Sezon wielkich powrotów – Anwil z zasłużonym złotem

Share on facebook
Share on twitter

Odrabianie strat w półfinale, odrabianie strat w finale i na końcu ogromny sukces, jakim jest obrona mistrzostwa Polski. Anwil ma za sobą sezon pełen wzlotów i upadków, ale zakończony niezwykłym happy endem i złotym medalem.

Igor Milicić / fot. A. Romański, plk.pl

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Wielkie serce mistrza

Sezon 2019/20 spiął się pewną klamrą. Rozpoczął się meczem Anwilu z Polskim Cukrem o Superpuchar i tak też zakończył. Pierwszy z nich wygrali torunianie, ale w ostatnim meczu finałów to włocławianie byli górą i tym samym obronili mistrzostwo Polski.

Jednak jeszcze tuż przed playoffami mało kto stawiałby grube pieniądze na drugie mistrzostwo z rzędu dla Anwilu. Z gry wypadł Josip Sobin, a zespół w trakcie sezonu regularnego zachwycał tylko sporadycznie.

Czwarte miejsce i przewaga parkietu tylko i wyłącznie w ćwierćfinale także wydawały się być sporym kłopotem. Jednak znów stare porzekadło znalazło swoje potwierdzenie w rzeczywistości.

„Never underestimate heart of a champion” czyli „Nigdy nie lekceważ serca mistrza”. Włocławianie nie tylko zaczęli grać lepiej w playoffach, ale także w ich grze można było zobaczyć ogromną pewność siebie i wyrachowanie.

Odprawienie 3:0 Arged BMSlam Stali pokazało moc włocławian. Powrót z 0:2 w półfinale przeciwko Arce Gdynia był imponujący, a i seria finałowa, w której Anwil musiał sobie dodatkowo radzić bez Michała Ignerskiego, były niesamowita. Włocławianie przegrywali w tej serii dwa razy, a mimo to ją wygrali i to na ich szyja zawisły złote medale.

Charakter koszykarzy Anwilu był wielki i w połączeniu z rewelacyjną grą, także efektowną, przyniósł kolejne mistrzostwo dla absolutnie zwariowanego na punkcie koszykówki miasta.

Udany powrót Księcia Capo Verde

Jedną z największych historii tego sezonu był powrót Ivana Almeidy do Włocławka. MVP poprzedniego sezonu powrócił w chwale i uwielbieniu, bo jakże inaczej można nazwać mobilizację kibiców na zbiórkę pieniędzy na jego kontrakt, czy gorące powitania na lotnisku.

Almeida nie tylko wrócił do Polski, ale i wracał do pełnej sprawności po poważnej kontuzji stopy. Widać było w jego grze, że brakuje mu szybkości, że jest daleki od optymalnej formy, a mimo to na najważniejszy moment sezonu wrócił w najlepszym wydaniu.




Ivan znów pokazał, w jaki sposób może dominować w PLK. Znów przyniósł do Polski trochę wielkiej, efektownej koszykówki. Wsady Ivana w samej serii finałowej mogłyby spokojnie wypełnić TOP10 z całego sezonu.

Na końcu także nie zabrakło Almeidy jako lidera. Wiadomo, że to porównanie jest przesadzone, ale czy (z zachowaniem wszystkich proporcji) Ivan nie był takim LeBronem Jamesem PLK? Grał w finale na każdej pozycji, z i bez piłki, zbierał, bronił, podawał, punktował i był nie do zatrzymania w grze 1 na 1. Robił wszystko, a do tego niósł swój zespół do wygranych. Profilem gracza jak najbardziej pasuje do najlepszego zawodnika na tej planecie.

Pomnik Igora Milicicia

Złoto jako zawodnik, a teraz dwa z rzędu tytuły mistrzowskiego jako trener. Igor Milicić przeżył kiedyś we Włocławku ogromny zawód, by potem się podnieść i stać się legendą Anwilu.

W tym sezonie znów można było zwątpić, czy jego metody dadzą upragniony sukces. Znów było trochę narzekania i braku wiary. Milicić jednak budował swój zespół na najważniejszy moment sezonu, a porażki w rundzie zasadniczej zeszły na dalszy plan.

Podjął się ogromnego ryzyka przebudowując gruntownie skład w środku sezonu. Jednak na końcu wyszło na jego – bez Almeidy nie byłoby mistrzostwa, a przerzucony polski paszport pod kosz otworzył nowe możliwości na obwodzie.

Milicić w playoffach udowodnił, że to on robi różnicę. Jego pomysły, jego kreatywność, wizja i postrzeganie koszykówki. Ograł najpierw Wojciecha Kamińskiego, znalazł sposób na Arkę Przemysława Frasunkiewicza, a na końcu finałów zaskoczył Dejana Mihevca.

Anwil w swojej historii miał wielu trenerów, jednak Milicić tym sezonem zepchnął ich na dalsze miejsca w historycznym rankingu. Stał się legendą, do której kibice we Włocławku będą wracać równie często, jak do Andreja Urlepa, którego przez kolejnych 15 lat po mistrzostwie większość widziała z powrotem na ławce Anwilu.

Grzegorz Szybieniecki

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi