Ryzykant Artur Gronek – tym razem przegrał

Share on facebook
Share on twitter

Doceniamy odwagę i pomysłowość, ale eksperyment z Ostrowa nie wypalił i wina za porażkę spada na trenera. Stelmet kontrolował półfinał, ale w meczu nr 3 od początku oddał inicjatywę Stali.

Artur Gronek (fot. basketballcl.com)

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Jedną z cech klasowych drużyn jest to, że są świadome swoich przewag i potrafią je egzekwować dzięki ułożonej grze. Jeśli masz atuty, którymi ewidentnie przewyższasz rywali, to po prostu grasz swoje i reagujesz na to, co dzieje się na boisku.

Tymczasem w środę Artur Gronek rozpoczął mecz nr 3 w Ostrowie Wlkp. piątką James Florence, Filip Matczak, Karol Gruszecki, Armani Moore, Jarosław Mokros. Po trzech minutach przegrywał 5:11 i zaczął wracać do podstawowego składu. Ale rywala już nie dogonił.

Czy Stelmet przegrał przez trenerski eksperyment? Można taką tezę obronić zważywszy na fakt, że przez większość meczu mistrzowie Polski nie odnaleźli dobrego rytmu, a Stal od początku napędzała każda udana akcja i nakręcający się z drużyną kibice. A przecież tego chciał uniknąć Gronek w Ostrowie.

Trener przekombinował

Celem szokującego początku było zaskoczenie przeciwnika, doprowadzenie do sytuacji, w której Stelmet może przejmować w obronie po każdej zasłonie, wywarcie większej presji na Aaronie Johnsonie oraz przyspieszenie gry.

Na pytanie o efekty odpowiedzieć można krótko – były tylko złe. Ale ciekawsza jest odpowiedź na pytanie: po co w ogóle to wszystko?

W Zielonej Górze Stelmet pewnie wygrał dwa spotkania, kontrolował ich przebieg przez 80 proc. czasu, potrafił skutecznie ograniczyć najważniejszego w Stali Johnsona. Nawet jeśli rywale nieźle odcinali momentami od piłki rozgrywających, nawet, jeśli wpadały im trójki przez ręce – to Stelmet był z przodu.

I to Stal musiała coś zmienić, by wygrać, obrońcy tytułu mieli po prostu grać swoje. Jednak Gronek przekombinował – eksperyment się nie powiódł, gospodarze wykorzystali dziurę pod koszem, zdobyli kilka łatwych punktów, na ich dobrą grę zareagowała publiczność, Stal poszła za ciosem.

A równolegle silna ławka rezerwowych, duży atut Stelmetu, straciła iskrę. Bo przecież to Florence, Gruszecki i Mokros dają drużynie impuls energetyczny wchodząc na boisko po kilku minutach. Łukasz Koszarek, Vladimir Dragicević i Thomas Kelati mają zupełnie inne role i styl gry.

Pomysłowość w cenie, ale…

W samych zmianach, nawet ryzykownych, nie ma nic złego, dobrego trenera wręcz powinna charakteryzować umiejętność niebanalnej reakcji, albo oryginalny pomysł na grę. Jacek Winnicki zdecydował się przed play-off na grę dwoma wysokimi i teraz Polski Cukier wygrywa m.in. dzięki zbiórkom w ataku i grze pod kosz.

Zdarza się, że w meczu nadchodzi moment, w którym twojej drużynie nie idzie, rywal się rozpędza, ucieka. Wtedy trzeba działać – szaleństwo czy radykalne zmiany czasem są wręcz konieczne. W meczu eliminacji EuroBasketu z Białorusią w Toruniu aż się prosiło, by Mike Taylor wymyślił coś – cokolwiek – co wybije z rytmu rywala, co sprawi, że przez chwilę poczuje dyskomfort, będzie musiał się zastanowić, co się dzieje. Polska przegrywała, grała źle, sprawdzone schematy nie dawały efektu.

Dlatego szanujemy pomysłowość i skłonność Gronka do podejmowania ryzyka – im więcej trenerów, którzy nie boją się brać spraw w swoje ręce, tym lepiej. Ale radykalne zmiany w sytuacji, w której twój zespół prowadzi 2-0, ma ułożoną rotację i ogromny atut w postaci dwójkowych akcji Koszarka z Dragiceviciem?

Kiepski pomysł.

Egzotyka z Pucharu Polski

Oczywiście, z oceną takich eksperymentów jest ten kłopot, że w oczywisty sposób determinuje ją wynik. Ten, który następuje bezpośrednio po zaskoczeniu (w tym przypadku początek meczu) i ten końcowy. Gdyby Stelmet w Ostrowie zaczął od wyniku 19:24 po 10 minutach, a ostatecznie wygrał np. 81:75, powiedzielibyśmy, że manewr się udał lub wzruszylibyśmy na niego ramionami traktując trochę jako egzotykę.

Trochę tak było przecież w finale Pucharu Polski z Anwilem, gdy Gronek rozpoczął mecz bez Koszarka, Kelatiego i Dragicevicia, a w 5. minucie, przy stanie 6:4, zmienił całą piątkę. Efekty? Stelmet zaczął 6:0, po chwili przegrywał 7:10, po chwilowym zamieszaniu zaczął się „normalny” mecz.

Zielonogórzanie wygrali to spotkanie wysoko, eksperymenty Gronka oceniliśmy więc ciepło, ostatecznie cel został przecież osiągnięty. Choć przed finałem spodziewaliśmy się przecież, że to Igor Milicić zrobi coś, co zaskoczy faworyta. Tak jak w półfinale czekaliśmy na ciekawe pomysły Emila Rajkovicia.

Przed szereg wyszedł tymczasem Gronek. Fajnie, ale jednak – po co?

ŁC

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

POLECANE

Już po 3 kolejkach odchodzi trener Jacek Winnicki, cały zespół ukarano finansowo, rozwiązano kontrakty z Yancym Gatesem i Grzegorzem Surmaczem, a Jay Threatt i Nikola Jevtović zostali zawieszeni. W Ostrowie po tych czystkach trzeba będzie budować zespół od nowa.