Sixers mają problem – mobilni rozgrywający rywala

Share on facebook
Share on twitter

Najprawdopodobniej Philadelphia 76ers skończą sezon na 3. miejscu w Konferencji Wschodniej. I choć drużyna prezentuje tendencję zwyżkową, to nie takim cichym problem w Filadelfii jest obrona dynamicznych kozłujących.

Ben Simmons i Jole Embiid / fot. wikimedia commons

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Zarys: Podstawowe ustawienie Sixers jest lepsze od rywali o ponad 15 punktów w przeliczeniu na 100 posiadań – piątka Ben Simmons, J.J. Redick, Jimmy Butler, Tobias Harris i Joel Embiid ma w 150 minut wspólnej gry odpowiednik najlepszego ataku w lidze i top-2 defensywy (ogółem koniec 1. dziesiątki). O ile ta kombinacja składa się z trzech co najmniej dobrych obrońców, jednego solidnego i Redicka, tak brakuje w niej typowego zawodnika do pokrycia rozgrywającego.

Sixers przed sprowadzeniem Butlera i Harrisa bronili najlepszego rywala na obwodzie Robertem Covingtonem – ten jest dobrym indywidualnym defensorem, lecz w niektórych pojedynkach miewał ogromne trudności (np. w zeszłorocznej serii przeciwko Boston Celtics i Terry’emu Rozierowi, gdy ostatecznie T.J. McConnell musiał kończyć na Rozierze).

Po dokonanych w trakcie sezonu wymianach, Brett Brown szuka optymalnego rozwiązania – początkowo za jedynkę przeciwnika odpowiadał Butler, niekiedy tę funkcję pełnił Redick (co przy najgroźniejszych pojedynkach w play-offach nie powinno się zdarzyć), a w ostatnich meczach coraz częściej na kryciu rozgrywającego kończy Simmons. W próżni może być to najlepsze wyjście, aczkolwiek wiele będzie zależało od konkretnego rywala.

Część z tych kłopotów zaczyna się jeszcze zanim będzie mogło dojść do rzeczywistej obrony indywidualnej – niekiedy szwankuje komunikacja, a w zasadzie jej brak. Pojawia się zbyt wiele sytuacji jak ta poniższa, gdzie gracze broniący standardowego pick and rolla nie wiedzą dokładnie, do którego z rywali doskoczyć. A to skutkuje, że przy jednym z przeciwników jest dwóch zawodników, a przy następnym żadnego.

via Gfycat

Mając to na uwadze przyjrzyjmy się dwóm wybranym sytuacjom z marcowych meczów Sixers – w obu przypadkach nieporozumienia przytrafiły się w kluczowych momentach starć z Chicago Bulls oraz Atlantą Hawks, tym samym znacznie wpływając na końcowy rezultat danego widowiska.

1. Zach LaVine na defensywie Sixers nie tylko zdobył 39 punktów, ale przede wszystkim akcją „2+1” wykorzystał kluczowy błąd w komunikacji rywala i ostatecznie przesądził o wyniku spotkania.

Byki w ostatnim posiadaniu w ataku zdecydowały się na rozegranie prostej akcji po koszyczku na wprost kosza, w której Robin Lopez miał przekazać piłkę na zasłonie do LaVine’a. Butler pilnujący LaVine’a i Mike Scott odpowiadający za Lopeza nie porozumieli się co do konkretnego sposobu obrony, przez co obwodowy Bulls skończył samotnie z otwartą drogą do kosza.

via Gfycat

Początkowo wydawało się, że Butler będzie podążał za LaVine’em, ale widząc, że Scott ma zawodnika z piłką przed sobą zdecydował wycofać się do Lopeza. I podobnie zareagował Scott, który obserwując zachowanie Butlera uznał, że ten doskoczy do atakującego LaVine’a i nie chcąc zostawiać wolnego centra przeciwnika, postanowił do niego także się przesunąć. To dokładny moment, kiedy jeszcze dwóch graczy znajdowało się przy kozłującym Byków…

… a to już stopklatka, gdy nagle nie było już nikogo.

Sixers całkowicie odpuścili najgroźniejszą opcję rywala, podwajając Lopeza w okolicy linii za 3.

2. Hawks w trzech z czterech ostatnich posiadań meczu z Sixers zastosowali niemal ten sam schemat oparty na serii kilku zasłon na piłce dla Trae Younga. Debiutantowi w dwóch pierwszych sytuacjach udało się wypracować dogodną pozycję za 3, natomiast w ostatniej próbie Sixers wprawdzie zmianami krycia wybronili główny zarys akcji, lecz podopieczni Lloyda Pierce’a odpowiedzieli skuteczną izolacją Taureana Prince’a.

Youngowi w znalezieniu przestrzeni do oddania trójek pomogły błędy Sixers wynikające być może trochę z lenistwa, a po części ze wspomnianego braku komunikacji drużyny z Filadelfii. Skupmy się na pierwszej akcji, bo ta wydaje się najciekawsza. Warto zwrócić uwagę głównie na zachowanie Simmonsa zaczynającego na Youngu i perypetie Redicka na zasłonie Johna Collinsa.

via Gfycat

Więc co się wydarzyło?

Widzimy, że Simmons specjalnie nie kwapił się do podążania za Youngiem, uznając, że któryś z kolegów przejmie jego krycie. Cała akcja sprowadziła się ostatecznie do pick and rolla Younga z Collinsem, który był broniony przez Redicka i Butlera. Każda zasłona – szczególnie przeciwko nie najlepiej skoordynowanej defensywie – otwiera potencjalną okazję, że dojdzie na niej do pomyłki, co wyszło w opisywanym posiadaniu. Redick miał kłopot, by przedostać się na zasłonie Collinsa, lecz ostatecznie się przedarł – wtedy też Butler pokazał obwodowemu Sixers, aby ten odpowiadał za Younga.

Collins wykonał jeszcze jedną zasłonę, z której kozłujący nie skorzystał, po czym wysoki Hawks ściął w stronę kosza. Butler zaczął się wycofywać, spodziewając się pewnie, że Redick przesunie się do Younga. Redick jednak kompletnie się zakręcił i z Collinsem zbiegł w stronę kosza. Było za późno na reakcję Butlera, dzięki czemu Young oddał niepilnowaną trójkę.

Young skończył spotkanie z 32 punktami i zwycięskim floaterkiem na Butlerze, przy którym zabrakło wyższego wyjścia Embiida do rzucającego.

Podsumowanie: Sezon NBA jest długi. Na tym etapie rozgrywek wiemy w większości przypadków czym jest już dana drużyna. I o ile porażki dobrych ekip w marcu nie powinny wzbudzać większego niepokoju, tak pewne powtarzające się elementy mogą przynajmniej zapalić lampkę, że coś jest nie tak.

Sixers dzięki większemu zaangażowaniu i dodatkowym dniom przerwy na wysondowanie rywala będą lepiej przygotowani na play-offy. Niemniej czołowi kozłujący sprawiają zespołowi prowadzonemu przez Bretta Browna od dłuższego czasu znaczne kłopoty (tutaj pojawia się pytanie, czy w wymianie Harrisa nie można było sprowadzić także Patricka Beverleya lub pozostawić w klubie Landry Shameta, który jako tańsza i młodsza wersja Redicka idealnie pasowałby do Simmonsa oraz Embiida).

Częste nieporozumienia i błędy w komunikacji mogą sugerować, że te kilka pozostałych meczów okaże się dla Philly nie tylko wyczekiwaniem do końca sezonu regularnego, ale również sposobnością do lepszego zgrania. A to zaprocentowałoby na przyszłość – udałoby się zwiększyć szanse na zatrzymanie rywala i oszczędzenie w ten sposób kilku cennych punktów w najważniejszych pojedynkach. Do play-offów wciąż pozostało trochę czasu i trzeba reagować zanim w końcu będzie za późno.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Podcast Autora znajdziesz TUTAJ >>

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE