• Home
  • PLK
  • Stelmet nie daje prezentów – mistrz lepszy w Zgorzelcu

Stelmet nie daje prezentów – mistrz lepszy w Zgorzelcu

Share on facebook
Share on twitter

Zielonogórzanie kontrolowali mecz od początku, z krótką tylko przerwą w drugiej kwarcie i zawirowaniem w ostatnich sekundach – wygrali w hali PGE Turowa 85:83 i przypomnieli, że to oni są największym faworytem do tytułu.

(fot. basketballcl.com)
(fot. basketballcl.com)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Świąteczny hit nie był widowiskiem jednostronnym, bo Turów walczył i potrafił gonić wynik do samego końca, do ostatnich sekund. Ale też jakoś wyjątkowo zaciętej gry nie było, bo to Stelmet kontrolował ten mecz i tak naprawdę nie pozwolił sobie zagrozić.

Albo inaczej – nawet, jak zielonogórzanie niefrasobliwą grą (aż 19 strat!) zapraszali Turów do pogoni, to gospodarze nie potrafili tego wykorzystać. Nawet gdy Stelmet stracił piłkę pod własnym koszem przy jednopunktowym prowadzeniu na 3 sekundy przed końcem, to Turów i tak zepsuł swoją akcję w ataku.

Końcowy wynik, tylko dwa punkty przewagi Stelmetu, nie oddaje jednak różnicy w poziomie gry obu drużyn na korzyść mistrza. Nie była ona wielka, ale była wyraźniejsza niż rezultat.

Początkowe 9:0 dla gości było sygnałem, że niepokonany dotychczas we własnej hali Turów nie trafił na zdekoncentrowanego, rozluźnionego świętami mistrza. Stelmet z łatwością zbudował przewagę – rzutami z dystansu, wejściami, akcjami wysokich. W obronie gospodarzy od początku były dziury.

Mistrz prowadził już 21:9, ale w połowie drugiej kwarty znakomite moment miał David Jackson – Amerykanin z Turowa trafił trzy trójki w 51 sekund, a Stelmet stracił kilka piłek przeciwko agresywniejszej obrony rywala. Gospodarze w dwie minuty zaliczyli zryw 13:2.

Tylko że drugą kwartę to Stelmet kończył zrywem, w kilka minut goście rozmontowali obronę Turowa, Łukasz Koszarek raz za razem miał wolną drogę do kosza i mógł wybierać – rzucać czy podawać. Robił i jedno, i drugie, jego zespół do przerwy trafił 62 proc. rzutów, prowadził 47:38.

Turów walczył. Bardzo skuteczny był Michał Michalak (22 punkty), który trafiał z dystansu (także z faulem), z wejść pod kosz, z półdystansu, niezłe akcje mieli Mateusz Kostrzewski i Tweety Carter, a ważne trójki trafiali Michael Gospodarek czy Bartosz Bochno. Ale Turowowi i tak brakowało siły – nieobecny był przecież kontuzjowany w Sopocie Denis Ikovlev, a struty niedawno Kirk Archibeque był cieniem siebie (6 punktów, 2/7 z gry).

Stelmet też był osłabiony brakiem Nemanji Djurisicia, który złamał palec na piątkowym  treningu, ale jego absencji absolutnie nie był widać. Mistrz pokazał siłę w każdej formacji – począwszy od Koszarka (17 punktów, 8 asyst), przez Thomasa Kelatiego (dobry powrót do Zgorzelca, 10 punktów) i Przemysława Zamojskiego, po mocarzy pod koszem, gdzie Adam Hrycaniuk i Vladimir Dragicević byli momentami jak ściana.

Wydawało się, że Turów nie może tego meczu wygrać, nie z tak słabą obroną. Zgorzelczanie nie potrafili niczym zaskoczyć doświadczonych mistrzów, czasem wręcz zapraszali rywali do gry zostawiając im miejsca na wejścia, co ci z łatwością wykorzystywali.

Jednak Turów walczył do końca i próbował wykorzystywać błędy, które popełniali rywale, ale spudłował wiele otwartych rzutów, także wolnych i w drugi dzień świąt okazał się słabszym zespołem niż mistrz Polski.

Pełne statystyki – TUTAJ.

ŁC