Słońce świeci, J-Blass bije, Turów wygrywa

Share on facebook
Share on twitter

W meczu PGE Turowa z Energą Czarnymi energii było co nie miara, bo poza koncernami do gry włączyło się słońce. Wygrali, ale tylko 83:81, zgorzelczanie.

(Fot. Tomasz "Fijołek" Fijałkowski)
(Fot. Tomasz „Fijołek” Fijałkowski)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

W sobotę mieliśmy bardzo dobre spotkanie w Radomiu, gdzie Rosa pokonała Kinga 82:79, w niedzielę obejrzeliśmy nawet lepszy mecz w Zgorzelcu. Zwycięstwo gospodarzom dał ich lider, MVP października według PolskiKosz.pl, Kirk Archibeque (19 punktów i 13 zbiórek), który dobił rzut Denisa Ikovleva 4,5 sekundy przed końcem.

Czarni zasłużyli jednak na brawa, bo po słabym początku zmienili styl gry i pchając piłkę w pole trzech sekund nękali gospodarzy do końca. W czwartej kwarcie prowadzili już trzema punktami, a w ostatniej akcji Jerel Blassingame miał rzut na wygraną. Choć umówmy się – jak na akcję po przerwie dla Robertsa Stelmahersa, to rzut pod presją z rogu boiska był fatalną zagrywką.

Turów grał bez Davida Jacksona, co było znacznym osłabieniem, ale gospodarzy w pierwszej połowie wspierało słońce. Organizatorzy nie przewidzieli, że podczas meczu o 12.40 jednej z połów gra będzie utrudniona, bo od południowej strony zgorzelecka hala ma pod dachem szybę.

Turów szybko objął prowadzenie, bo Tweety Carter bawił się w J-Blassa zdobywając punkty i asysty po ładnych wejściach, a sam Blassingame postanowił zostać bokserem – w 4. minucie Amerykanin po chamsku uderzył w brzuch Mateusza Kostrzewskiego.

Kary uniknął, bo sędziowie widzieli tylko to, jak skrzydłowy Turowa go odpycha. Nędznym zagraniem i po błędzie arbitrów rozgrywający gości zarobił więc dwa rzuty wolne. Ale – przynajmniej tyle sprawiedliwości – oba spudłował.

Na początku mieliśmy zatem słońce świecące w oczy Czarnych, zdenerwowanego i ograniczonego wysoką obroną Blassingame’a, który szybko popełnił trzy przewinienia oraz rozpędzający się Turów, który wygrywał już 21:9. Nic nie wskazywało na to, że Czarni zaczną odrabiać straty.

A jednak – goście zaczęli grać pod kosz i efekty przyszły szybko. Blassingame do przerwy nie zdobył punktu, ale bardzo dobrze znajdował Justina Jacksona i Davida Kravisha – ci trafiali, także ważne po własnych zbiórkach. W sumie środkowi Czarnych do przerwy zdobyli 22 punkty i 10 zbiórek.

Słupszczanie dogonili Turów już przed przerwą, bo u gospodarzy wyhamował Carter, wyhamował cały zespół. Na początku trzeciej kwarty to zgorzelczanom świeciło w oczy słońce, a Czarni wyszli nawet na prowadzenie 50:48 po trójce Mantasa Cesnauskisa z rogu.

Ale nie tylko dlatego mecz był równy – słupszczanie zaczęli dobrze bronić. I pod koszem, i na obwodzie, gdzie Marcus Ginyard i Blassingame zaliczyli kilka przechwytów. Ale w 28. minucie, przy stanie 54:53, „Blass” popełnił czwarte przewinienie.

To zbiegło się z punktową serią Michała Michalaka, ale wciąż było remisowo. Goście bardzo konsekwentnie grali pod kosz – mijali i Łukasz Seweryn, i Chavaughn Lewis, i Ginyard. Ale i grozili trójkami – po trafieniu Seweryna było 73:70 dla Czarnych.

W ostatnich minutach Turów odzyskał w ataku wszystkich ważnych graczy – Cartera (pięć punktów z rzędu), Ikovleva (ważna trójka), Michalaka (skuteczne wejścia) oraz Archibeque’a (zwycięska dobitka). Czarnych trzymał w grze celnymi wolnymi Jackson, do wygranej zabrakło im naprawdę niewiele.

Pełne statystyki – TUTAJ.

ŁC

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

POLECANE

Już po 3 kolejkach odchodzi trener Jacek Winnicki, cały zespół ukarano finansowo, rozwiązano kontrakty z Yancym Gatesem i Grzegorzem Surmaczem, a Jay Threatt i Nikola Jevtović zostali zawieszeni. W Ostrowie po tych czystkach trzeba będzie budować zespół od nowa.