Robert Johnson: Uśmiech nie jest konieczny

Robert Johnson: Uśmiech nie jest konieczny

- Jakbym miał wybrać jedną gwiazdę NBA, na którą zwracam szczególną uwagę, byłby to Damian Lillard. Co myślałem przed oddaniem tego rzutu z 10 metra w pierwszym półfinale z Anwilem? „Robert, a teraz przypomnij sobie co zrobił Lillard z Paulem George’em?” – mówi nam lider Legii Warszawa Robert Johnson.
Robert Johnson / fot. A. Romański, plk.pl

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

Michał Tomasik: Spędziłeś cztery lata grając w NCAA dla Indiana Hoosiers, od kilku sezonów występujesz na europejskich parkietach, ale jeszcze nigdy nie dotarłeś do finału. Co czujesz u progu rywalizacji o złoty medal?

Robert Johnson: Przede wszystkim – ekscytację. Była ona wzmagana przez kilka dni tym, że nie mogliśmy się doczekać na wyłonienie rywala. Po raz ostatni o mistrzostwo walczyłem, grając w szkole średniej. Zresztą z niemałym powodzeniem. Moja drużyna dwa razy dotarła do finału na poziomie rywalizacji stanowej, a jeden z tych meczów wygraliśmy.

Później już tak różowo nie było. W NCAA z Hoosiers tylko dwa razy awansowaliśmy do fazy pucharowej. Jeszcze trudniej było o sukcesy w Europie. Tak naprawdę dopiero w barwach Legii zadebiutowałem w fazie play-off. 

Gdybym powiedział, że w niezłym stylu, byłoby to lekkie niedopowiedzenie. Graliście dotychczas sześć razy, odnosząc sześć zwycięstw. Jak na zespół, który sezon zasadniczy zakończył z wynikiem 17-13 na szóstym miejscu – niezły dorobek. Jak wytłumaczysz eksplozję formy?

Nie me żadnej tajemnicy, nie doszło do żadnego cudu. Po prostu praca, którą wykonaliśmy w ciągu kilku ostatnich miesięcy przyniosła owoce. Przede wszystkim ta nad stworzeniem z naszej drużyny monolitu. I to takiego w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Pod koniec sezonu zasadniczego naszym głównym celem był sam awans do play-off. Gdy go już osiągnęliśmy, poczuliśmy, że wciąż jesteśmy głodni zwycięstw. I poczuliśmy, że tworzymy na tyle zwartą grupę dobrze uzupełniających się koszykarzy, że możemy osiągnąć coś więcej. Dużo więcej. 

Wasza gra jest bardzo wyrachowana i powolna. O to, by zanadto nie przyspieszała dbasz wspólnie z Łukaszem Koszarkiem. To bardzo doświadczony, inteligentny gracz. Miałeś już kiedyś takiego kolegę w zespole?

A żebyś wiedział, spotkałem porównywalną postać. Gdy kilka lat temu po rozpoczęciu sezonu w barwach drużyny z Dąbrowy Górniczej przeniosłem się później do Parmy Parm. Grał tam wówczas Lorenzo Williams, świetny rozgrywający, który spędził kilkanaście lat na europejskich parkietach. Został moim mentorem, sporo się od niego nauczyłem.

Wspólna gra z Łukaszem przypomina mi tamte czasy. Ale z Lorenzo grałem krótko i – przede wszystkim – nie spędzaliśmy zbyt wiele czasu wspólnie na parkiecie. Z „Koszim” świetnie nie rozumiemy. On czasami widzi na parkiecie rzeczy, które zdarzą się dopiero kilka sekund później. Jego doświadczenie jest dla nas bezcenne. 

Słyszałeś porównania, że jesteście polską wersją dawnego duetu napędzającego Houston Rockets, czyli Jamesa Hardena i Chrisa Paula?

Buahaha. Nie, takie to do mnie nie dotarły. Zresztą tak już zupełnie serio: trudno takie porównania oceniać, gdyż każdy z nas jest jednak inny i w innych realiach gra w basket.  Ale to jest ciekawe, nie powiem. 

Mam jeszcze inne do oceny. Są tacy, którzy twierdzą, że wyglądasz jak Harden, bronisz jak CP3, ale rzucasz jak Damian Lillard. I podobnie jak ten ostatni w chwilach wolnych rapujesz. Coś w tym jest?

O, i tu to mnie masz. Prawdę powiedziawszy, jakbym miał wybrać jedną gwiazdę NBA, na którą zwracam szczególną uwagę, byłby to właśnie Lillard. Nie tylko ze względu na to, że łączy nas ten sam nurt muzyczny. Zawsze imponował mi na boisku stylem gry i bycia. To taki cichy zabójca – nie mówi podczas gry zbyt wiele, ale za to jego gra mówi za niego aż nadto. Może zdobywać punkty w półdystansu, w każdej chwili dostać się pod kosz, albo odpalić trójkę z 10 metra. Pewny siebie skurczybyk.

Tobie tej pewności siebie też nie brakuje. Wystarczy przypomnieć ten rzut z 10 metra podczas pierwszego półfinałowego starcia z Anwilem. Możesz zdradzić, jakie myśli ci towarzyszyły podczas tej akcji?

Gdy doszło do przekazania na zasłonie i zobaczyłem, że mam przed soba dużo większego gracza, od razu wiedziałem, że zakończę tę akcję rzutem. I, prawdę powiedziawszy, gdzieś pomiędzy kolejnymi kozłami przemknęła mi myśl „Robert, a teraz przypomnij sobie co zrobił Lillard z Paulem George’em”. Czuję się komfortowo, oddając tego typu rzuty, bo ciężko nad nimi pracuję. Więc rzuciłem. 

Gdy piłka wpadła do kosza, nie kusiło cię, żeby pójść w naśladownictwie Lillarda jeszcze o krok dalej i pomachać rywalom na pożegnanie?

Nie, tego już nie rozważałem. Po pierwsze to nie był buzzer-beater i mecz się wciąż toczył. Poza tym początkowo byłem też lekko zmieszany, gdyż piłka wpadła do kosza po wcześniejszym odbiciu się od tablicy. Skłamałbym, mówiąc, że tak ten rzut planowałem. 

Obserwujesz w ogóle rozgrywki NBA?

Na tyle na ile mi moje zajęcia i, przede wszystkim, różnica czasu pozwalają. Ale highlightsy z każdej nocy w NBA staram się oglądać, by się orientować co się dzieje. 

Po parkietach NBA biega kilku chłopaków, z którymi miałeś okazję grać w jednej drużynie w NCAA – OG Anunoby, Thomas Bryant, Yogi Farrell. Który z nich ma Twoim zdaniem największy talent?

Jakbym miał się wskazać jednego, to jednak OG. Widziałem go w tym sezonie w kilku meczach w barwach Raptors. Zrobił duży postęp. Świetny gracz. Podobnie jak inny dawny zawodnik Hoosiers Victor Oladipo. Strasznie się cieszę, że po długotrwałym leczeniu kontuzji wrócił do gry i teraz z Miami Heat walczy o mistrzostwo. Jeśli miałbym wybierać między OG a Oladipo — nie potrafiłbym się zdecydować. Obaj są świetni. 

Podobno niebawem zostaniesz ojcem. Czy już wybrałeś imię dla swojego syna?

Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale może się okazać, że w pierwszym tygodniu sierpnia na świat przyjdzie Robert Johnson III. Ja jestem juniorem po swoim ojcu, który też grał w koszykówkę na poziomie akademickim. Zresztą jego ojciec też. W naszej rodzinie tradycja koszykarska zobowiązuje

Trener Kamiński po jednym ze zwycięstw nad Anwilem żartował, że uśmiechnąłeś się tego dnia często, bo aż dwukrotnie – na początku, wchodząc do szatni, i na koniec, po wygranej. Nigdy podczas gry nie pokazujesz emocji?

Faktycznie, rzadko. Zupełnie jak Lillard (śmiech). Ale to nie znaczy, że nie cieszę się grą w basket. Uwielbiam koszykówkę! A że rzadko się uśmiecham? Traktuję karierę bardzo profesjonalnie, trenuję ciężko, by stawać się coraz lepszym graczem. Uśmiech nie jest do tego konieczny. 

Ale możesz nam obiecać, że jeśli po serii finałowej ze Śląskiem na twojej szyi zawiśnie złoty medal, będziesz się uśmiechał od ucha do ucha?

Oj tak! Bardzo chcemy zdobyć mistrzostwo, bo wiemy, jak wiele ten sukces znaczyłby i dla naszego klubu, i dla naszego miasta i dla nas samych. Jeśli się uda, nie odmówię sobie celebracji. Powiem więcej: to wprawdzie mało prawdopodobne, bym w tej serii trafił buzzer-beatera, który ją zakończy, ale gdyby tylko tak się stało… Wówczas mogę nawet pomachać rywalom na pożegnanie. Dokładnie tak, jak Lillard. 

Rozmawiał: Michał Tomasik

Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 1300 i do 200 zł na start. Sprawdź! >>

NBA

Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
– Mam nadzieję, że Spurs okażą się klubem, który postawi na Jeremy’ego jako na zawodnika ataku. Że trenerzy przygotują dla niego sety, że będą w niego inwestować pod tym względem – mówi ekspert PolskiKosz.pl Radosław Hyży po wyborze reprezentanta Polski w drafcie przez zespół z San Antonio.
24 / 06 / 2022 20:26
Gregg Popovich, cień Tima Duncana, mistrzowskie banery i takież aspiracje – oto obraz San Antonio Spurs wyłaniający się z naszej wyobraźni, która chciałaby, aby Jeremy Sochan miał w NBA jak najlepiej. Niestety, prawda o tym klubie może się okazać nieco mniej kolorowa.
24 / 06 / 2022 15:51
Pięknie jest znów przeżywać wielkie koszykarskie emocje w wypełnionych po brzegi halach. W pojedynku Euroligi Zenit okazał się lepszy od Żalgirisu, ale zwycięzcami okazali się wszyscy uczestnicy imprezy organizowanej przez PolskiKosz.pl. Kowno nie zawodzi!

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Znów mamy Polaka o NBA! O drafcie Jeremy’ego Sochana do San Antonio Spurs mówią najlepsi z możliwych ekspertów – gośćmi Kamila Chanasa są Marcin Gortat i Cezary Trybański, dwaj byli gracze NBA. Anegdoty, doświadczenia, rady – bezcenne!
25 / 06 / 2022 9:38
Był gwiazdą NBA, zarobił gigantyczne pieniądze, ale nigdy nie zapomniał gdzie zaczął zrzucać zbędne kilogramy. Wczoraj po latach młodszy z braci Gasol ostatecznie spłacił dług wdzięczności. Jego – dosłownie i w przenośni – klub z Girony wrócił do hiszpańskiej ekstraklasy. Miasto długo nie mogło zasnąć.