Start i Lublinianka – piętnaście koszykarskich świąt

Share on facebook
Share on twitter

Ich mecze przez kilka lat ściągały do lubelskich hal tłumy kibiców. Po jednej stronie boiska rozgrzewali się koszykarze Lublinianki, po drugiej – Startu. Potem był mecz, wcale nie spotkanie towarzyskie, ale derby w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Rzuca Ireneusz Mulak, obok niego Edward Ignerski, pierwszy z lewej Janusz Florczak (fot. Jacek Mirosław)

Retro – wyjątkowe buty do basketu tylko w Sklepie Koszykarza >>

Regularne mecze derbowe pomiędzy koszykarzami Startu i Lublinianki rozpoczęły się w lutym 1966 roku. Na Wieniawie, w klubowym pawilonie wojskowego klubu Start, w pierwszych, historycznych derbach lepsi okazali się czerwono-czarni. wygrywając 57:54. Najwięcej punktów zdobyli wówczas: Jan Jargiełło (Start) – 24 oraz Waldemar Kozak (Lublinianka) – 22.

W rewanżu – w hali Koziołek przy ul. Lubartowskiej, Start ponownie nieznacznie wygrał 68:66. W tym meczu najwięcej punktowali: Jargiełło 24 i Leszek Postój 20 oraz Władysław Brzozowski 20 i Kozak 17.

Podczas derbowych meczów wysłużona hala przy ul. Lubartowskiej pękała w szwach. Koszykarze odwdzięczali się świetną grą, choć nieraz przyszło im trenować i występować w warunkach często spartańskich. Bywało, że zimą rozgrzewali się w rękawiczkach. Hala nie była arcydziełem budowlanym, kiedyś podczas rozgrzewki – było to w latach 60. – od komina oderwał się kawałek sadzy i wylądował na środku boiska.

Wiele innych miast z zazdrością patrzyło wtedy na Lublin, który przez kilka sezonów miał dwa zespoły w ekstraklasie. Co ciekawe, większość zawodników to byli rodowici lublinianie. Przez wiele lat obydwa kluby opierały grę na swoich wychowankach. To inni „podbierali” nam zawodników. Wybrzeże Gdańsk skusiło z czasem np. skrzydłowego Startu Jana Jargiełłę. Kilka lat później jego śladem podążył Bogdan Lecyk.

Śląskowi udało się namówić do gry u nich Waldemara Kozaka z Lublinianki. Gdy wrocławianie przyjechali na mecz do Lublina, to każdy kontakt Kozaka z piłką wywoływał przeraźliwe gwizdy na trybunach.

W historii 15 derbowych spotkań w pierwszej lidze, Start wygrał 9 razy. Do końca 1975 r. w tych meczach był remis 5:5.




– Pamiętam derby z 1974 r. – opowiada Jerzy Żytkowski, były koszykarz Startu. – To było niesamowite przeżycie. Już na godzinę przed meczem nie było ani jednego wolnego miejsca na hali. Wtedy byliśmy wyżej w tabeli, ale Lublinianka miała i Kasprzaka, i Brzozowskiego i Plebanka. To były nazwiska. Sprawiliśmy wtedy niespodziankę i wygraliśmy z nimi dwoma punktami. W końcówce, najpierw Piotrowski rzucił celnie osobiste i wyszliśmy na prowadzenie, ale równo z syreną trafił Plebanek. Sędziowie jednak nie uznali kosza i nie było dogrywki. Kibice Lublinianki długo jeszcze po meczu protestowali, domagając się dogrywki.

– Komu bardziej kibicowali widzowie?

– Start dopiero zdobywał sobie publiczność. Lublinianka miała już swoją renomę. Derby Lublina były z pewnością dużym wydarzeniem. Nam też się udzielała ta atmosfera. Wprawdzie wszyscy byliśmy kolegami, ale na boisku każdy chciał się pokazać z jak najlepszej strony. To była jednak zdrowa rywalizacja. Może działacze trochę podkręcali klimat spotkania. A nam się to udzielało.

– Kto w Lubliniance dawał się wam najbardziej we znaki?

– To był dobry zespół z dobrze rzucającym Kasprzakiem, Plebankiem czy Brzozowskim. W ataku najgorzej było jednak grać przeciwko Krzysiowi Rachowskiemu. Potrafił zawsze tak się ustawić, że ciężko go było minąć.

Mecz wspomnień z 1992 roku w hali MOSiR (fot. Jacek Mirosław)

Koszykarzy Lublinianki do I ligi wprowadził trener Stanisław Dzierżak. Dziś emerytowany doktor medycyny

Ja tych chłopaków trenowałem od dziecka – mówi. – Zdobyłem z nimi mistrzostwo Polski juniorów.

To nie jedyny sukces trenera Dzierżaka. Kilkadziesiąt lat temu – na spotkaniu działaczy wojskowych klubów z całej Polski – postawił się rosyjskiemu marszałkowi. Wtedy trzeba było mieć nie lada tupet…

– Ten marszałek stwierdził na spotkaniu, że w kraju mają się liczyć tylko trzy wojskowe kluby: Legia Warszawa, Zawisza Bydgoszcz i Śląsk Wrocław. Reszta klubów ma na nie pracować. Wtedy wstałem i powiedziałem, że w takim razie likwidujemy sekcję koszykówki w Lubliniance, skoro mamy pracować na innych. Dodałem przy tym, że to nie Legia i nie Śląsk zdobyły tytuł mistrza Polski juniorów, tylko właśnie Lublinianka.

Po zebraniu marszałek pochwalił mnie za odważną wypowiedź i zapowiedział, że od tej pory to inni będą pracować na Lubliniankę.

Koszykówka w Lubliniance przetrwała kolejne lata, a dzięki również dobrej postawie Startu, wkrótce obydwa lubelskie zespoły spotkały się razem na pierwszoligowym parkiecie.

– Ze Zdzichem Niedzielą (trener Startu) znałem się doskonale – dodaje dr Dzierżak. – Derby miały rzeczywiście niepowtarzalną atmosferę i zazwyczaj były bardzo zacięte. On tak samo grał głównie swoimi wychowankami. I Start i my mieliśmy wyrównane składy. My mieliśmy dwukrotnego olimpijczyka – Andrzeja Kasprzaka, reprezentantów Polski – Waldemara Kozaka i Władysława Brzozowskiego. W Starcie grał z kolei też kadrowicz i przyszły olimpijczyk – Irek Mulak.
Koszykarskie święto, jakim były derby przebiegały jednak spokojnie.

– Nigdy nie było żadnych ekscesów czy burd jak na meczach piłkarskich – podkreśla Andrzej Frączkowski, były wieloletni dyrektor Startu. – Zawodnicy i działacze znali się od lat i nawet w takich meczach jak derby, które wyzwalają zawsze dodatkową adrenalinę, i na boisku, i na trybunach było zawsze głośno, ale fair play.

Mecze ochraniał zazwyczaj jeden milicjant i dwóch strażaków. Przez kilka sezonów porządku w hali MOSiR pilnował również etatowy funkcjonariusz ORMO.

Na derby w latach 70. wybrał się jeden ze znanych lubelskich dygnitarzy partyjnych. W przerwie meczu zszedł do szatni dla kibiców i – mimo zakazu – zapalił papierosa. Zobaczył to wspomniany ormowiec. Wskazując palcem na widoczny z daleka napis „Palenie zabronione” krzyknął na cały głos:

– A ty kurduplu (dygnitarz był rzeczywiście niskiego wzrostu), czytać nie umiesz?

Po tej reprymendzie nikt już nie śmiał sięgnąć po papierosa. Faktem jest jednak, że i w Koziołku, i na hali MOSiR, w przerwie meczu było ciemno od papierosowego dymu.

Ostatni mecz ligowy koszykarze Lublinianki zagrali w 1981 r. Na ostatnie, już drugoligowe mecze, drużyna miała już problem ze skompletowaniem składu. Start Lublin od sezonu 2014/2015 występuje w ekstraklasie. W podstawowym składzie nie ma jednak żadnego wychowanka.

Krzysztof Załuski

Czytaj również: Kent Washington – perła Lublina, Miś i podrabiane bilety >>

Retro – wyjątkowe buty do basketu tylko w Sklepie Koszykarza >>