PRAISE THE WEAR

Rosa Janosikiem PLK – witamy wśród średniaków

Rosa Janosikiem PLK – witamy wśród średniaków

Drużyna z Radomia w tym sezonie oddała już punkty m.in. z GTK Gliwice, AZS Koszalin (u siebie!), Startowi i Asseco. Ciężko uwierzyć, że półtora roku temu ten zespół zdobył wicemistrzostwo. Polski.

Ryan Harrow i Kevin Punter / fot. Basketball Champions League

W takich butach trafia Stephen Curry – możesz i Ty! >>

Ósme miejsce w tabeli, bilans 9-8 i nadal realne szanse na 4-5 pozycję przed playoff to nie jest jeszcze katastrofa, ale Rosa w lidze gra zdecydowanie poniżej oczekiwań i nie wygląda optymistycznie. Nawet jeśli w przypadku niektórych graczy zadyszka powinna być tylko przejściowa. Gdzie popełniono kluczowe błędy?

1. Liderzy na wyrost

Za pięknymi ideami często idą merytoryczne pomyłki. Hasło „opieramy drużynę o rozwijających się Polaków, to im wolimy zapłacić najwięcej” brzmi może pięknie w wywiadach lub rozmowach ze sponsorami, ale niekoniecznie musi dawać efekty na boisku. Przykładem Asseco, które sporo osób chwali za grę rodzimymi zawodnikami, rzadko zauważając, że nie ma z tego żadnych wyników sportowych.

Rosa postanowiła oprzeć zespół (także jeśli chodzi o udział w budżecie) na dwóch polskich filarach – Michale Sokołowskim i Danielu Szymkiewiczu. Pomysł elegancki, ale okazuje się, że jakkolwiek są to zawodnicy wartościowi i wciąż perspektywiczni, jednocześnie nie są wystarczająco dobrzy, aby być liderami drużyny grającej o medale.

Do tego dochodzą cechy indywidualne – Szymkiewicz ma tendencję do problemów ze zdrowiem, jest też trudnym przypadkiem psychologicznie. Sokołowskiemu nadal brakuje regularności, jak na lidera miewa zbyt gorącą głowę oraz mówiąc wprost – przez ostatni sezon czy dwa jednak nie rozwinął się tak, jak można było się spodziewać.

„Sokół” zasłużenie wywalczył sobie miejsce w kadrze, jest wyróżniającym się graczem ligi, ale nie jest to w tym momencie zawodnik aż takiego formatu, by zatrzymywać go w zespole absolutnie za każdą cenę, angażując do tego nawet dodatkowych sponsorów. Te środki można było wydać racjonalniej, budując bardziej zrównoważoną drużynę.

2. Słynna dziura pod koszem

Rosa pod wpływem ubiegłorocznej pomyłki z Darnellem Jacksonem przegięła w drugą stronę. W poprzednim sezonie podpisała z amerykańskim środkowym kontrakt na olbrzymie pieniądze, a potem nie była w stanie (mimo wielkich chęci) rozwiązać dobrze skonstruowanej umowy. Żeby więc się nie sparzyć z wyprzedzeniem podpisano umowę z Igorem Zajcewem, bo był tani, pod ręką i sam bardzo tego chciał.

Ukrainiec jest środkowym tylko z racji wzrostu, na boisku przeprasza, że żyje i najchętniej by tylko rzucał z dystansu. Swoją drogą, jakim cudem ktoś wymyślił jego transfer do Stelmetu? Reputację ma taką, że jego kilka bloków w meczu (bez podskakiwania) staje się wydarzeniem miesiąca. Resztki budżetu (patrz punkt 1 o liderach) pozwoliły na uzupełnienie zestawu wysokich tylko Jarosławem Trojanem, który daje drużynie tyle, na ile go faktycznie stać – kilka punktów w meczu, jeśli dostanie podania na pusty kosz.

Grający na czwórce – Patrick Auda i Robert Witka (jeśli zdrowy) – podkoszowymi zdecydowanie nie są, a Szymon Szymański to wciąż jeszcze raczej dobre chęci trenera Kamińskiego i efekt braku alternatyw.

Kto w PLK ma gorszy zestaw wysokich od Rosy? Czarni i Legia. Nikt więcej. Naprawdę nie masz wtedy wyjścia i często musisz liczyć na rzucających przez ręce samograjów.




3. Puchary – z motyką na słońce

Granie w Europie to zdecydowanie dobry pomysł, nawet nie ma co przekonywać. Pod jednym wszakże warunkiem – że nie jest oparty o staropolską zasadę „zastaw się, a postaw się”. Rosa nie dysponuje kadrą i budżetem na wystarczającym poziomie, by dawało to sensowne efekty i nie powodowało szkód.

Mając 6 (sześciu) wartościowych zawodników w składzie (Sokołowski, Szymkiewicz, Punter, Harrow, Zajcew, Auda, Zajcew) wręcz masz prawo w drugiej połowie w Gliwicach oddychać rękawami. Zwłaszcza będąc między meczem z AEK Ateny a wyjazdem do głębokiej Turcji. Masz prawo złapać zadyszkę i słabszą formę w styczniu (jak np. Auda), czy biegając po prawie 40 minut w meczu nie mieć nawet ochoty na rzuty, jak ostatnio Sokołowski, zmuszony w dodatku do gry na nienaturalnej dla siebie pozycji.

To nie brak szacunku dla pozostałych – Zegzuła, Piechowicz czy Bojanowski robią postępy i zasłużenie dostają szanse w postaci minut na boisku, ale na dziś nie są to jeszcze zawodnicy gwarantujący wystarczający do wygrywania poziom.

Granie z tak wąską kadrą w europejskich pucharach jest zwyczajnie niepoważne.

Gdyby Rosa nie grała w pucharach, miałaby budżet dający szansę na walkę o grę w finale. Ma puchary, to znów nie będzie miała medalu.

4. Siarkowatość organizacyjna

Nie da się, nawet w PLK, w żaden sposób uzasadnić sytuacji, gdy prezes klubu mógł być jednocześnie asystentem pierwszego trenera. Albo gdy sztab szkoleniowy traci czas i energię np. na organizowanie biletów lotniczych. Pachnie Tarnobrzegiem.

Brak profesjonalnie zbudowanej organizacji powoduje też w Radomiu problem decyzyjny, jeśli chodzi o budowanie drużyny. Przy niektórych poważnych decyzjach personalnych nie było w klubie jednomyślności – tak to określmy dyplomatycznie. Efekty widać na boisku. Zresztą zupełny brak presji na sportowe wyniki też nie jest czynnikiem sprzyjającym. Kto osiąga sukcesy z odgórnym podejściem “ot, pograjmy sobie”?

***
Sezon nie jest jeszcze stracony, radomianie wciąż mogą po zakończeniu przygody z pucharami odpocząć, poprawić pozycję w lidze i z powodzeniem powalczyć w playoff. Obecna, kiepska gra w PLK nie powinna jednak nikogo dziwić – Rosa to kiepsko zbudowany, przeciętny zespół.

Tomasz Sobiech

W takich butach trafia Stephen Curry – możesz i Ty! >>




Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami