Rajon Rondo – trucizna dla każdego klubu w NBA

Share on facebook
Share on twitter

Dallas, Sacramento, a teraz Chicago – od czasu kontuzji kolana Rajon Rondo pozostaje cieniem samego siebie, nie pomaga na parkiecie i szkodzi poza nim. Już kolejny klub zaczyna mieć go dość.

rondo
Rajon Rondo / fot. wikimedia commons

Gwiazdy NBA grają w takich butach >>

W sylwestrową noc Rajon Rondo nie tylko stracił miejsce w pierwszej piątce Bulls, ale dodatkowo cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. Po tym, jak dzień wcześniej w starciu z Pacers przebywał na parkiecie niecałe 11 minut i drugą połowę również spędził poza grą, w wyjściowym składzie zastąpił go Michael Carter-Willliams.

Jak to mówią, jaki sylwester, taki cały nowy rok. I w przypadku 30-letniego rozgrywającego powiedzenie to niestety ma szansę okazać się prorocze. Przed sobotnim meczem trener Fred Hoiberg powiedział dziennikarzom, że wspólnie z Rondo odbyli męską rozmowę, dodając, iż jest pełen podziwu dla profesjonalizmu koszykarza, który podszedł do sprawy bardzo dojrzale.

Sam Rondo zdradził natomiast, że trener miał do niego pewne zastrzeżenia. Stwierdził m.in., że koszykarz sprawia wrażenie wolniejszego i dopytywał, czy aby na pewno nic mu nie dolega. Rozgrywający przyznał również, że wcale nie był zaskoczony taką a nie inną decyzją szkoleniowca, a po meczu z Bucks zadeklarował, że spotka się w tej sprawie z generalnym menedżerem klubu Garem Formanem.

Zawodnik dał też do zrozumienia, że jeśli sytuacja się nie zmieni, a Hoiberg nadal będzie chciał trzymać go na ławce, stanowczo poprosi o transfer lub wykupienie aktualnie obowiązującego kontraktu. Można by więc naturalnie w tym momencie zastanowić się, dokąd Rajon Rondo mógłby trafić. Kluczowe pytanie, jakie powinno zostać postawione, brzmi jednak, czy w ogóle dostanie gdzieś jeszcze kolejną szansę?

Od stycznia 2013 roku, kiedy doznał poważnej kontuzji zerwania więzadła krzyżowego przedniego w prawym kolanie, jest bowiem zupełnie innym graczem, przez wielu uznawanym już wręcz za toksycznego. W trakcie jego blisko rocznej przerwy od gry, Celtics oddali Paula Pierce’a i Kevina Garnetta do Nets. Wcześniej do Miami odszedł także Ray Allen. I bez swoich trzech wielkich kumpli Rondo nie był już tak efektywny.

Wrócił do zupełnie innej drużyny, która po raz pierwszy od 7 lat nie zdołała zakwalifikować się do fazy play-off. On sam po kontuzji przede wszystkim przestał być elitarnym obrońcą, który przez cztery lata z rzędu wybierany był do jednej z dwóch najlepszych defensywnych piątek sezonu (2009-2012).

W grudniu został wytransferowany do Dallas, gdzie z początku dał kilka imponujących występów i pomógł nawet wygrać kilka spotkań. W końcu jednak znać o sobie dał jego charakter. Nie potrafił dogadać się z trenerem Rickiem Carlislem. Raz nawet wdał się z nim w sprzeczkę podczas meczu, za co został zawieszony na jedno spotkanie.

W Sacramento teoretycznie obyło się bez większych problemów wychowawczych, choć raz zdarzyło mu się, nawiązując do odmiennej orientacji seksualnej jednego z arbitrów, wulgarnie odnieść do sędziego.

Co ciekawe, Rondo wyrównał swoje najlepsze osiągnięcie pod względem średniej liczby asyst (11,7 na mecz) i na koniec rozgrywek 2015/16 po raz trzeci został zwycięzcą klasyfikacji najlepiej podających. Zdobywał też 11,9 pkt., ale mając u swego boku gracza klasy DeMarcusa Cousinsa nie potrafił wprowadzić Kings do najlepszej ósemki konferencji.

I tak o to w minione wakacje wylądował w Bulls. Nie broni, kiepsko rzuca z dystansu (32,7 proc. przy raptem 1,8 próby w każdym meczu), notuje najmniej asyst (7,1) od rozgrywek 2007/08 i zdążył już wdać się w kolejną sprzeczkę, tym razem z Jimem Boylenem, jednym z członków sztabu szkoleniowego. Nie dziwi więc, że Fred Hoiberg, mając zdrowego MCW, postanowił spróbować oddać mu miejsce w pierwszej piątce.

Sam instynkt do odnajdywania kolegów na dobrych pozycjach w dzisiejszej NBA nie wystarczy. Kuponów od dawnej kariery nie da się odrywać w nieskończoność i Rajon Rondo może się o tym niebawem boleśnie przekonać.

Mateusz Orlicki

NBA, PLK – znasz się na koszu, wygrywaj w zakładach! >> 

POLECANE

BM Slam Stal sensacyjnie pokonała Arkę, a potem pewnie ograła Polpharmę. Widać lepszą grę i większą energię na boisku, co sprawia, że zespół prowadzony przez Łukasza Majewskiego powinien powoli piąć się w górę. Nieoficjalnie mówi się też o kolejnych transferach.

tagi