Sokół odleciał Legii w Warszawie. Już całkiem wysoko

Share on facebook
Share on twitter

Jeśli Legia będzie tak grać i przegrywać u siebie, to w Warszawie na awans do PLK będą czekać jeszcze długo. W bitwie na szczycie na Bemowie lepszy okazał się Sokół Łańcut, który wygrał 65:60.

(Fot. Facebook.com)
(Fot. Facebook.com)

Czarni – Anwil, kto wygra? Typuj wynik i wygrywaj >> 

Po ośmiu kolejkach w I lidze Sokół ma bilans 8-0, a Legia – 5-3. Do końca sezonu daleko, w play-off może się wiele wydarzyć, ale na razie sprawa jest jasna – Sokół Legii odleciał. Wysoko, to już trzy punkty przewagi.

Ale dokonał tego po ciężkim, siermiężnym spotkaniu w Warszawie.

W przerwie ktoś mógł powiedzieć, że mecz wygląda, jak wygląda, bo obie drużyny dobrze bronią – i nawet tak bardzo by się nie pomylił. Ale dobra obrona to jedno, a fatalny momentami atak – drugie. I chyba jednak prawdziwsze.

Seryjne straty, nagminne pudła i to takie, kiedy w momencie oddawania rzutu widać było, że nie wpadnie on do kosza. Długo w tym meczu męczyli się i kibice, i koszykarze.

Przez pierwsze 20 minut oba zespoły trafiły tylko 18 z 64 rzutów, Sokół prowadził 29:26. Legia była minimalnie skuteczniejsza, ale popełniała też więcej strat. U gospodarzy jak zardzewiały grał Łukasz Pacocha, który zmaga się z urazem barku, u gości dynamiki brakowało Marcinowi Sroce, który ostatnio chorował.

Na poważniejsze prowadzenie w połowie trzeciej kwarty Sokół wyszedł na prowadzenie 38:28 po trójce Marka Zywerta. Ale wtedy wreszcie zareagowała Legia – Pacocha przypomniał sobie, że to on jest zwykle czołowym strzelcem ligi, trafił dwie trójki.

I wtedy obręcze jakby się rozszerzyły, poleciały trójki z obu stron, oprócz zapasów oglądaliśmy wreszcie punkty. Więcej ze strony Legi, która szybko wyszła na prowadzenie 45:41. Obie drużyny zaczęły grać w końcu w kosza.

Tomasz Andrzejewski był w tym momencie lepszy niż Marcin Sroka, Piotr Robak dobrze pilnował Alana Czujkowskiego. No i poziom cały czas trzymał najlepszy w Legii Adam Linowski (18 punktów, 8 zbiórek).

I kiedy Legia wyszła wygrywała 49:44 i wydawało się, że pójdzie za ciosem – zmiana! Czujkowski trafił trójkę, potężnie zablokował Linowskiego, a Sroka wyprowadził gości na prowadzenie kolejnym rzutem z dystansu. Gwiazdy Sokoła wróciły w najbardziej odpowiednim momencie.

Ale wrócił też niewidziany przez trzy kwarty Grzegorz Kukiełka. Lider Legii długo grał źle – pudłował i popełniał najprostsze błędy, ale w czwartej kwarcie dwie trójki trafił. Tylko że grający na tej samej pozycji Czujkowski był lepszy.

Tak, jak lepszy był w sobotę Sokół. Nieznacznie, o te pięć punktów, ale jednak. Rzut, który przesądził o wygranej, na 85 sekund przed końcem trafił Jerzy Koszuta. Zrobiło się 63:57 dla Sokoła, Legia straciła szansę.

Pełne statystyki z meczu – TUTAJ.

Czarni – Anwil, kto wygra? Typuj wynik i wygrywaj >> 

ŁC