Radosław Piesiewicz: Chcę połączyć stanowiska

Share on facebook
Share on twitter

Już w poniedziałek, 26 listopada, poznamy nowego prezesa Polskiego Związku Koszykówki. Obu rywalizującym o tę funkcję kandydatom – Jackowi Jakubowskiemu i Radosławowi Piesiewiczowi zadaliśmy podobne zestawy pytań, dotyczące kwestii, które najbardziej interesują kibiców.

Radosław Piesiewicz, prezes PLK / fot. A. Romański, plk.pl

Oficjalne produkty reprezentacji Polski – tylko w Sklepie Koszykarza >>

Rozmowę z drugim kandydatem, Jackiem Jakubowskim, znajdziesz TUTAJ >>

PolskiKosz.pl: Czy zrealizował już Pan wszystkie swoje zamierzenia w PLK, że postanowił teraz szefować PZKosz?

Radosław Piesiewicz, prezes PLK: Nie oceniałbym tego z perspektywy zrealizowania zamierzeń, tylko z perspektywy dalszych działań. PLK jest ściśle powiązana z PZKosz, więc nawet jeśli objąłbym tę funkcję, cały czas mógłbym realizować swoje zamierzenia.

W Polskiej Lidze Koszykówki S.A. była do wykonania ciężka praca, której się podjąłem i wiele rzeczy udało się z założeń zrealizować, lecz jak to w lidze zawodowej, cały czas jest coś do robienia. Umowy sponsorskie nie są wieczne, trzeba cały czas o nie zabiegać a później je pielęgnować, pilnować i z pełną rzetelnością wykonywać zapisy.

Czy chce Pan łączyć funkcje prezesów ligi i związku? Jeśli nie, to kto Pana zdaniem będzie najlepszym kandydatem na prezesa PLK?

Tak, chce łączyć te stanowiska, ponieważ trzeba pamiętać ze Zarząd PZKosz to 11 osób, które chcę, by pracowały dla dobra naszej dyscypliny i brały odpowiedzialność za przydzielone im zadania. Poza tym mój kontrkandydat Jacek Jakubowski łączył stanowiska prezesa PLK i sekretarza generalnego PZKosz i nie było z tym większego problemu.

Jak ocenia Pan prezesurę Grzegorza Bachańskiego? Co się udało, a czego nie udało zrobić przez poprzednie kadencje?

Prezesurę Grzegorza Bachańskiego oceniam bardzo pozytywnie. Współpracuję z nim od momentu wyboru na stanowisko Prezesa PLK i wiem, że potrafi zbudować świetny zespół i atmosferę pracy. Wiem też, z jakimi problemami musiał się zmierzyć zaczynając swoją prezesurę i gdzie związek jest w chwili obecnej. Fakty mówią same za siebie – zaczynał od budżetu na poziomie 10 mln zł. i dużego zadłużenia, a dziś federacja dochodzi do 28 mln. i ma świetne relacje z partnerami biznesowymi. Ponadto prowadzi wiele profesjonalnych projektów szkoleniowych, na czele ze świetnie zorganizowanymi reprezentacjami narodowymi.

Widzę wiele możliwości poprawy funkcjonowania struktur PZKosz. Gdybyśmy byli idealni we wszystkim co robimy to my, a nie Amerykanie zdobylibyśmy złote krążki z ostatnich kilku imprez na poziomie IO i MŚ… (śmiech). W pierwszej kolejności zamierzam się skupić na tematach bezpośrednio związanych z PR i wielopłaszczyznową komunikacją.

Liga – jaka konkretnie liczba drużyn jest Pana zdaniem optymalna dla obecnej PLK i dlaczego?

Do określenia optymalnej liczby drużyn należy przeanalizować obecny stan, a następnie zaprosić do rozmów same kluby.

Zbyt duża ilość powoduje rozproszenie zainteresowania, zbyt mała z kolei hermetyczność, czego nie chcemy. Liga zawodowa powinna dostarczać emocji, być produktem godnym zainteresowania, ale stworzenie jej formy powinno być wynikiem konsultacji z tymi, którzy ja tworzą, czyli z klubami. Zbyt duża ilość drużyn spowoduje spadek jej jakości, a zbyt mała będzie ograniczać. Dlatego tak ważny jest dialog i wzajemne zrozumienie.

Czy przepis o 2 Polakach na boisku powinien zostać utrzymany? A jeśli zmieniony, to w którym kierunku?

Trzeba się zastanowić nad rozwiązaniem systemowym, żeby kluby nie tyle przymuszać do gry Polakami, a nakłaniać do tego, by wychowywali młodych adeptów koszykówki i grali oni na parkietach Energa Basket Ligi. Może lepszym przepisem będzie formuła 5/7, to znaczy siedmiu Polaków w 12 meczowej, co pozwoli na większe możliwości trenerów w rotacji, ale tę decyzję podejmie cały nowy 11 osobowy skład zarządu PZKosz.

Transmisje PLK w Polsacie – nadal spadają średnie oglądalności, a Polsat pokazuje, że traktuje koszykówkę po macoszemu, np. obniżając jakość przekazu czy ograniczając wyjazdy dziennikarzy. Jak ocenia Pan realizację umowy PLK z Polsatem i czy zamierza podjąć jakieś kroki w tej sprawie?

Tu powinna zadziałać prosta matematyka. Kiedyś transmisje były rzadko, a mamy naprawdę zaangażowanych i wiernych kibiców, którzy czekają na te wydarzenia. Im więcej transmisji, tym bardziej statystyki się dzielą. Przy tak wielu transmisjach w miesiącu nie da się osiągnąć wszędzie tego samego poziomu, bo przy każdej realizacji potrzebny jest sztab ludzi, dlatego ocenianie powinno zacząć się przede wszystkim do tego, co trzeba zrobić, żeby kibic mógł otrzymać produkt, jakim jest transmisja. Kiedyś była 1 transmisja w tygodniu co dawało 4 w miesiącu, a teraz choćby w grudniu, mamy 10 transmisji i mówienie, że Polsat nas traktuje niepoważnie jest dużym nadużyciem.

Co do realizacji tych meczów, rozmawiamy, aby były na najwyższym możliwym poziomie, ale nie zawsze da się to osiągnąć. Natomiast widzimy duże zaangażowanie ze strony Polsatu, by produkt Energa Basket Ligi pokazywać i promować, czego dowodem jest cotygodniowy magazyn o koszykówce, a jego oglądalność pokazuje, że w naszej dyscyplinie drzemie duży potencjał.




Czy jest wreszcie szansa na stabilizację projektu SMS PZKosz?

Wydaje mi się, że od strony szkoleniowej oba projekty są ustabilizowane. Jeśli chodzi o SMS chłopców, dobrym ruchem PZKosz było zatrudnienie Mladena Starcevica, ale dotychczasowy sztab szkoleniowy na czele z Mariuszem Niedbalskim też wykonał świetną robotę – przykładem są dobrze wyszkoleni absolwenci SMS-u, którzy powoli pojawiają się w ekstraklasie.

Natomiast żeńska szkoła ma długą, ponad 20-letnią już tradycję z wieloma wybitnymi wychowankami, aczkolwiek ostatnio nie są to zawodniczki na miarę Agnieszki Bibrzyckiej czy Magdaleny Leciejewskiej. Nad całością i realizacją projektu sportowego czuwają doświadczeni trenerzy Roman Skrzecz oraz dyrektor sportowy PZKosz Kazimierz Mikołajec. Organizacyjnie i finansowo obie szkoły działają bez zarzutu.

Jak chce Pan rozwiązać problem „kaperowania” zawodników pomiędzy klubami na szczeblach młodzieżowych? Jakie wprowadzić rozwiązanie, aby funkcjonował z korzyścią dla obu stron?

Uważam, że sformułowanie „kaperowanie” jest nieadekwatne do sytuacji, która jest w polskiej koszykówce. Kwestie zmiany barw klubowych oraz ekwiwalentu za wychowanka są ściśle regulowane przepisami PZKosz. I w oparciu o te przepisy odbywa się ruch transferowy na szczeblu młodzieżowym. W większości przypadków zmiany barw klubowych są zaakceptowane przez obie, klubowe strony. Dość rzadko spory tego typu musi rozstrzygać właściwy OZKosz. Tyle statystyka.

Natomiast zarząd przyszłej kadencji musi rozstrzygnąć inny, strategiczny problem. Co jest najważniejszą kwestią dla rozwoju utalentowanej, młodocianej koszykarki czy koszykarza? Pozostawanie w małej sekcji czy poszukiwanie rozwoju w większym klubie, z większymi możliwościami. Uważam, że jest szansa wypracowania takiego modelu współpracy, że zarówno mniejsze kluby, jak i te, które mają drużyny na szczeblu ekstraklasy będą zadowolone.

Czy jest Pan zwolennikiem naturalizacji zawodników do reprezentacji Polski i czy będą podejmowane kolejne próby?

Nie jestem zwolennikiem naturalizacji, ale trzeba rozgraniczyć dwie rzeczy – kwestie prawne od aspektów szkoleniowych. FIBA definiuje przepis jasno. Jest możliwość korzystania z jednego naturalizowanego gracza i większość federacji na świecie – również te które świetnie szkolą (Hiszpania, Słowenia) – z tego korzysta.

Natomiast czym innym jest kwestia wyszkolenia Polaków na najwyższym poziomie. Będę dążył do tego, aby stworzyć dla naszych najbardziej utalentowanych zawodniczek i zawodników najlepsze możliwości rozwoju sportowego.

Reprezentacja kobiet notuje bardzo słabe wyniki sportowe. Co jeszcze przyczyną i jaki jest pomysł, aby to zmienić?

Reprezentacja Polski kobiet jest obecnie w przebudowie. Skończyły kariery nasze najlepsze zawodniczki ostatniej dekady – Ewelina Kobryń, Magda Leciejewska, czy wcześniej Paulina Pawlak. W reprezentacji nie grają już Justyna Żurowska-Cegielska czy Agnieszka Szott-Hejmel, więc potrzeba czasu, aby młodzież zastąpiła nasze gwiazdy. Jak pokazały ostatnie mecze reprezentacji z Turcją i Estonią, nie można naszym dziewczynom odmówić zaangażowania i walki. Natomiast muszą więcej grać w lidze. Brakuje ligowych minut, po prostu ogrania.

Trzeba rozwiązać problem, który funkcjonuje w żeńskiej koszykówce, przejścia z wieku młodzieżowca do seniorki. Proszę zauważyć, że wszystkie nasze młodzieżowe reprezentacje kobiet są w praktycznie w pierwszej dziesiątce Europy, a później jest problem. Jesteśmy bardzo dobrej myśli, bo sądzę, że w przeciągu najbliższych lat doczekamy się następczyń mistrzyń Europy z 1999 roku.

Największy problem polskiej koszykówki, Pana zdaniem, to… ?

Zbyt duże przywiązywanie wagi do wyniku w koszykówce młodzieżowej. Będę starał się dążyć do zmiany systemy współzawodnictwa sportowego dzieci i młodzieży tak, aby nagradzać trenerów i kluby za wychowanie konkretnego talentu sportowego a nie osiągnięcie wyniku klubowego sportowego na poziomie rozgrywek U-14 czy U-16.

Jak odpowie Pan na zarzuty, że nie pochodzi ze środowiska koszykarskiego?

Nie pochodziłem ze środowiska koszykarskiego do 3 stycznia 2018 r, czyli do momentu wyboru mnie przez Radę Nadzorczą PLK na stanowisko Prezesa PLK. Wybaczy Pan, ale teraz już jestem ze środowiska… (śmiech).

Obecnie w ligowych i związkowych strukturach dominują przedstawiciele środowiska sędziowskiego. Praktycznie nie ma byłych zawodników, byłych i obecnych trenerów, znanych twarzy. Dlaczego tak się dzieje?

Proszę pamiętać o tym, że polski związek sportowy, w tym koszykówki, to – zgodnie z ustawą o sporcie – stowarzyszenie osób prawnych, nie fizycznych. To kluby sportowe i okręgowe związki koszykówki dokonują wyboru stosownych osób do centrali. Polska koszykówka jest demokratyczna i każdy ma prawo – bez względu na to czy był zawodnikiem, trenerem, sędzią czy kimś innym – aplikowania do bycia wybranym do centralnych agend. Mógłbym wymieniać znane nazwiska byłych i obecnych trenerów i graczy działających w strukturach klubowych i związkowych.

Z tą nadreprezentacją środowiska sędziowskiego w PZKosz to jest zdecydowanie chybiona teza. W każdym Wydziale Szkolenia związku sportowego w grach (czy w PZPS czy w PZPN) pracują trenerzy, a w wydziałach sędziowskich – sędziowie. Podobnie jest w PZKosz. Dyrektorem Wydziału Szkolenia jest uznany trener Kazimierz Mikołajec, a w samym Wydziale pracuje na etatach 8 cenionych trenerów.

Jan Delmanowski

Oficjalne produkty reprezentacji Polski – tylko w Sklepie Koszykarza >>