Przygotowania kadry – gdzie plusy, gdzie minusy?

Share on facebook
Share on twitter
Reprezentacja Polski (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)
Reprezentacja Polski (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)

Już w środę, 31 sierpnia, pierwszy mecz eliminacji z Portugalią. Jakie dobre i złe wiadomości płyną z miesiąca przygotowań i 10 sparingów reprezentacji Polski, prowadzonej przez Mike’a Tayora?

Na plus:

1. Powrót Macieja Lampego

Pisaliśmy o tym w osobnym tekście – gdyby nie 31-letni środkowy, to nasz atak praktycznie by nie istniał, jeśli chodzi o punkty spod kosza. Lampe nawet w nierównej formie, którą prezentował w sparingach, daje drużynie bardzo dużo, obrona rywala musi ustawiać się z myślą o nim, co daje więcej miejsca obwodowym. Po trzech latach przerwy od gry w reprezentacji, Lampe wrócił zdeterminowany i skoncentrowany na tym, by zespół wygrywał, poza skutecznością, która siadła w ostatnich meczach, nie można mieć zastrzeżeń. Wybitnym obrońcą nigdy nie był, więc nie oczekujmy cudów pod własnym koszem. Po prostu cieszmy się, że jest.

2. Wejście Tomasza Gielo

Chyba nikt nie liczył, że może dać reprezentacji aż tyle – zagrał we wszystkich sparingach, był piątym strzelcem kadry (7,2 punktu na mecz), świetnie rzucał z dystansu (14/20, czyli 70%!). Do tego wniósł do drużyny, do gry sporo werwy, tak jakby udane ostatnie tygodnie (występy w Lidze Letniej, kontrakt z Joventutem Badalona) dodawały mu skrzydeł. Gielo nie jest jeszcze klasyczną tzw. stretch four, ale urozmaica ofensywną grę drużyny – czasem próbuje wejść na prawą rękę, umie po nich trafić do kosza. Austrii rzucił aż 17 punktów.

3. Pozytywny akcent na koniec

Mecz z Gruzją nie był wielkim widowiskiem, ale Polacy wygrali go pewnie – 80:71, dzięki czemu przygotowania zakończyli w dobrych humorach. Przełamał się Adam Waczyński (4/5 za 3), sporo punktów rzucił Mateusz Ponitka, w końcówce trafił nawet nieskuteczny wcześniej Maciej Lampe. Było trochę płynnej gry w ataku, kontynuacji akcji, ekstra passów, zadowolenia na twarzach. Gruzja w tym meczu się posypała, ale to jej problem – Biało-Czerwonym chodziło o to, by podbudować siebie, a także kibiców w Hali Mistrzów, przed pierwszym meczem z Portugalią i to się udało. Złe myśli po serii czterech porażek zostały choć trochę przegonione.

Na minus

1. Wciąż dziura na czwórce

Nawet mimo wspomnianych występów Gielo, wciąż nie mamy pewnego gracza na czwórce. Mike Taylor wypróbował na tej pozycji każdego z podkoszowych, a nawet eksperymentował z Adamem Waczyńskim. Trudno powiedzieć, co działa najlepiej, w każdym ustawieniu są mankamenty – Gielo i Szymon Szewczyk trafiają z dystansu, ale gorzej wychodzi im gra w obronie. Aleksander Czyż czasem wnosi dużo werwy w polu trzech sekund, ale jest nieregularny, jego żywioł nie zawsze idzie w parze z taktyką drużyny. Dlatego najbezpieczniejsze ustawienie to Adam Hrycaniuk na piątce i Lampe na czwórce – tylko że ten drugi od lat gra praktycznie tylko jako środkowy.

2. Ułomne mecze

Polacy nie zagrali żadnego kompletnego meczu – wychodziły im pojedyncze kwarty czy połowy, ale zwykle nagle siadały obrona lub atak i to na różne sposoby. Czasem brakowało tylko skuteczności, czasem – wszystkiego, z organizacją gry na czele. W obronie były kłopoty i z grą jeden na jednego, i z zastawieniem w walce o zbiórki, i z powrotem po stratach lub niecelnych rzutach. We Włocławku w pierwszym meczu z Belgią Polacy zagrali fatalnie w ataku, w drugim spotkaniu na zbyt wiele pozwolili osłabionej w drugiej połowie Gruzji. Czekamy wreszcie na cały porządny mecz kadry – najlepiej już z Portugalią.

3. Kłopot ze Slaughterem

Także już o tym pisaliśmy – Amerykanin, który przyjechał na zgrupowanie kilka dni po jego rozpoczęciu, nie jest w optymalnej formie fizycznej i nie przekonuje jako rozgrywający, gdzie najczęściej wystawia go Mike Taylor. Wszystko robi poprawnie, ale nie ma błysku, zmysłu na rozegraniu, nie imponuje rozegraniem i asystami. Ma też bardzo słabą skuteczność, bo rzuca z pozycji, które wypracowuje sobie sam, drużyna nie pracuje na niego zasłonami. Slaughter nieźle broni, ale nie jest graczem, który robi różnicę. Jest w słabszej formie niż na EuroBaskecie, a od naturalizowanego gracza powinniśmy wymagać więcej.