Słaba forma Polaków – porażka z Finlandią

Share on facebook
Share on twitter
Przemysław Zamojski (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)
Przemysław Zamojski (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)

Nic pozytywnego nie da się napisać o grze Polaków w sobotnim sparingu z Finlandią w Ulm. Chaos w ataku, dziurawa obrona, brak energii – Biało-Czerwoni przegrali 71:80.

To druga z rzędu sparingowa porażka Polaków, którzy w piątek przegrali 77:89 z Rosją. W niedzielę zagramy z Niemcami, w środę i czwartek dwa kolejne sparingi we Włocławku, a 31 sierpnia – pierwszy mecz eliminacji EuroBasketu z Portugalią. W tej chwili Polacy nie wyglądają na zespół w formie. Pozostaje mieć nadzieję, że sztab szkoleniowy nad wszystkim panuje i na ważne mecze zespół będzie gotowy.

W sobotę już pierwsza kwarta zaczęła się niemrawo, Polacy popełnili 5 strat w pierwszych pięciu minutach i choć prowadzili w tym momencie 10:7, to nie grali dobrze. Finowie, u których zabrakło m.in. Petteriego Koponena i Shawna Huffa, podstawowych graczy z EuroBasketu, ograniczali się tylko do trójek, głównie niecelnych, a mimo to Biało-Czerwoni nie potrafili im uciec.

Natomiast kiedy to gry włączył się Lauri Markkanen – 19-letni, bardzo utalentowany środkowy – Polacy zaczęli mieć kłopoty. Młody Fin bez kłopotu zdobywał punkty niezależnie od tego, czy pilnował go Adam Hrycaniuk czy Maciej Lampe. Markkanen do przerwy miał 16 punktów, na które złożyły się i trójki, i kontry, i punkty spod kosza, i rzuty wolne. W całym meczu fiński środkowy rzucił 24 punkty.

Polacy w drugiej kwarcie dali sobie uciec na 11 punktów (29:40 po 20 minutach), a w pewnym momencie grali w sposób nie zrozumiały – drużynie nie szło, a trener Mike Taylor wysłał na boisko piątkę bez rozgrywającego (Mateusz Ponitka, Przemysław Zamojski, Michał Sokołowski, Tomasz Gielo, Aleksander Czyż). Nic dobrego z tego nie wyniknęło, ciekawe, czy takie ustawienie kiedykolwiek jeszcze zobaczymy.

Po przerwie Polacy się obudzili, zagrali aktywniej – także w obronie strefowej, od której zaczęła się trzecia kwarta. Szybki run 7:0 w półtorej minuty przybliżył nas do Finów. Ale tylko na chwilę, rywale znów odskoczyli na 10 punktów. I taka różnica na korzyść przeciwnika utrzymywała się długo, niezależnie od tego, że dobre akcje pokazywali Ponitka, a także rezerwowi Zamojski i Sokołowski.

5 minut przed końcem było 62:72, Taylor poprosił o czas i krzyknął do zawodników, by w ostatnim fragmencie dali z siebie wszystko. Polacy dali punkty Gielo po ładnej akcji zespołu, ale potem były straty i pudła, a po drugiej stronie boiska – punkty Finów. W samej końcówce Polacy zaliczyli jeszcze kilka kompromitujących strat.

Polska – Finlandia 71:80 (20:19, 9:21, 23:21, 19:19)

Polska: Ponitka 14, Gielo 13, Zamojski 9, Waczyński 8, Sokołowski 8, Lampe 3, Slaughter 5, Hrycaniuk 3, Czyż 3, Gruszecki 2.

POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi