• Home
  • NBA
  • Srogi rewanż Warriors – Cavs rozbici przez Duranta i spółkę

Srogi rewanż Warriors – Cavs rozbici przez Duranta i spółkę

Share on facebook
Share on twitter

Golden State Warriors odpłacili się Cleveland Cavaliers za ostatnie wpadki. We własnej hali rozgromili mistrzów NBA aż 126:91.

kevin_durant5
fot. wikimedia commons

To są buty gwiazd NBA – możesz takie mieć >>

Można się było spodziewać, że Warriors wyjdą na parkiet wyjątkowo zdeterminowani, ale chyba nikt nie przewidywał aż takiej rzezi. Byli mistrzowie rozpoczęli od zaserwowania aktualnym mistrzom aż 37 punktów już w pierwszej kwarcie. Była to największa zdobycz osiągnięta przeciwko nim na przestrzeni 12 minut w tym sezonie. Ale nie na długo – chwilę później, w drugiej kwarcie rozpędzeni gospodarze zdołali się bowiem jeszcze poprawić 4 „oczka”.

Schodząc na przerwę, Warriors prowadzili 78:49 i na drugą połowę wyszli już tylko dopełnić formalności. Grali tego wieczoru na zupełnie innym poziomie niż miesiąc temu. Po obu stronach parkietu. W całym meczu Cavs zatrzymali na ledwie 35,2 proc. skuteczności z gry i tylko 26,5 proc. z dystansu, a LeBronowi Jamesowi załatwili jeden z najgorszych meczów karierze.

Spora w tym zasługa Kevina Duranta, który sprzedał „Królowi” dwie czapy (trzecią poczęstował także Kevina Love’a, który ze względu na problemy z plecami rozegrał tylko 16 minut) i kryjąc go, nie pozwolił mu na trafienie ani jednego z 5 oddanych rzutów z gry. Ostatecznie LBJ w meczu trafił tylko 6 z 18, co jest jego najgorszym wynikiem w tym sezonie.

Kyrie Irving miał jeszcze gorsze 6/19, a dodatkowo obaj popełnili po 6 strat. Ostatecznie LeBron zawody zakończył z 20 punktami i 8 zbiórkami, ale z nim na boisku ekipa z Cleveland była aż 32 „oczka” na minusie. Gorszy wskaźnik +/- w całej swojej karierze miał tylko raz – rok temu również przeciwko Warriors (-34).

Tradycyjnie robił, co mógł, aby jeszcze odwrócić ten mecz. W połowie drugiej kwarty, chcąc zasiać nieco chaosu w szeregi rywali, wymusił nawet niesportowe przewinienie Draymonda Greena, ale tego dnia nic nie było w stanie wybić Warriors z rytmu. Byli klasą dla siebie, lepszą wersją Warriors wygrywających mistrzostwo w 2015 roku i robiących rekordowy bilans 73-9 w sezonie regularnym 2016/17.

Wrócił ten Stephen Curry (20 pkt.), którego bardzo brakowało w pierwszym starciu w Ohio. Był agresywny, trafił 5 rzutów z dystansu, zaliczył 11 asyst i 4 przechwyty. 5 trójek dorzucił także Klay Thompson (26 pkt.), a pod obiema obręczami wręcz szalał Kevin Durant. Bronił, biegał do kontry, podawał, dawał z góry i trafiał zza łuku. W zaledwie 29 minut wykręcił linijkę na poziomie 21 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwytów, 3 bloków i miał przy tym tylko jedną stratę.

Do tego świetny występ zaliczył Draymond Green, który nie pozwolił wyprowadzić się z równowagi i zaliczył trzecie triple double w tym sezonie (11+13+11), dokładając do niego najlepsze w karierze 5 bloków. Warriors zdemolowali Cavs na każdym polu. Dzięki fenomenalnemu ruchowi piłki w sumie mieli w poniedziałek aż 37 asyst (przy ledwie 11 Cleveland), aż 58:35 wygrali walkę na tablicach i skończyli na 50,5 proc. skuteczności z gry i 44,1 proc. z dystansu.

Steve Kerr i jego nowa, ulepszona armia przerwała serię czterech kolejnych porażek z Cavaliers, która rozpoczęła się w meczu numer 5 ostatnich finałów. W rundzie zasadniczej już się nie spotkają. Odpowiedzieć LeBron James i jego ekipa będą mogli dopiero w czerwcu.

Mateusz Orlicki

To są buty gwiazd NBA – możesz takie mieć >>