Sędzia w meczu jest osamotniony

Sędzia w meczu jest osamotniony

Share on facebook
Share on twitter

Bardzo często sędziowie przyznają, że ciężko im sobie poradzić w trakcie meczu ze świadomością, że popełnili jakiś mniejszy lub większy błąd. Jak sobie poradzić? Jak zaakceptować to, że nie jest się idealnym na boisku?

Janusz Calik i Rob Lowery / fot. A. Romański, plk.pl

WINTER SALE – trwa sezon niezwykłych cen w Sklepie Koszykarza! >>

Jan Delmanowski: Bardzo często sędziowie w rozmowach przyznają, że ciężko im sobie poradzić w trakcie meczu ze świadomością, że popełnili jakiś mniejszy lub większy błąd. Jak sobie z tym poradzić? Jak zaakceptować to, że nie jesteśmy idealni na boisku?

Daria Abramowicz, psycholog sportu: W mojej ocenie warto zacząć od tego, żeby zastanowić się fundamentalnie nad tym czym jest mecz i jaka jest rola sędziego. Z założenia i z definicji to jest taka osoba, która w jakiś sposób ma czuwać nad prawidłowym przebiegiem spotkania no i też odnosić się do przepisów i reguł, które taką rozgrywką rządzą. Ale to niesie za sobą pewną dozę interpretacji.

To nie jest tak, że sędziuje maszyna, tylko sędziuje człowiek. I pewnie to będzie pojawiało się nie raz w naszej rozmowa – takie porównanie i odwołanie się sędziego do zawodnika. Mówimy, że sportowiec (zawodnik) to jest przede wszystkim człowiek w kontekście różnych wyzwań, z którymi się mierzy w toku swojej sportowej drogi.

I dokładnie tak samo jest w przypadku sędziego. Tzn. warto myśleć o tym, co może nas przybliżyć do tego, jak najlepiej sędziować, eliminować jakieś błędy, które się pojawiają lub poprawiać swoje zdolności i zwiększać swoje zasoby, które pozwalają nam efektywnie pracować (sędziować), ale jednocześnie z takim poczuciem, że nie jest się maszyną i że ten czynnik ludzki jest zupełnie naturalny.

JD: Od początku kariery sędziowskiej, już na kursach sędziowskich uczono mnie i innych moich kolegów, że wszelkie emocje takie „pozaboiskowe” należy zostawiać w szatni. Mam jednak wrażenie, że takie włącznie/wyłączanie emocje przysparza sędziom sporo problemów.

DA: Włączanie i wyłączanie emocji w mojej ocenie to jest jedno, ale rzeczywiście to zostawianie swojego bagażu w szatni to druga kwestia – bo to jest dużo więcej niż tylko ten komponent emocjonalny. Po pierwsze, rzeczywiście byłoby cudownie, gdyby było łatwo to zrobić. Żeby rzeczywiście wejść w zadanie w 100% i nie przejmować się, nie myśleć.

I mówię tu teraz o wielu rzeczach – o tym co dzieje się w domu, w pracy, o tym jakie oczekiwania nakłada sędzia sam na siebie, jakie oczekiwania i być może presję odczuwa z zewnątrz, jaka jest stawka meczu, czyli żeby zrealizować to, o czym na przykład swego czasu mówił Adam Małysz – nieważne jakie to są zawody i jaki to jest konkurs, ja chcę oddać dwa równe i dalekie skoki. I to jest ta słynna maksyma, która się przewija pewnie w rozmowach ze wszystkimi psychologami sportu. I gdyby tak było, to byłoby to fantastyczne.

Natomiast jeśli spojrzymy przykładowo na Igrzyska Olimpijskie i na wielkich mistrzów, którzy nie wykonują swojego zadania na poziomie, do którego nas przyzwyczaili w zawodach nieco niższej rangi. Dzieje się coś takiego, co nie pozwala na to. I to jest właśnie to – nie potrafią oni bowiem zostawić tego całego swojego bagażu i emocji w szatni, w domu.

I dokładnie te same mechanizmy dotyczą sędziowania w sporcie. Tym bardziej, że bardzo często sędziowie poddawani są dużo większemu obciążeniu emocjonalnemu, jeśli przyjrzymy się charakterystyce zadania, które mają do wykonania.

JD: Rozmawiając z czołowymi sędziami Euroligi zwróciłem uwagę na jedną rzecz – praktycznie każdy z nich miał jakieś swoje stałe przyzwyczajenia, rytuały przedmeczowe. Jedni biegają, inni piją kawę, a jeszcze inni czytają gazetę. Czy takie rytuały, mogą być formą radzenia sobie z emocji i z tym „bagażem”, o którym teraz rozmawiamy?

DA: To zdecydowanie jest pomocne. To o czym powiedziałeś, nazywamy „rutynami” przedstartowymi. Pozwalają one uzyskać pewien odpowiedni rodzaj nastawienia i sprzyja wejściu w koncentrację, w skupieniu się na konkretnym zadaniu.
Warto zatrzymać się w tym miejscu i zwrócić uwagę na pewne bardzo istotne rozróżnienie – pomiędzy rutyną, rytuałem, a przesądem.

Rutyną będzie to o czym sam powiedziałeś – pewne zachowania, które mają na celu pozostawienie naszych emocji gdzieś za nami. Natomiast nie jest to obarczone komponentem emocjonalnym, z którym już mamy do czynienia przy rytuale. Rytuał bowiem jest czynnością, którą musimy wykonywać zawsze w ten sam sposób.

Dla przykładu, gdyby miało to być bieganie, wówczas powinno się odbywać o tej samej porze, na tej samej trasie, w takim samym tempie. Natomiast jeżeli za taką czynnością/zachowaniem będzie stał również lęk, że jeśli tego nie zrobimy, to ten mecz będzie kompletną katastrofą i ten lek staje się bardzo silny, pojawiają się negatywne emocje – wtedy już mówimy o przesądzie.

Oczywiście mówimy tu w dużym uproszczeniu. I w momencie, w którym pojawiają nam się przesądy i rytuały, jest to moment wart interwencji.

JD: Czyli jeśli dobrze rozumiem – rutyna to coś pozytywnego, ale zabrnięcie w stronę rytuału, czy przesądu już będzie niekorzystne.

DA: Tak.

To są buty LeBrona Jamesa – możesz w nich zagrać! >> 

JD: OK, a co w sytuacji w której w naszej rutynie coś się nagle zmienia, nie jesteśmy w stanie zrealizować jakiegoś elementu i to nas „wytrąca” jakoś przed meczem?

DA: W takiej sytuacji musimy pamiętać o tym, że przecież nie na wszystko mamy wpływ i pewien stan rzeczy musimy po prostu zaakceptować. Jeśli będziemy zbyt dużą wagę przywiązywać do niektórych elementów, wówczas stanie się to dla nas obciążeniem. A przecież po to mamy naszą rutynę, żeby się tego obciążenia pozbywać, prawda?




JD: Todd Warnick – szef sędziów Euroligi i osoba odpowiedzialna za ich coaching – powiedział mi taką rzecz: w sędziowaniu nie chodzi o sędziowanie. Na pewnym etapie sędziowie są przygotowani w bardzo zbliżony do siebie sposób, jak chodzi o znajomość przepisów, interpretacji czy przygotowanie fizyczne.

W pewnym momencie chodzi o zarządzanie ludźmi w kontekście zawodników i trenerów, z którymi trzeba rozmawiać często w gwałtownych, emocjonalnych sytuacjach, ale także w kontekście naszego boiskowego partnera – sędziego – i różnica pomiędzy sędzią dobrym, a bardzo dobrym czy świetnym, uwidacznia się właśnie przy tym zarządzaniu ludźmi.

DA: To jest bardzo ciekawy punkt widzenia. Ponieważ faktycznie na pewnym poziomie ta znajomość przepisów wśród sędziów będzie stała na zbliżonym poziomie. Tak jak wśród zawodników, np. znajomość techniki – to są rzeczy wyuczalne. Relatywnie łatwo. Dopiero później dochodzi ten komponent emocjonalny.

Posłużę się przykładem mistrzostw świata w piłce nożnej. Przygotowanie się naszej kadry do tych zawodów nie dotyczyło tylko stricte przygotowania się do meczu z Senegalem. Ale nasz trener stanął przed trudnym zadaniem, jakim było zarządzanie zespołem i dotyczyło tego co działo się przed turniejem, w trakcie, relacji pomiędzy wieloma ludźmi, itd.

To samo dotyczy innych dyscyplin sportu i to samo dotyczy sędziów. Bo to jest bardzo silna dynamika relacji z wieloma osobami, na małej przestrzeni, gdzie też bardzo ważna jest komunikacja – i nie mówię tu o tym, żeby ktoś usłyszał to, co mam do powiedzenia – ale o jakości naszego komunikatu. Żeby ktoś zrozumiał dokładnie to, co chcę przekazać, żeby to odbyło się w sposób szybki, prosty, efektywny. I już powoli tworzy nam się takie drzewo. Dokładamy coraz to nowe umiejętności, które warto żeby sędzia posiadała.

Mówiliśmy już o przygotowaniu sędziego pod kątem psychologicznym. Warto, żeby sędzia wiedział nie tylko jak sobie radzić z własnymi emocjami, ale też żeby potrafił się asertywnie komunikować, żeby potrafił zarządzać swoim zespołem i ludźmi, którzy są wokół i do tego żeby potrafił skutecznie zarządzać przestrzenią i czasem.

JD: Bardzo często na poziomie rozgrywek młodzieżowych zdarza nam się wielokrotnie w trakcie sezonu spotykać z tymi samymi trenerami, zawodnikami. Jak sobie poradzić z sytuacją, w której dla przykładu – tydzień temu sędziowaliśmy mecz trenerowi A i doszło między nami do ostrego spięcia i za chwilę znowu na parkiecie spotykamy się z tym samym trenerem A?

Mamy przecież w głowie te niedawne wydarzenia, a przecież nie chcielibyśmy „połknąć gwizdka” i posędziować kiepskich zawodów.

DA: Warto pozostawać przy myśleniu o zadaniach. Że każdy kolejny mecz jest jednym, konkretnym zadaniem, pewną zamkniętą całością i oddzielną historią.

Oczywiście, łatwo jest sobie w teorii powiedzieć, żeby takie założenie przyjąć, ale dużo trudniej jest to zrealizować m.in. dlatego, że sędzia też jest człowiekiem i też odczuwa emocje związane nie tylko z tym jaka jest jakość jego sędziowania i z tym jak on sam się czuje po meczu i jak ocena siebie, ale także w kontekście tego, że pojawiają się różnego rodzaju konflikty.

Bycie skupionym na zadaniu i na tym, że jest „robota” do wykonania od A do Z, pozwala na zdystansowanie się od tych kwestii. Oczywiście, jest to bardzo indywidualna sprawa, ale jeśli dany sędzia czuje, że te towarzyszące emocje mu przeszkadzają i czuje, że może to wpływać na jakość jego sędziowania, powinien się postarać o wyczyszczenie tego obszaru wokół siebie. To jest w ogóle najtrudniejszy element pracy sędziego, moim zdaniem.

Wyobraźmy sobie, że sędzia który prowadził mecz finałowy US Open pomiędzy Sereną Williams a Naomi Osaką za chwilę będzie sędziował kolejne spotkanie Sereny Williams. Już WTA wydała wytyczną, zgodnie z którą w trakcie najbliższego turnieju wielkoszlemowego Australian Open, ten sędzia nie będzie prowadził żadnego meczu z udziałem Sereny Williams.

JD: Czy to jest dobre?

DA: Wiesz jaka jest ulubiona odpowiedź psychologów na każde pytanie? To zależy…

JD: Ja patrzę z punktu widzenia sędziego. Swego czasu w okręgu wielkopolskim mieliśmy sytuację bardzo dużego konfliktu pomiędzy jednym z sędziów, a jednym z trenerów. I przez kilka dobrych sezonów była taka niepisana zasada, że sędzia X nie sędziuje meczów trenerowi Y. Tylko czy to jest dobre? Według mnie, to uwypukla to, że gdzieś tam jest jakiś poważny problem, konflikt, który nie bardzo wiemy jak rozwiązać, więc najlepiej będzie jak te osoby będą siebie unikały i wtedy problemu nie będzie.

DA: Trochę jest to strategia unikowa. Co jest celem? Jeśli mecz, rozgrywka sportowa pomiędzy drużynami X i Y ma być pojedynkiem obiektywnym, w którym to te drużyny i zawodnicy są najważniejsi, to takie działanie też może być sposobem na szukanie rozwiązania. Więc nie dziwi mnie to, że zarządzający ligą czy organizatorzy próbują właśnie takie rozwiązanie znaleźć. A czy ono będzie skuteczne na krótką metę, czy na długą, to już jest druga kwestia.

W mojej ocenie, bardzo pomocne by było dokształcanie i wspieranie sędziów, żeby mocno pracowali nad tą swoją sferą mentalną, nad budowaniem odpowiednich zasobów, nad budowaniem odporności na takie zachowania, ponownie to podkreślę – nad koncentracją na zadaniu, które mają do wykonania.

Taka praca w takim wymiarze długofalowym spowoduje powstanie sytuacji, w której zmniejszy się diametralnie ilość zachowań czy boiskowych wydarzeń, które mogą rzutować na jakość sędziowania przez danego sędziego i na ewentualne eskalowanie zachowań z udziałem trenera X. Ich liczba się zmniejszy, ponieważ sędzia będzie miał odpowiednie umiejętności i narzędzia do tego, żeby sobie z tym radzić.

JD: A propos jeszcze Sereny i WTA – OK, zgodzę się z tym, że to na tę chwilę jest dobre rozwiązanie, ponieważ cały świat widział i dyskutował na temat tego, co się stało. Ale po Australian Open będą kolejne wielkie turnieje. I co, dalej mamy pilnować tego, żeby tan dany sędzia nie sędziował meczów Sereny? Jak długo mamy być ostrożni w tej kwestii i unikać ich spotkania na korcie?

DA: A co jeśli to sędzia zgłasza, że nie chce w tej chwili jej sędziować? Że to obciążenie dla niego, póki co, jest zdecydowanie zbyt duże?

JD: No tak, zgadzam się z tym że nie znamy tutaj szczegółów tej decyzji.

DA: To jest tak jak w kadrach narodowych na przykład. W zespołach znajduje się psycholog, który nie tylko pracuje z zawodnikami indywidualnie, czy w grupie, czy z trenerami ale przede wszystkim jest też obecny w trakcie zawodów. Ja pracując ze swoimi zawodnikami stale ich uświadamiam, że to jak pracujemy w gabinecie wygląda tak i tak, ale na zawodach ta nasza praca całkowicie się zmieni. Tam nie będzie już czasu na to, żeby się zastanawiać, żeby pracować nad różnymi mechanizmami. Tam ta praca będzie szybka, dynamiczna.

Sędzia nie ma kogoś takiego, kto podczas meczu, przy kontrowersyjnej sytuacji jakoś go wesprze, będzie obecny w trakcie meczu, wciśnie przycisk „pauza”… On tam jest zdany sam na siebie. Sędzia jest bardzo osamotniony w trakcie meczu.

JD: Mam wrażenie, że i tak, i nie. Oczywiście to co mi chodzi teraz po głowie, wiąże się z dużą samoświadomością obydwu (czy nawet trzech) sędziów będących na parkiecie, ale taką osobą, która naciśnie ten guzik „pauzy” może być nasz partner na boisku. W trakcie meczu korzystamy z różnych przerw – chociażby przerwy na żądanie – i one co prawda trwają krótko, bo niespełna 60 sekund, ale w trakcie nich możemy omówić to co się stało na zasadzie „OK, było, minęło, trudno, odcinamy to”, albo też nawzajem się wesprzeć. Sędzia jest osamotniony, do momentu przerwy w grze.

DA: W sytuacji, w której system jest taki, że sędziowie na co dzień pracują w stałych zespołach – tak jak jest na przykład w piłce nożnej – to wtedy jest szansa na zbudowanie relacji. Wtedy sędziowie się znają, wiedzą, jak reagują na dane sytuacje czyli wiedzą jak się nawzajem wspierać i jak reagować w sytuacjach kryzysowych. Jeśli natomiast dobór sędziów jest losowy i ten zespół nie jest stały, to jest to zadanie dużo, dużo trudniejsze.




JD: Czyli znacznie korzystniejsze byłoby tworzenie stałych składów sędziowskich tak, żeby ze sobą jak najwięcej pracowali

DA: To jest tak jak z budowaniem zespołu sportowego, drużyny, która razem pracuje na boisku. Znajomość sposobu zachowania, czy poruszania się naszego partnera, czy też nawet świadomość tego, co on tam sobie myśli w tej chwili, jak jego głowa pracuje w tym wszystkim, jest bardzo pomocna. Szczególnie w sytuacjach o dużym napięciu.

JD: Porozmawiajmy trochę o koncentracji. Mam wrażenie, że jako sędziowie najczęściej popełniamy błędy w dwóch sytuacjach: dana sytuacja nas mocno zaskakuje, nie omówiliśmy jej wcześniej i nie jesteśmy na nią przygotowani, albo najzwyczajniej w świecie ucieka nam koncentracja z różnych powodów.

Sasa Pukl zapytany przeze mnie o to, co jest najtrudniejsze w sędziowaniu na tym najwyższym, europejskim poziomie zaskoczył mnie mówiąc, że najtrudniejsze jest to, że jednego dnia w tygodniu sędziuje w Pireusie w hali gdzie jest 15-20 tysięcy kibiców, a trzy dni później sędziuje mecz w lidze słoweńskiej, na trybunach jest grupa może z 200 kibiców i jest cisza. I wtedy ma problem z koncentracją. Z czego to się bierze?

DA: Między innymi z tego, że dzisiejszy sport to jest sztuka uzyskania pewnego balansu pomiędzy życiem prywatnym, życiem sportowym, tym co na nas wpływa, w jaki sposób się przygotowujemy. Jeżeli na przykład mamy podróż, zmianę miejsca, zmianę areny rywalizacji, zmiany poziomu rozgrywek, to tych czynników/zmiennych jest tyle, że o tę równowagę i balans jest bardzo trudno.

Kiedy człowiek posiada taką równowagę i balans, to doświadcza pewnego wewnętrznego spokoju. Wiem, że to może brzmieć jak jakaś szarlataneria, ale to ma w sobie ma pewien głęboki sens. Mając w sobie taki spokój możemy wykrzesać maksa ze swoich zdolności poznawczych – takich koncentracja, która jest taką konstrukcją psychologiczną, bardzo konkretną wydawałoby się, ale jednocześnie ciężko jest tak mocno wsiąknąć w to zadanie, jakim jest sędziowanie i mieć spostrzeganie na bardzo wysokim poziomie, odpowiedni czas reakcji, brak zawahania, bardzo silną koncentrację, itd.

Jako psycholog byłam razem z kadrą kolarzy torowych na mistrzostwach świata juniorów w Szwajcarii i układ z powodu przeniesienia młodzieżowych mistrzostw Europy był taki, że skończyły się mistrzostwa świata juniorów chyba 14 czy 15 sierpnia, był dzień przerwy i zaczynały się młodzieżowe mistrzostwa Europy.

W tym samym miejscu, na tym samym torze. Tylko, że zmienił się organizator. Mistrzostwa świata organizowali Szwajcarzy, a mistrzostwa Europy organizowali Włosi – bo pierwotnie miały one odbyć się we Włoszech, ale zostały przeniesione.
Zlikwidowano banery pod bandami, zmienili się sędziowie, zmienił się trochę układ krzeseł w polu oczekiwania, zmieniła się troszkę muzyka i płynność rozgrywania zawodów i proszę sobie wyobrazić, że zawodnicy startujący w jednej i drugiej imprezie odczuwali ogromną zmianę. Czuli się nieswojo, bo zmieniły się okoliczności i otoczenie. I to właśnie utrudniało im utrzymanie odpowiedniej koncentracji.

JD: W ogóle mnie to nie dziwi. Na etapie sędziowania rozgrywek młodzieżowych często dochodzi do sytuacji, w której powiedzmy w sobotę rano sędziujesz mecz młodzików czy kadetów, a wieczorem masz do czynienia z seniorami grającymi w 3. lidze. I w bardzo krótkim czasie masz zmianę kryteriów, tempa gry, itd.

DA: Tutaj dochodzimy do następnego komponentu czyli do zdolności regeneracji, co wiąże się z posiadaniem tej równowagi, o której mówiliśmy. Posiadanie umiejętności regeneracji nie tylko na poziomie fizjologicznym, ale też psychofizycznym, czysto emocjonalnym jest absolutnie kluczowe, tym bardziej jeśli dużo jest tych zmiennych wokół.

To są buty LeBrona Jamesa – możesz w nich zagrać! >> 
JD: Jak się w takiej sytuacji „zregenerować mentalnie”?

DA: Każdy ma na to – a przynajmniej warto, żeby miał – swój indywidualny sposób. Niektórzy lubią podróże, nawet bardzo krótkie. Oczywiście nie mówimy tu o sytuacjach, gdzie mamy na to regenerację raptem kilka godzin, ale o całym cyklu pracy. Podróż zmienia nam perspektywę, daje inne bodźce, zmieniamy zupełnie sposób patrzenia na świat, jeśli jest to podróż świadoma.

Niektórzy lubią oglądać seriale, inni spędzać czas z bliskimi. Ja powtarzam wszystkim moim podopiecznym, a pracuję również z sędziami: zrób codziennie dla siebie chociaż jedną rzecz. Tylko dla siebie. Nie dla bliskich, nie dla zawodników, nie dla zespołu w pracy, tylko dla siebie samego.

Niech to będzie napicie się dobrej kawy, zjedzenie czegoś dobrego, krótki spacer. Bo wtedy to nie jest egoizm, tylko zdrowe działanie, takie „bycie blisko siebie”. Pozwala to na skupienie, na taką uważność zgodnie z filozofią mindfullness i jest to już tendencja obecnie w psychologii w sporcie i biznesie, w którą idzie zwłaszcza amerykańska psychologia.

To jest bardzo dalekie od coachingu i takich typowych „złotych recept” z internetu. Ma to ogromny sens, głębie i znaczenie. Uważność ma swoje emocje, pozwala przeciwdziałać zmęczeniu, pozwala znaleźć ujście emocjom, które się nagromadziły.

JD: Dotknęliśmy już bardzo pobocznej kwestii – mindfullness. Sięgnąłem ostatnio po kilka pozycji dotyczących tej filozofii i faktycznie warto.

DA: Ja w ogóle zachęcam do sięgania po takie książki, do oglądania filmów ale z takim dużym przepuszczeniem tego przez filtr własnej sytuacji, wiedzy i doświadczeń. Ja mówię o tym wprost, że do mojego gabinetu trafiają często osoby, które zostały jakoś ukierunkowane tym, co przeczytały i w trakcie spotkania musimy to skonfrontować z tym, jaka faktycznie jest ich sytuacja. Bo to zawsze jest aż i tylko książka.

Często zachęcam też do czytania biografii sportowców, bo tu fajnie mamy do czynienia właśnie z takim „filtrem” – mamy do czynienia z relacją konkretnej historii i konkretnej osoby, możemy przez pryzmat tego sobie niektóre rzeczy przemyśleć.




JD: Dla mnie takim wzorcowym przykładem jest historia Michaela Phelpsa. Chyba u niego najmocniej widać ten moment przemiany.

DA: Najważniejszym zdaje się w jego przypadku było to, że się otworzył i zaczął otwarcie o tym mówić. I on mówi o tym w sposób bardzo kompleksowy, wspomina o swojej psychoterapii. Zresztą w Stanach obecnie mamy taki trend, że nie mówimy o „sport psychology” ale o „mental health”, co jest pojęciem dużo szerszym. To jest odpowiedź na to, co powoli wypływa ze środowiska sportowego – to nie tylko jest trening mentalny, ale także radzenie sobie z zaburzeniami takimi jak np depresja, lęki, uzależnienia.

Sportowiec, sędzia, trener, manager sportowy też są ludźmi i biorąc pod uwagę to jakie są wobec nich oczekiwania, jaki jest charakter dzisiejszego świata, mają prawo poszukiwać takiej pomocy. I Phelps opowiadając o tym w sposób bardzo świadomy, poruszając wiele kwestii, tak naprawdę otworzył to środowisko sportowe w tą stronę.

JD: Jest też bardzo dobrym nośnikiem takiej wiedzy. Umówmy się, że ciężko o bardziej rozpoznawalnego sportowca na świecie w tamtym momencie.

DA: Zgadza się. Ale pozostając przy koszykówce – spójrzmy na to co zrobił Kevin Love. Gość, który z zewnątrz wygląda na niesamowicie silną osobowość, grający w topowym zespole na świecie, gdzie zaplecze jest na tak wysokim poziomie, że wszyscy mają dostęp do świetnych fachowców w każdej dziedzinie – a jednak problem go dotknął. I nie poradził z nim sobie ot tak.

Love wprost pisał o tym w „The Players Tribune”, że jest pewnego rodzaju stygmat, że ciężko jest wprost opowiedzieć o tym, że „jest mi trudno”. Sport jest bardzo specyficzną dziedziną aktywności człowieka w społeczeństwie i wiąże się z takim przymiotem niezniszczalności, bycia zawsze silnym i sprawnym w różnych kontekstach, odnoszenia wielu sukcesów. A tu zaskoczenie, nagle problem?

W takiej sytuacji wymagało to wiele siły, żeby poprosić o konkretną pomoc. Love ten tekst pisał będąc już w psychoterapii i to widać w treści. I wracając do początku naszej rozmowy – nawet dla wielkich mistrzów to nie jest takie proste, żeby ten bagaż emocji zostawić w szatni.

JD: To jeszcze kończąc wątek Kevina Love. Zastanawiam się na ile na jego mentalność wpływ miało to życie w cieniu Lebrona Jamesa. Umówmy się – gość z wielkim talentem, wielkim sercem do gry, a nie było siły, żeby się wyraźnie przebił.

DA: No tak, nikt nie ma takiej siły, żeby się przebić przez LeBrona. Tak już czysto fantazjując, jestem bardzo ciekawa jak Love rozwinąłby się pracując na przykład u Steve’a Kerra, który jest dla mnie trenerem niemalże kompletnym. Obserwując go, widzę, że ma niesamowicie mocno rozwinięty ten zasób umiejętności społecznych, zarządzania ludźmi i zespołem. I tutaj mogłoby być naprawdę ciekawie. Ale warto też mocno podkreślić, ze wcale nie musiałoby być lepiej. Tutaj nie wiemy jak ta współpraca by wyglądała. Rozmawiamy czysto teoretycznie.

JD: Skoro już jesteśmy przy NBA – wróćmy do sędziowania. Jak wiadomo w NBA mamy do czynienia z czymś takim, jak raport ostatnich 2 minut. W przypadku zaciętego spotkania, liga analizuje wszystkie decyzje podjęte przez sędziów w ostatnich 2 minutach gry, który później jest dokumentem jawnym, z którym każdy może się zapoznać.

I powiem szczerze – jako sędzia – nie wiem czy czułbym się dobrze z tym, że liga która mnie (poniekąd) zatrudnia, 2 dni po moim meczu publikuje dokument, w którym jednoznacznie stwierdza: tu i tu było dobrze, tam dałeś ciała, no a tu to już w ogóle katastrofa. Myślę, że to musi być strasznie trudne dla sędziów.

DA: To jest strasznie ciekawy wątek. NBA i Ameryka to zupełnie inna mentalność i zupełnie inny kontekst kulturowy. Tutaj dla przykładu chciałabym wspomnieć jeszcze o Kanadzie. Tam federacja sportowa działa tak, że zwraca się do trenera w formie „słuchaj co Ty na to, żebyśmy dokonali ewaluacji Twojej pracy? Skontaktujemy się z kilkoma osobami z zewnątrz, żeby oceniły to jak pracujesz i prześlemy Ci te odpowiedzi”.

Czyli federacja daje mu szansę na pozyskanie opinii z zewnątrz i możliwość skonfrontowania się z często niełatwą sytuacją jaką jest poznanie zdania, opinii innych osób na temat jego i jego warsztatu pracy. I nie obrażając nikogo, ten kontekst kulturowy jest niesamowicie ważny. Przy północnoamerykańskiej mentalności jest zupełnie inny stosunek do tego, niż miałoby to miejsce u nas.

Bo u nas ktoś mógłby to odebrać tak, że ktoś mi złośliwie powie coś złego, ktoś będzie chciał mi dołożyć, ktoś nie zrozumie idei takiego konstruktywnego feedbacku. A tam jest to naturalne. I wiesz co – dają prawo tym trenerom do podjęcia decyzji, czy chcą w czymś takim wziąć udział czy nie. I oni chcą. Dlatego, że dzięki temu zyskują przestrzeń do innego spojrzenia na swój zespół i trening i do ewentualnej zmiany czegoś.

I teraz przenosząc to na sędziowanie. Tam ten stosunek do tego będzie troszeczkę inny niż ta nasza perspektywa. Po pierwsze, dlatego, że są bardziej otwarci na informację zwrotną i liga robi to dlatego, że ma świadomość tego, że w przypadku meczu „na styku”, gdzie w końcówce ten poziom sportowy jest bardzo zbliżony, pojawia się bardzo duże napięcie. Więc automatycznie obciążenie i wrażliwość sędziów na te wszystkie procesy będzie większa.

Idąc dalej, warto się temu dokładniej przyjrzeć, ponieważ mogą się tam pojawiać czynniki, które będą decydować o tym, czy szala przechyli się na korzyść jednej czy drugiej drużyny. Po drugie – liga też ma prawo posiadać wiedzę na temat tego, który z sędziów ma takie predyspozycje i taki zasób umiejętności i narzędzi, które pozwalają mu wytrzymać to maksymalne obciążenie, które się pojawia.

Trzecia kwestia jest taka, że upubliczniając tego rodzaju raport z jednej strony wystawiają sędziów „na strzał”, na odzew ze strony opinii publicznej czy środowiska. Ale jednocześnie wyposażają, czy też wymuszają w pewnym sensie wymuszają na sędziach wypracowanie mechanizmów, dzięki którym taka opinia z zewnątrz ich nie „rozłoży”. Będą w stanie w pewnym sensie pogodzić się z tym i przyzwyczaić się do tego, że taka informacja ze środowiska płynie, że ich praca jest oceniana z zewnątrz i że to w pewnym sensie jest naturalny element tego sędziowskiego krajobrazu.

Nie jest to łatwe, ale sam pomysł jest bardzo ciekawy i ma głęboki sens przy jednoczesnym edukowaniu sędziów i zachęcaniu ich do tego, żeby pracować mocno nad tą sferą psychologiczną i budować w sobie te umiejętności radzenia sobie z takimi sytuacjami.

JD: To odnosząc się do tego aspektu kulturowego i niejako podsumowując ten wątek – czy biorąc pod uwagę europejską i polską mentalność, czy takie rozwiązanie przyjęłoby się u nas?

DA: Myślę, że nie. Na pewno nie w tej chwili. Nie jesteśmy na to gotowi. Ale też przede wszystkim najpierw edukujmy, zachęcajmy do pracy i do budowania tych wszystkich umiejętności i zasobów, o których rozmawialiśmy, a dopiero później szukajmy takich metod i ocen rozwoju.

JD: Spinając to wszystko, o czym rozmawialiśmy – czy gdybyśmy mocniej skupili się na aspekcie rozwoju mentalnego i przygotowania psychologicznego – mielibyśmy lepszych sędziów?

DA: Myślę, że tak. Jak najbardziej.

WINTER SALE – trwa sezon niezwykłych cen w Sklepie Koszykarza! >>




POLECANE

tagi

Jest najlepszym strzelcem Enei Astorii, tylko raz zdobył mniej niż 12 punktów, a przecież dopiero ma 23 lata i jest to jego pierwszy sezon w profesjonalnej koszykówce. Kris Clyburn wyrasta na jedno z największych transferowych odkryć tego sezonu.
9 / 12 / 2019 18:41

NBA

Najpierw złapał faul techniczny pod koniec pierwszej kwarty, a potem próbował jeszcze dyskutować z sędziami. Nie podobała mu się też decyzja arbitrów pod koniec spotkania. Luka Doncić przyznaje dziś, że emocje w stosunku do sędziów ponoszą go zbyt często.
9 / 12 / 2019 15:23
W najnowszym odcinku podcastu Kamila Chanasa gośćmi są młodzi zawodnicy Sląska Wrocław – Aleksander Dziewa i Jakub Musiał. Czym zaskoczyła ich ekstraklasa i jak widzą swoje koszykarskie kariery?

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Jest najlepszym strzelcem Enei Astorii, tylko raz zdobył mniej niż 12 punktów, a przecież dopiero ma 23 lata i jest to jego pierwszy sezon w profesjonalnej koszykówce. Kris Clyburn wyrasta na jedno z największych transferowych odkryć tego sezonu.
9 / 12 / 2019 18:41
Serbsi gigant jest naprawdę zwariowanym gościem. Dallas Mavericks przejechali się w sobotę po New Orleans Pelicans, tym razem wygrywając 130-84 (to już ich trzecie zwycięstwo nad Pels w tym sezonie), a sporo minut dostał m.in. Boban Majranović i rewelacyjnie je wykorzystał.
8 / 12 / 2019 14:40
Kamil Chanas w najnowszym odcinku podcastu „Strefa Chanasa” rozmawia z Maciejem Turowskim, znanym jako DJ Gambit, który od lat zajmuje się muzyczną oprawą widowisk sportowych, w tym oczywiście koszykarskich.
2 / 12 / 2019 10:08
Było 6 punktów przewagi na niecałą minutę przed końcem drugiej dogrywki. Polski Cukier Toruń zaliczył wówczas katastrofalną serię strat i błędów, wypuszczając wygraną w Belgii z rąk. Ostenda skorzystała z prezentu i zwyciężyła ostatecznie 105:103.