PRAISE THE WEAR

“Rzut bardzo osobisty” dekadę po premierze, czyli wspomnienie legendy!

“Rzut bardzo osobisty” dekadę po premierze, czyli wspomnienie legendy!

20 kwietnie swoje 53. urodziny obchodziłby Adam Wójcik. Z tej okazji słów kilka o super książce, do której wróciłem po dziesięciu latach, bo jest to lektura obowiązkowa dla każdego kibica koszykówki. Polecam nawet tym, którzy Adama Wójcika nie mieli okazji na polskich i europejskich parkietach oglądać.
Adam Wójcik fot. Tomasz Armuła
Adam Wójcik i Dominik Tomczyk fot. Tomasz Armuła

Przyznam od razu, że podchodziłem do tej książki w 2013 roku, jak do jeża, czyli z dużym dystansem. Obchodziłem ją w księgarni szerokim łukiem i gdzieś tam była w zasięgu wzroku, ale nie w zasięgu ręki.

Z jednej strony zżerała mnie ciekawość co tam jest w środku, bo to była pierwsza taka pozycja w Polsce, lecz z drugiej miałem mieszane uczucia, ponieważ autor nijak nie kojarzył mi się z wrocławską koszykówką. Co najwyżej z bieganiem maratonów, ale to zupełnie inna bajka.

Zastanawiałem się  czy można napisać dobrą książkę o legendzie polskiej koszykówki nie mając doświadczenia z polskich parkietów i nie będąc “z branży”. 

Był tylko jeden sposób, żeby się przekonać. Trzeba było kupić książkę, a później wziąć czas, żeby zapoznać się z lekturą. Okazało się, że wystarczyły mi cztery kwarty po dwie godziny każda i było po meczu. Kosmicznym meczu, w którym Jacek Antczak udowadnia, że przy pisaniu książki o znanym koszykarzu nie liczy się doświadczenie i wiedza o koszykówce.

Najważniejszy jest warsztat dziennikarski, rzetelność , profesjonalne podejście do tematu i doświadczenie pisarskie. A tego Jackowi Antczakowi nie brakuje. Te cechy wychodzą na każdej stronie. Bo Antczak to świetny koszykarz wśród pisarzy. Z  wyglądu niski rozgrywający, a w pisaniu zawodnik “combo” – bardzo wszechstronny i uniwersalny.

Świetnie kozłuje słowem i rozgrywa przez cztery kwarty książki koszykówkę poukładaną od pierwszej do ostatniej strony, ale nie nudną. Raczej zaskakującą nawet największych rywali, którzy do tego projektu nie byli przekonani. Ja to kupuję. A raczej – już dawno kupiłem.

Antczak świetnie zbiera materiały archiwalne i przepytuje wszystkich, którzy Wójcika znali i mają coś konkretnego o nim do powiedzenia. Wyszło świetnie. To musiały być godziny rozmów i selekcji wypowiedzi. Jedni  w nocy nie śpią, bo oglądają NBA, a inni nie spali, bo pisali czemu Wójcik nie zagrał w NBA…

Taktyka autora jest prosta: jak najmniej fachowych terminów i udawania, że grę Wójcika umie się rozłożyć na czynniki pierwsze, bo to niczemu nie służy. Rzut bardzo osobisty, to nie jest poradnik młodego koszykarza. Autor gra swoje i nie udaje eksperta od koszykówki. I zaznacza to wprost. W tej historii jest z czytelnikiem szczery.

Gratuluję autorowi sukcesu, bo zrobił coś fajnego czego wcześniej na rynku brakowało. Ale też trochę współczuję, bo Pulitzera i zarobionych milionów za to w 2013 roku nie było.

Gdyby ta pozycja ukazała się w innych, lepszych czasach dla koszykówki (może teraz…?), to Jacek Antczak sprzedałby 5.000 egzemplarzy w jeden wieczór po meczu Śląska pod Halą Ludową. 

Autor  przedstawia Wójcika jako legendę, ale też jako zwykłego człowieka, który się myli i nie zawsze podejmuje dobre decyzje. Jacek Antczak nie jest adwokatem Adama Wójcika. Nie broni go. Nie wybiela. Bo na szczęście nie chce i nie musi. Liczby na końcu książki nie kłamią.

Moim zdaniem Legenda broni się sama.

Sprawdźcie sami czy skutecznie. Gorąco polecam!

Tomasz Armuła

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami