Robert Witka: Jesteśmy nową drużyną

Share on facebook
Share on twitter

– Możemy wygrywać 65:62 i to też będą zwycięstwa. Skoro nie mamy w Radomiu potencjału na rzucanie po 90 punktów, to musimy poprawiać grę w obronie – mówi Robert Witka, trener Rosy Radom.

Robert Witka / fot. T. Fijałkowski, fiolek.art.pl

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>

Grzegorz Szybieniecki: Już 14 meczów w PLK za Panem. Czy praca trenera zdążyła czymś zaskoczyć, czy raczej wszystko idzie zgodnie z założonym planem?

Robert Witka: Wyobrażenia o pracy trenera to jedno, a realia to drugie. Nigdy wcześniej nie byłem nawet asystentem, tylko zawodnikiem, co powoduje, że wielu rzeczy musiałem uczyć się od samego początku. Reagowania na sytuacje boiskowe, obserwacji, ale też samego siebie.

Mimo obecności w koszykówce przez tyle lat, muszę powiedzieć, że jest to zupełnie co innego niż uprawienie sportu. Cały czas się oswajam z nową rolą, uczę, popełniam błędy i staram się je eliminować. Myślę, że ten proces nie ma końca.

To, z czym mam kłopot, to urazy w zespole, które męczą nas tak naprawdę od początku sezonu. Zaczęliśmy sezon bez Obiego Trottera, od którego wszystko w tym zespole miało się zaczynać. Jego kontuzja była dość pechowa, przez 5 tygodni nie mógł praktycznie nic robić, co uniemożliwiało podtrzymywanie formy. Potem zaczął doskwierać mu tzw. łokieć tenisisty. On wciąż do siebie dochodzi, jeszcze nie jest w 100% sprawny. Myślę, że jego forma będzie wyglądała coraz lepiej.

Potem wypadł nam CJ Neal, Artur Mielczarek, teraz Filip Zegzuła, dodatkowo nie wstrzeliliśmy się z transferem Hannera Mosquera-Perea’y. Wszystko to wpływało na poziom, intensywność treningów, co chyba do tej pory było największym problemem.

Bilans 5-9 i bezpieczna pozycja Rosy w kontekście utrzymania. Można być zadowolonym, czy jednak niedosyt pozostaje? Przegraliście minimalnie np. z AZS-em Koszalin.

Do spotkania z AZS-em podchodzę inaczej. Ten mecz wymusił na nas konkretne ruchy. Czekaliśmy na przebudzenie Hannera, który przed sezonem był jednym z naszych liderów. Miał on swoje problemy, również poza boiskiem, z którymi nie do końca sobie radził. Wyglądał na coraz bardziej zagubionego i musieliśmy podjąć decyzję o rozstaniu. Gdybyśmy tamten mecz wygrali np. dwoma punktami, nie wiem, czy zdecydowalibyśmy się na ten ruch.

Bilans jest taki, na jaki sobie zasłużyliśmy. Wyglądamy bardzo źle na wyjazdach i to jest coś nad czym musimy pracować. Staramy się jakoś to rozwiązać, choć ciężko jest znaleźć przyczynę, trenujemy przecież przed każdym meczem tak samo. Być może zawodzi sfera mentalna. Uważam natomiast, że w domu wyglądamy dobrze, gramy coraz lepiej i to cieszy.




Rosa póki co to najgorszy atak w lidze. Jeśli chodzi o zdobywanie punktów, tylko Spójnia wygląda gorzej.

Potencjał naszych zawodników w ataku nie jest największy, a przecież cały czas kogoś z podstawowych graczy nam brakuje. Dodatkowo, 3 pierwsze mecze sezonu rozgrywaliśmy bez Obiego, czyli bez pierwszego rozgrywającego. Graliśmy wtedy szarpaną koszykówkę, nieułożoną, która nie była skuteczna. Po jego powrocie to się poprawia.

Jednak nie uważam, by słaby atak był jakąś wielką ujmą dla zespołu. Pamiętam sezon w Turowie Zgorzelec, atak był najsłabszy w lidze, słabo wyglądaliśmy w zbiórkach, czy asystach, a byliśmy na drugim miejscu. Jestem zdania, że możemy wygrywać 65:62 i to też będą zwycięstwa.

Skoro nie mamy w Radomiu potencjału na rzucanie po 90 punktów, to musimy poprawiać grę w obronie, co nie zmienia faktu, że nie zapominamy o pracy przy naszym ataku.

W poprawie gry ma pomóc Duda Sanadze. Kolumbijczyk, Fin, teraz Gruzin – dość egzotyczne kierunki, jeśli chodzi o pochodzenie graczy, którzy w tym sezonie trafiali do Rosy. Przypadek, czy pewna strategia łączenia różnych charakterów?

Przy doborze zawodników dużą uwagę zwracam na charakter, staram się zebrać jak najwięcej informacji na temat danego gracza. Jednak to, czy zawodnik jest z Kolumbii, czy Stanów Zjednoczonych, jest czarnoskóry, czy biały, nie ma dla mnie większego znaczenia. Staram się po prostu dopasować zawodnika do zespołu.

Z ofert graczy, które dostaliśmy, uznałem, że Sanadze najbardziej nam się przyda. Jedyny jego minus jest taki, że przez ostatnie półtora miesiąca nigdzie nie grał, ale wierzę, że będzie w dobrej formie fizycznej. Kluby, w których występował świadczą o nim dobrze, do Hiszpanii nie trafia się z przypadku, ale oczywiście parkiet zweryfikuje wszystko.

Transfery Rosy, już te w trakcie sezonu wyglądają bardzo ciekawie. Również do tego grona trzeba zaliczyć Jakuba Parzeńskiego. Pana zdaniem, czemu się on nie odnalazł w Anwilu, skoro widzimy, że potrafi grać?

Ciężko mi mówić o sytuacji w Anwilu, nie znam szczegółów jego pobytu we Włocławku. Nie można zapominać, że Kuba wracał po ciężkiej kontuzji. Sam wracałem po długiej przerwie i wiem, jak jest się wtedy niepewnym na boisku. Wtedy potrzeba dużego zaufania, cierpliwości, a nieraz nawet akceptacji niektórych błędów. U nas z marszu stał się pierwszą piątką, w Anwilu konkurencje miał dużą, a presja wyników od początku sezonu była wysoka.

My na tym skorzystaliśmy, dostaliśmy gracza, który od razu bardzo nam pomógł. Nasza gra się odmieniła, a przede wszystkim zbilansowała. Poza tym ostatnim meczem z Polpharmą, w którym narzekał na problemy żołądkowe, zalicza same rewelacyjne występy, może nawet lepsze niż się spodziewaliśmy. Bardzo jesteśmy z niego zadowoleni.

Na pewno przed sezonem mieliście swoje cele. Jak ta lista wygląda na półmetku rozgrywek? Czy walka o playoff jest gdzieś drobnym drukiem na niej zapisana?

Skupiamy się na tym, by polepszać naszą grę, żeby nie było tej dysproporcji między meczami wyjazdowymi, a u siebie. Gdzie nas to doprowadzi, zobaczymy. Kiedy się spojrzy na tabele brakuje nam 2 punktów do ósmej drużyny, ale i tylko 2 punkty dzielą nas od ostatniego bezpiecznego miejsca. Zobaczymy jak będziemy wyglądać w pełnym składzie, z nowym zawodnikiem.

Trzeba pamiętać też, że jesteśmy nową drużyną, w której tylko dwóch graczy pozostało z poprzedniego sezonu, a przecież i oni grali wtedy mało. Myślę, że jest w tej drużynie potencjał, by powalczyć, by być cały czas blisko tych playoffów.

Jesteśmy prawie na półmetku ligi, graliście już z prawie każdym. Kto na dziś Pana zdaniem prezentuje się najciekawiej, a kto jest faworytem do złota?

Tak daleko wybiegać nie chcę. O losach meczu często może decydować jedno posiadanie, błędna decyzja zawodnika, czy zły gwizdek sędziego. Do osiągnięcia sukcesu musi się wszystko zgrać.

Do tej pory w obronie najbardziej zaimponował mi zespół Polskiego Cukru Toruń. Byli bardzo agresywni, dobrze się rozumieją i tak naprawdę nie mają słabych punktów w swojej defensywie. W ataku, myślę że najbardziej skomplikowany i najtrudniejszy do zeskautowania jest Anwil.

Sądzę też, że ostatniego słowa nie powiedziała Arka Gdynia. Tam jest duży potencjał, szczególnie teraz kiedy już nie grają w pucharach, mogą z meczu na mecz prezentować się coraz lepiej. Ten sezon jest naprawdę ciekawy, jest 5 zespołów, które grają o medale, a 2 z nich zostaną z niczym. Chciałbym jeszcze wyróżnić Stelmet. Są tam gracze, którzy tak naprawdę mogą biegać bez zagrywek, charakteryzują się ogromną inteligencją i doświadczeniem. Jeśli dojdzie do wzmocnień, ta drużyna może być faworytem do złota.

Grzegorz Szybieniecki, @gszyb

Nike Kyrie 5 „Bred” –  w takich butach się teraz gra! >>