PRAISE THE WEAR

Start nie dał się dogonić – ważna wygrana w Sopocie

Start nie dał się dogonić – ważna wygrana w Sopocie

Świetnie dysponowani ofensywnie gracze Startu rzucili Treflowi po przerwie 53 pkt i zasłużenie wygrali w Sopocie 95:82.
Start Lublin / fot. Elbrus Studio

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Po pierwszych akcjach Trefl prowadził 6:0 i wyglądał na drużynę, którą trudno będzie zatrzymać. Paweł Leończyk ogrywał każdego przeciwnika po kolei, a obrona strefowa ustawiona zaraz na początku przez graczy Trefla zaskoczyła nieco gości, którzy potrzebowali trochę czasu, zanim zaczęli grać zespołowo i złapali rytm w ataku. 

Jeszcze na początku drugiej kwarty szybkie 7 pkt dla gospodarzy rzucił Michał Kolenda, ale lublinianie szybko odpowiedzieli dwoma trójkami – jak się okazało, jedną z ich głównych broni w tym meczu. A gdy to trener Dedek zaordynował strefę, to z kolei Trefl wpadł w kłopoty. Gospodarze zanotowali aż 7 strat w samej drugiej części gry i do przerwy przegrywali 38:42.

Gdy na początku trzeciej kwarty Start uciekł na 9 oczek, Trefl był jeszcze w stanie dogonić rywala. Na drugi atak już nie był w stanie odpowiedzieć. Bardzo trudne rzuty trafiał Martins Laksa (22 pkt, 4/8 za 3), a zwykle dominującego w strefie podkoszowej Nanę Foullanda zdominował w drugiej połowie Jimmie Taylor.

W czwartej kwarcie ważne punkty zdobywał Brynton Lemar i zwykle wygrywający w tym sezonie trudne końcówki Trefl po raz pierwszy w własnej hali musiał pogodzić się z przegraną.

Trener Marcin Stefański po meczu narzekał na małą agresywność swojej drużyny: “W żadnej kwarcie nie mieliśmy problemów z faulami, przez 40 minut zaliczyliśmy tylko 1 przechwyt. Może za dużo wygrywaliśmy i pomyśleliśmy, że jesteśmy dobrzy”. 

W drużynie Startu zadebiutował Grzegorz Grochowski (4 as. w 12 min), który przeszedł z wycofanego z I ligi Polfarmexu Kutno. 

Pełne statystyki znajdziesz TUTAJ.

Michał Świderski, Sopot 

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami