Sezon NBA bez zwolnionego trenera – pierwszy od 53 lat

Share on facebook
Share on twitter

Było kilku kandydatów do wyrzucenia, ale jednak każdy z 30 szkoleniowców dokończył rozgrywki ze swoim zespołem. To pierwszy taki sezon od rozgrywek 1963/64.

Jeff Hornacek (fot. Wikimedia Commons)

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Do końca rundy zasadniczej jeszcze pięć dni, ale w tym temacie już nic się nie wydarzy, żaden klub nie zwolni już trenera. Po raz pierwszy od sezonu 1963/64, gdy w NBA grało tylko dziewięć drużyn. Teraz gra 30, więc jest to jednak rzecz niebywała.

Skąd taka cierpliwość szefów klubów? Przyczyn jest kilka – z jednej strony w miesiącach poprzedzających obecne rozgrywki, trenerów wymieniono aż w 10 drużynach (Nets, Wizards, Rockets, Grizzlies, Knicks, Kings, Pacers, Timberwolves, Magic, Lakers). Ponad połowa z tych drużyn to zespoły młode, słabe lub w przebudowie, więc trudno oceniać wyniki pracy w przed zakończeniem sezonu. Najwyraźniej uznali tak nawet niecierpliwi zwykle szefowie klubów z Nowego Jorku i Sacramento.

Po drugie – coraz więcej trenerów pełni także rolę menedżerów, ich zakres obowiązków, ale też władzy, jest większy. Wiadomo, że sami do siebie mają większą cierpliwość i łatwiej im wytłumaczyć się z długofalowego planu przez właścicielami klubu. Nawet, jeśli wyników nie ma.

Poza tym część trenerów, których zwolnienie teoretycznie mogłoby być rozważane kilka miesięcy temu (Rick Carlisle, Terry Stotts, Steve Clifford) w minionych latach bardzo przysłużyło się swoim klubom, wykonało bardzo dobrą robotę (odpowiednio w Dallas, Portland i Charlotte). To są szkoleniowcy z większym kredytem zaufania u właścicieli.

Oczywiście nie było, nie jest tak, że każdy z trenerów mógł lub może czuć się w pełni komfortowo. Na gorących krzesłach siedzieli lub siedzą Fred Hoiberg (Bulls), Alvin Gentry (Pelicans), Kenny Atkinson (Nets) czy Jeff Hornacek (Knicks) – każdy był w innej sytuacji (transfery, kontuzje, muchy w nosie gwiazd lub poparcie u szefów), każdy przetrwał. Czy każdy utrzyma się na stanowisku po sezonie?

W minionych sezonach ze zmianami trenerów w trakcie rozgrywek było różnie. W rozgrywkach 2015/16 było ich 5 (m.in. Tyronn Lue za Davida Blatta w Cavs), rok wcześniej zaledwie jedna (Jon Loyer za Maurice’a Cheeksa w Pistons). Ale np. w sezonie 2008/09 mieliśmy już 9 zmian szkoleniowców w trakcie rozgrywek.

W sumie, od 1996 roku, czyli od momentu, w którym trenerem San Antonio Spurs został Gregg Popovich oraz licząc także tych szkoleniowców, którzy zostali zwolnieni poza trwającym sezonem, w NBA było ponad 230 zmian na stanowisku trenera.

W porównaniu z tymi liczbami oglądamy zatem wyjątkowy sezon. Trenerzy mogą być zadowoleni.

ŁC

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

POLECANE