Stan po Finlandii – co wiemy na dziś?

Share on facebook
Share on twitter

Kuriozalny finał meczu z Finlandią nie był żadnym przypadkiem. Jeśli popełniasz 4 straty w minutę lub nie trafiasz 5 wolnych w dogrywce, to nie możesz skarżyć się na złośliwy los.

Damian Kulig (fot. FIBA.com)

W tych butach grają gwiazdy NBA – sprawdź! >>

1.Jesteśmy nadal w grze
Przede wszystkim – zaliczyliśmy efektowną wpadkę, ale wciąż jeden wygrany mecz może dać nam wyjście z grupy i szansę na ewentualne sukcesy. Jednym słowem – za wcześnie na oceny zawodników i trenera, za wcześnie na podsumowania.

2. Przegapiliśmy wielką szansę
Nie odpadliśmy, ale jednak zrobiliśmy sobie baaardzo pod górkę. Po pierwsze przegapiliśmy szansę, bo w kuriozalnym stylu oddaliśmy wygrany mecz. Po drugie przegapiliśmy, bo teraz zamiast pokonania Finlandii, musimy teraz ograć znacznie silniejszą Grecję.

3. Wiele błędów, wielu osób
Eksperci od wypadków mówią, że aby doszło do katastrofy musi zajść przynajmniej kilka powodów, jeden zwykle nie wystarczy. Nie ma sensu szukać kozła ofiarnego (np. trenera), bo katastrofa na boisku zdarzyła się, gdy po okresie dobrej gry, wpadki i rażące błędy zaczęli zaliczać zarówno gracze, jak i trener. Bo to nie szkoleniowiec chybia rzuty wolne w dogrywce, ale to już on np. odpowiada za jakość wrzutów z autu. Nawet feralny „wyrzut Koszarka” to błąd kilku osób. I w sumie bez znaczenia jest, gracza X czy Y, gdy cała drużyna nie potrafi wygrać meczu.

Zwycięstwa nie odebrał nam złośliwy los, ale własne pomyłki, wynikające z dekoncentracji, braku umiejętności czy niedostatecznego przygotowania.

4. To nie był wcale mecz inny niż wszystkie
Niewymuszone straty, przejawy nonszalanckiej gry widać było już w meczach ze Słowenią i Islandią, a nawet w pierwszej połowie meczu z Finlandią. Problem z podaniami w poprzek, czy z byle jakimi wprowadzeniami piłki do gry to zjawiska, które nie wystąpiły jednorazowo w tej przegranej końcówce. My tak niestety gramy regularnie.

5. To mit, że gwiazdy z NBA są niezbędne
Mieliśmy w składzie Marcina Gortata i byliśmy z grubsza w tym samym miejscu. W niedzielę mogliśmy spokojnie pokonać Finlandię nie mając żadnego zawodnika z NBA. Nie mamy gwiazd europejskiej koszykówki, ale nie mówmy, że z tego powodu nie można wygrywać meczów takich jak ten.

6. To wciąż była TYLKO Finlandia
OK, Finlandia gospodarz, ale tak naprawdę graliśmy z takim samym europejskim średniakiem, jak my. W dodatku z zespołem, którego rozgrywający wypadł z gry przez kontuzję w jednej z pierwszych akcji meczu i dziurę musiał łatać 37-letni Teemu Rannikko. Wcale nie musieliśmy dokonywać cudów, by wyjść na 9 punktów przewagi tuż przed końcem – wystarczyła po prostu solidna gra i dobra, wreszcie poprawiona obrona przez 3 kwarty.

Wygląda na to, że takie jest nasze miejsce w szeregu. Czasem wygrywamy, a czasem nie wygrywamy z zespołami ze środka europejskiej tabeli. Na jakiś postęp w wynikach nadal czekamy.

TS

W takich butach szalał Kobe Bryant – zobacz! >>