalczyk. Podobnie Patryk Nowerski. Wszyscy starali się mnie spokojnie wprowadzać, abym nie stresował się za bardzo, i spokojnie wdrożył się w ten świat profesjonalnej koszykówki. Z czasem złapaliśmy bardzo dobry kontakt. Niestety nie przełożyło się to na wyniki drużyny, ale wydaje mi się, że w dużej mierze było to spowodowane dużą liczbą kontuzji w drużynie. Wydaje mi się, że mimo to, atmosfera w szatni była bardzo dobra.

Trenerzy mówili, że Twoja chłodna głowa to olbrzymi atut. Wychodziłeś na parkiet i bez zawahania oddawałeś ważne rzuty.
– W tym bardzo duża zasługa trenera Jacka Gembala. Pozwalał mi na taką swobodę podczas drugoligowych meczów. Tam często wszystko leżało w moich rękach, w decydujących akcjach, to ja dostawałem za każdym razem piłkę. Dzięki temu przyzwyczaiłem się do tego, oswoiłem z taką rolą. To na pewno miało wpływ na moją „chłodną głowę”, i przeniosłem to także na wyższy poziom rozgrywkowy.

Mówiliśmy już o chłodnej głowie, do tego dobrze ułożona ręka – to dwie ważne rzeczy dla strzelca. Do poprawy chyba przede wszystkim pozostaje gra w obronie? Pracujesz więcej nad tym elementem?
– Teraz, kiedy wiadomo już, że sezon został zawieszony, na pewno będę zdecydowanie więcej ćwiczył na siłowni. Będę pracował nad tym, aby wzmocnić się fizycznie. Nie da się ukryć, że pod tym względem najbardziej odstawałem w ekstraklasie. Czasami nie mogłem sobie poradzić z mocniejszymi fizycznie zawodnikami.

Mogłeś liczyć na indywidualne podejście do zajęć siłowych u Adama Blechmana? Nadrabianie zaległości to jedno, ale trzeba na pewno uważać, żeby nie przesadzić, bo to może prowadzić do przeciążeń i kontuzji.
– Trener Adam zawsze pomagał mi w doborze ćwiczeń i obciążeń. Mogłem zwracać się z każdym pytaniem, a on sam również kontrolował jak trenuję i pilnował, aby nie doszło do przeciążeń. Pełen profesjonalizm. Myślę, że odpowiednio dobierzemy dla mnie ćwiczenia na najbliższe miesiące, tak bym był jeszcze bardziej gotowy do rywalizacji w ekstraklasie w kolejnym sezonie.

Dużo przybrałeś masy od początku sezonu?
– Miałem umowę z trenerem Spasevem, że miałem do grudnia zeszłego roku przybrać cztery kilogramy. Udało się to zrobić, obecnie ważę 80 kilogramów. Tak więc przybrałem tyle, ile trzeba było.

Kilka razy dostałeś możliwość zagrania w ekstraklasie po dobrych kilkanaście minut. Spodziewałeś się po tych pierwszych występach, że tych minut uda się uzbierać tak dużo, szczególnie biorąc pod uwagę przeskok o dwie klasy rozgrywkowe?
– Byłem zaskoczony, nie ma co ukrywać. Ale też, tak jak wspomniałem, miałem wiele szczęścia w nieszczęściu innych. Trafiłem na trenera, który ufał mi bardzo, bo to Tane Spasev na mnie postawił. Trener Spasev cały czas powtarzał mi na treningach, że we mnie wierzy. Pchał mnie do przodu z każdym spotkaniem. Dzięki temu czułem się coraz pewniej, i jestem tu, gdzie jestem.

Niektórzy zawodnicy przez całą karierę nie mają okazji zagrać w europejskich pucharach. Ty już w debiutanckim sezonie na poziomie ekstraklasy, zagrałeś w Europie. Oprócz dodatkowego zmęczenia ze względu na podróże, to zapewniło niezapomniane chwile?
– To na pewno niezapomniane chwile. Dzięki temu poznałem też nieco inną koszykówkę, to bardzo fajne doświadczenie rywalizować z drużynami z innych krajów. Te mecze na pewno zapadną w mojej pamięci, ale też chciałbym powtórzyć to w najbliższych latach.

Można powiedzieć, że w efektowny sposób przywitałeś się z Europą. W meczu z Katają na Torwarze zdobyłeś 12 punktów, a Legia wygrała ten mecz bardzo efektownie (86:55).
– Ten wieczór był niezapomniany… Torwar to ogromny obiekt, było sporo kibiców, Żyleta prowadziła doping – to naprawdę były niezapomniane chwile.

Pewnie na trybunach pojawiło się też sporo Twoich znajomych.
– Tak było, zaprosiłem kogo się tylko dało. Hala duża, nie brakowało miejsc, więc było o tyle łatwiej. Było mnóstwo znajomych, zaprosiłem też całą rodzinę, która wspierała mnie. Ten występ przy tak licznej publiczności, tych 12 punktów w tym występie, bardzo dużo dla mnie znaczyło.

Tane Spasev wierzył w Ciebie cały czas, ale i u trenera Kamińskiego dostałeś 12 minut w drugim meczu pod jego wodzą w Szczecinie. Wydaje się, że także nowy szkoleniowiec widzi w Tobie niemały potencjał.
– Myślę, że trener Kamiński widzi co potrafię. Wydaje mi się, że początkowo trzymał mnie trochę na dystans, ze względu na moją grę w obronie. Ale przez wakacje moje warunki na pewno poprawią się, będę nad tym ciężko pracował. Mam nadzieję, że trenerowi Kamińskiemu spodoba się efekt pracy, którą wykonam przed nowym sezonem.

Dzięki obcokrajowcom w drużynie oraz trenerowi Spasevowi, miałeś okazję więcej korzystać ze znajomości języka angielskiego i poćwiczyć go trochę w praktyce.
– Na pewno zrobiłem postęp w tym aspekcie. Na początku nie mogłem przełamać bariery językowej, ale z czasem się udało. Teraz czuję znacznie bardziej pewny siebie, jeśli chodzi o rozmowy po angielsku. To na pewno kolejna rzecz, którą zyskałem w tym sezonie.

Dużo było różnic w podejściu do treningów pomiędzy klubem z Nadarzyna i w Legii? Trener Spasev wymagał pewnych rzeczy, do których pewnie w drugiej lidze nikt nie przykładał uwagi.
– Nie da się ukryć, że Tane Spasev lubił mieć wszystko poukładane. Ciesze się, że miałem okazję zobaczyć, jak wyglądają treningi na najwyższym poziomie, również pod względem organizacyjnym. Na pewno dzięki temu mogłem zmienić swoje podejście na bardziej profesjonalne. Można powiedzieć, że tego profesjonalizmu nauczyłem się właśnie u trenera Spaseva.

źródło: Marcin Bodziachowski, Legia Warszawa

.

POLECANE

tagi

NBA

Od tygodni spekulowano, że Russell Westbrook pożegna się z Houston Rockets przed startem sezonu. Tak się ostatecznie stało, gdy Westbrook został wytransferowany do Waszyngtonu. Jak się okazuje, był to ruch zgodny z preferencjami Jamesa Hardena, który wobec tego ma zacząć sezon w koszulce “Rakiet”.
4 / 12 / 2020 10:35
W najnowszym odcinku podcastu gościem Kamila Chanasa jest Sitek, wrocławski raper. Rozmowa o koszykówce, stylu życia i muzyce – nie brak mocnych tekstów i dobrego humoru!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
„To największa niespodzianka od…wczoraj” – tak FIBA Europe zatytułowała na twitterze informację o wygranej 92:90 Szwajcarii z Serbią, dzień po chyba jeszcze bardziej sensacyjnym triumfie Danii nad Litwą. Bohaterami zostali bracia Marko i Dusan Mladjan, nie tylko skuteczni przez cały mecz, ale też autorzy decydującej o zwycięstwie akcji.
29 / 11 / 2020 10:30
Są niespodzianki i są sensacje. Ta druga wydarzyła się w piątkowy wieczór, gdy w meczu eliminacji do EuroBasketu 2022 reprezentacja Danii pokonała Litwę 80:76. Bohaterem spotkania był koszykarz Zastalu Zielona Góra Gabriel „Iffe” Lundberg, autor 28 punktów i autor decydującej o zwycięstwie akcji w końcówce.
– Jestem zaszczycony, że znalazłem się tutaj i będę reprezentował reprezentację Republiki Zielonego Przylądka – napisał na twitterze w środę Ivan Almeida. Gwiazdor Anwilu Włocławek nie rzucał słów na wiatr i w piątkowy wieczór poprowadził do zwycięstwa 80:73 swoją reprezentację w starciu z Marokiem.