Różnica? Sixers zdominowali Raptors fizycznie

Share on facebook
Share on twitter

Zdecydowana wygrana Sixers nad Raptors była nie tylko najlepszym występem nowej wersji drużyny z Filadelfii, ale być może także znalezieniem pewnej tożsamości zespołu opartej na połączeniu fizyczności, atletyzmu, szybkości i siły.

Joel Embiid / fot. wikimedia commons

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Marc Gasol na początku 4. kwarty zebrał piłkę po pudle jednego z kolegów, błyskawicznie wycofując ją do Pascala Siakama. Ten poczekał na zasłonę od Hiszpana, na której rywale zdecydowali się zmienić krycie – Siakam w tym konkretnym posiadaniu nie był już pilnowany przez Jimmy’ego Butlera, a Joela Embiida, który przez większość spotkania, choć nie od początku, odpowiadał za swojego rodaka. Po tym jak czas na rozegranie akcji zbliżał się coraz bardziej do końca, Kameruńczyk ruszył w stronę obręczy, nie zważając na miejsce pozostawione mu przez centra Sixers na dystansie. W tym przypadku to był błąd.

Siakam wpakował się w pułapkę zastawioną przez Embiida – gdziekolwiek ten by się nie ruszył, tam na niego już czekał przeciwnik. Nawet dwóch, zważywszy, że przy złamaniu kierunku, po jego prawej stronie czyhał Butler, który delikatnym pacnięciem sprawił, że wysoki Raptors musiał przedwcześnie przerwać kozioł. Gdy to nastąpiło, Siakam przy próbie oddania rzutu wpadł na Embiida, który bez trudu zablokował starania drugiego najlepszego zawodnika drużyny z Kanady i przechwycił piłkę. Na koniec Siakam – prawdopodobnie uważając, że był faulowany – w geście frustracji podstawił nogę rywalowi.

Ta akcja w pigułce zobrazowała to, z czym Raptors musieli mierzyć się przez niemal cały wieczór.

via Gfycat

„Przytłaczający” wydaje się najlepszym określeniem na zespół Oklahomy City Thunder z sezonu 15/16, który pierw pokonał w półfinałach konferencji San Antonio Spurs, a w kolejnej rundzie prowadził 3-1 z Golden State Warriors. Tamta drużyna z Kevinem Durantem, Russellem Westbrookiem, Serge’em Ibaką, Stevenem Adamsem i Andre Robersonem właśnie przytłaczała, zastraszała wręcz, swoich rywali warunkami fizycznymi, atletyzmem, zasięgiem i rzadkim połączeniem szybkości oraz siły, z czasem wchodząc im do głowy elementami, na które rywale nie mieli – poza eksplozją Klaya Thompsona – odpowiedzi. Ta grupa na tle oponentów przypominała osiłków czekających na batony dzieciaków z kółka matematycznego.

Na koniec jednak Thunder uosabiali stwierdzenie, że talent może pokonać wszystko.

I oglądając czwartkowy półfinał konferencji, można było dostrzec u któregoś z zespołów podobną aurę – namiastkę zastraszenia, przytłoczenia, gdzie jedna strona atletycznie i fizycznie tak bardzo zdominowała drugą. Raptors – z wyjątkiem fantastycznego ponownie Kawhia Leonarda – nie mieli rozwiązań na wszystkie wymienione wcześniej cechy, które charakteryzowały wspomnianych Thunder.

Przewaga warunków fizycznych objawiała się najbardziej po bronionej stronie parkietu. Każdy z graczy pierwszej piątki Sixers z wyjątkiem J.J.-a Redicka ma ponad 2 metry wzrostu, z nominalnym rozgrywającym, który jest większy niż podstawowi skrzydłowi obu ekip. Ten wzrost widać szczególnie w sytuacjach, w których Philly wysyłała defensora najczęściej ze skrzydła do pomocy, w ten sposób skracając przestrzeń dla kozłującego przy potencjalnym wjeździe do kosza.

Takie ustawienie powodowało wrażenie jakby na parkiecie było nagle mniej miejsca, a zawodnik z piłką wjeżdżał do gęstego lasu. To rozstawienie ma także na celu nie tylko zatamowanie pomalowanego i utrudnienie przedostania się do obręczy, ale przede wszystkim wcześniejsze przerwanie dryblingu rywala.

W rezultacie obrona poniekąd narzucała kiedy przeciwnik odda rzut. Podobnych sytuacji wydaje mi się, że w 3. meczu było jeszcze więcej niż w 2. starciu, a pomoc okazała się bardziej zdecydowana. I o ile Leonard niekiedy nic sobie nie robił z tłoku, i tak utrzymując drybling…

via Gfycat

… tak jego koledzy z podobnymi przeciwnościami mieli już problem, co mogliśmy zaobserwować choćby na pierwszym przykładzie z udziałem Siakama. Niemniej i tak, nawet dla Leonarda podobne posiadania mogły być męczące, gdy po minięciu dedykowanego obrońcy, na zasłonie czekał na niego już kolejny długi defensor – wysoki lub z pomocy – który był w stanie przynajmniej przed nim ustać i znacznie utrudnić mu próbę.

via Gfycat

Ta dosyć agresywna pomoc okazywała się także możliwa, bo pozostali zawodnicy Toronto nie byli w stanie zamieniać często otwartych pozycji na punkty, pudłując swoje rzuty lub całkowicie je odpuszczając.

Tu można się zastanowić: skąd wynika niemoc strzelecka Raptors, którzy ogółem w serii spudłowali 35 z 50 całkowicie otwartych trójek. Pozytywem jest, że te pozycje kreują – a może być ich nawet jeszcze więcej – aczkolwiek pojawia się wątpliwość: czy gracze zadaniowi nie mogą złapać rytmu, bo są zniechęceni właśnie warunkami fizycznymi rywala – bojąc się zaatakować obręcz, wiedzą, że muszą rzucać co kreuje na nich większą odpowiedzialność – czy raczej przez zdominowanie piłki przez Leonarda są niejako poza grą.

Mając jednak na uwadze, że izolacja, ewentualnie pick and roll z Leonardem na piłce to prawdopodobnie najbardziej efektywna akcja Raptors, powstaje pytanie, czy przypadkiem Nick Nurse nie powinien jeszcze bardziej zwiększyć liczby posiadań z Leonardem jako kozłującym. Kwestia, czy Toronto nie powinno właśnie stać się bardziej jak Houston Rockets, którzy wiedząc, że najlepszym rozwiązaniem dla ich ofensywy jest zagrywka z udziałem Hardena na piłce, nie zważają na szum i decydują się wałkować podobne posiadania. Nawet kosztem braku płynności gry u pozostałych graczy, którzy przecież i tak jej póki co nie mogą złapać.

Bo czy bardziej altruistyczne podejście Leonarda w tak ważnym momencie sezonu nie byłoby za dużym ryzykiem? A może pokazałoby zaufanie w kierunku partnerów? A może właśnie go nie ma, bo ten opuścił niemal 1/3 sezonu regularnego?
Nurse po meczu powiedział, że „pierwszym usprawnieniem, które Raptors muszą wprowadzić jest większe zaangażowanie: – Musimy być również znacznie bardziej fizyczni – tłumaczył trener Toronto.

Rzecz w tym, że o ile ta aktywność pewnie zawsze może być lepsza, tak wspomniana przez Nurse’a fizyczność już niekoniecznie zrobi różnicę. Tu od początku serii górują Sixers, którzy w końcu zaczęli ją wykorzystywać na miarę posiadanego talentu, robiąc z niej swoją najmocniejszą stronę. Nie mając odpowiedzi w tym konkretnym aspekcie Raptors będą musieli szukać przewag gdzie indziej. Czasu pozostało niewiele.

Mecz numer 4 w niedzielę o godzinie 21:30.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE