Samolot z Kotwicą – się lata, się gra

Share on facebook
Share on twitter

Pierwszoligowi koszykarze z Kołobrzegu mieli niespotykaną podróż na mecz z Sokołem Łańcut. Pogoda dopisała, zaplanowana w szczegółach podróż się udała, klub zaoszczędził pieniądze i jeszcze Kotwica ograła lidera 73:71.

Kotwica Kołobrzeg

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Sobota, godz. 6.45. Drużyna z Kołobrzegu wsiada do autobusu podstawionego pod halę, jedzie na lotnisko Szczecin-Goleniów. Samolot z Kotwicą startuje o 9.10, przed 11 ląduje w Warszawie. Na lotnisko przyjeżdża zamówiony wcześniej przez klub catering, koszykarze jedzą lunch na lotnisku, każdy z nich dostaje też pudełko z jedzeniem na drugi samolot, który o 13.30 wzbija się w kierunku Rzeszowa. Podróż trwa ok. 45 minut, pod lotniskiem czeka bus, który wiezie Kotwicę na halę w Łańcucie.

Wszystko było zorganizowane bardzo dobrze, pogoda dopisała, nie było żadnych opóźnień. W Łańcucie mieliśmy jeszcze czas pospacerować wokół hali, rozprostować nogi, rozciągnąć się przed właściwą rozgrzewką – mówi Adrian Suliński, najlepszy strzelec Kotwicy.

Mecz z liderem był wyrównany, goście minimalnie przeważali. Tuż przed przerwą prowadzili nawet 44:35, ale Sokół szybko odrobił straty. W wyrównanej końcówce zwycięskie punkty na 54 sekundy przed końcem zdobył Suliński.

Tylko potem musieliśmy się spieszyć, bo mecz skończył się ok. 18.45, a my o 19.30 mieliśmy pociąg do Kołobrzegu. Bezpośredni, z Łańcuta. To były kuszetki, w przedziale byliśmy po czterech, mogliśmy wygodnie spać. W Szczecinie byliśmy równo o godz. 9 w niedzielę – opowiada Suliński.

Adrian Suliński

Podróże lotnicze na mecze w Polsce to rzadki przypadek w Polsce. Zdarzały się one wielkiemu Prokomowi, King Szczecin w swoim pierwszym sezonie w PLK poleciał na mecz do Radomia, a w I lidze, jeszcze jako Wilki Morskie – na pierwszoligowy play-off do Krosna. Teraz, na niedawny mecz w PLK, King jechał jednak autokarem. Ruszył ze Szczecina o północy, dojechał około południa dzień przed meczem.

Kotwica leciała po raz pierwszy. – Odległość to raz [Kołobrzeg od Łańcuta dzieli, w zależności od trasy, 800-950 km], ale szukanie oszczędności to dwa – mówi prezes klubu Jakub Żabczak. – Autokar i hotel są drogie, dlatego razem z trenerami szukaliśmy innych pomysłów. Chcieliśmy pogodzić komfort zawodników z rozsądną ceną.

Sprawdziliśmy, że można lecieć samolotem, że nie koliduje to z meczem z Łańcucie, choć poprosiliśmy Sokół o przesunięcie początku spotkania o godzinę do przodu, żeby zdążyć na pociąg do Kołobrzegu. Na całej podróży zaoszczędziliśmy 4-5 tys. złotych – mówi prezes Kotwicy.

Zespół z Kołobrzegu jest w dobrej formie – wygrał trzy mecze z rzędu, z mającymi pewne miejsce w play-off Spójnią Stargard, Polonią Leszno oraz Sokołem. Sam ma jednak niewielkie szanse na ósemkę – z bilansem 12-15 zajmuje dziewiąte miejsce i ma gorszy bilans z ósmym Biofarmem Basket Poznań (14-13). Innymi słowy – musi wygrać trzy swoje mecze i liczyć na trzy porażki poznaniaków.

Gdyby się udało, to byłby już naprawdę odlot.

ŁC

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

POLECANE

tagi